Na co dzień to oni uczą innych, jak zachować się w sytuacji zagrożenia. Troje instruktorów, żołnierzy 2 Lubelskiej Brygady Obrony Terytorialnej, wracało w piątkowy poranek ze szkolenia, gdy na drodze ekspresowej zobaczyli rozbite samochody i unoszący się nad nimi dym. Od razu wiedzieli, co mają robić – zatrzymali swoje auto i ruszyli do pomocy poszkodowanym.
Był piątek, 11 września. Przed godziną 8 na remontowanym odcinku drogi ekspresowej w kierunku Warszawy i Radomia, pomiędzy węzłami Kurów Zachód i Kurów Wschód, doszło do zderzenia kilku samochodów osobowych. Wśród osób, które wówczas tamtędy jechały, byli trzej żołnierze 2 Lubelskiej Brygady Obrony Terytorialnej: st. szer. spec. Mateusz, st. kpr. Amelia i szer. Jakub. Wracali prywatnym samochodem z tzw. szesnastki, czyli szkolenia podstawowego WOT-u, podczas którego pełnią w brygadzie funkcje instruktorów. Terytorialsi zobaczyli zagrożenie na drodze, ocenili sytuację i niezwłocznie przeszli do działania.
– Jechaliśmy do Lublina, do brygady, gdy na trasie zobaczyliśmy unoszący się dym i tworzący się na drodze korek. W rozbitych autach akurat wystrzeliły poduszki powietrzne – relacjonuje st. szer. spec. Mateusz. Na miejscu wypadku pojawili się też strażacy wracający właśnie z zawodów Państwowej Straży Pożarnej. – Zatrzymaliśmy ruch i zabezpieczyliśmy miejsce zdarzenia. Strażacy odłączyli akumulatory w pojazdach, a my ruszyliśmy do poszkodowanych. Jakub pomógł mi we wstępnym zbadaniu kobiety z podejrzeniem urazu odcinka szyjnego. Amelia udzielała w tym czasie wsparcia psychicznego drugiej uczestniczce zdarzenia – opowiada instruktor strzelectwa z 2 LBOT. Na szczęście miał ze sobą prywatny plecak medyczny. – Opatrzyliśmy na miejscu skaleczenia. Cała akcja trwała około pół godziny, udało się ją przeprowadzić szybko i sprawnie. Potem poszkodowanych przejął zespół ratownictwa medycznego – dodaje.
St. kapral Amelia dodaje, że zatrzymanie się na trasie, gdy wydarzył się wypadek, to obowiązek każdego. – Nie można przejechać obojętnie. Wysiedliśmy, zrobiliśmy rozeznanie, czy i skąd wydobywa się dym, czy miejsce zostało odpowiednio oznaczone, czyli czy są trójkąty ostrzegawcze itp. I podzieliliśmy zadania – wspomina. Ona miała udzielić wsparcia osobom, które znalazły się w silnym stresie. Przypomina, że po wypadku nie każdy potrzebuje wyłącznie pomocy medycznej. Część uczestników zdarzenia może być w szoku, mieć atak paniki albo problem z oceną sytuacji.
Na miejsce doleciał śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który miał przetransportować ranną kobietę do szpitala. W 2 LBOT podkreślają, że wydarzenie z 11 września jest praktycznym potwierdzeniem tego, czego żołnierze uczą się podczas szkolenia. Tym razem wiedza nie została wykorzystana na placu ćwiczeń ani podczas scenariusza przygotowanego przez instruktorów, lecz tam, gdzie liczył się czas i odpowiedzialne decyzje. – Dla nas ogromnym powodem do dumy jest to, że szkolenie, któremu poświęcamy tak wiele czasu i uwagi, przełożyło się na konkretne działanie wtedy, gdy naprawdę liczyły się minuty. Postawa naszych żołnierzy, którzy znaleźli się na miejscu wypadku i bez wahania włączyli się w pomoc poszkodowanym, najlepiej pokazuje, po co się szkolimy – podkreśla kpt. Marta Gaborek, oficer prasowy 2 Lubelskiej Brygady Obrony Terytorialnej.
Dodaje, że trójka terytorialsów to ludzie z pasją, którzy najpierw sami intensywnie zdobywali wiedzę, rozwijali swoje umiejętności i doświadczenie, a dziś jako instruktorzy przekazują je kolejnym żołnierzom. – Trudno o lepsze potwierdzenie sensu tego, co robimy. Szkolimy żołnierzy właśnie po to, by w sytuacji zagrożenia potrafili zachować spokój, wiedzieli, jak działać i byli gotowi nieść pomoc – podsumowuje kpt. Gaborek. Żołnierze przyznają, że mieli już doświadczenia z podobnych sytuacji. A st. szer. spec. Mateusz zaznacza, że nie była to jego pierwsza akcja związana z wypadkiem drogowym.
autor zdjęć: Policja Lubelska, 2 Lubelska Brygada Obrony Terytorialnej

komentarze