Przeciwnik zajął brzeg Odry. Oddziały Czarnej Dywizji przeprowadziły rozpoznanie przy użyciu dronów i odepchnęły wroga, kierując na niego bezzałogowce uderzeniowe i artylerię. Dopiero wtedy wojsko mogło rozpocząć desant na transporterach PTS. Rosomaki i Leopardy sforsowały Odrę. Tak wyglądał pierwszy epizod „Dzielnego bobra”, który jest częścią federacji ćwiczeń „Czarny obrońca”.
W składających się z wielu mniejszych ćwiczeń „Czarnym obrońcy” bierze udział w sumie 11 tys. żołnierzy. Główną rolę odgrywają siły 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej.
Wczoraj żołnierze sprawdzali swoje umiejętności na Odrze, na poligonie Biała Góra koło Krosna Odrzańskiego. – Zrealizowaliśmy wszystkie główne etapy forsowania rzeki w warunkach bojowych. Najpierw przeprowadziliśmy rozpoznanie przeciwnika przy wykorzystaniu środków bezzałogowych. Następnie przeciwnik został rażony przez artylerię i drony przy wykorzystaniu obserwacji z powietrza. Potem nastąpiło wejście do walki pododdziałów rozpoznawczych lądowych, dalej desant piechoty na PTS-ach, wreszcie sforsowanie rzeki przez wozy bojowe typu Rosomak i czołgi Leopard oraz transport na drugi brzeg kolejnych wozów, które wchodziły do walki korzystając z promu – wymienia gen. dyw. Piotr Fajkowski, inspektor wojsk lądowych Dowództwa Generalnego RSZ.
Batalion „Modelu 44” w akcji
Generał podkreśla, że podczas tych działań ważną rolę odegrał batalion powołany w ramach pilotażowego projektu „Model 44”, który zakłada, że w strukturze batalionu piechoty zmechanizowanej znajduje się również kompania dronowa. To jej zadaniem jest dokładne rozpoznanie sił przeciwnika z powietrza przy użyciu bezzałogowców rozpoznawczych oraz wykonywanie głębokich uderzeń na jego siły za pomocą amunicji krążącej i dronów uderzeniowych. Obecnie w Wojsku Polskim w ramach pilotażu działają dwie kompanie dronowe – jedna w 12 Brygadzie Zmechanizowanej w Szczecinie, a druga właśnie w 17 Wielkopolskiej Brygadzie Zmechanizowanej w Międzyrzeczu, która podlega 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej.
– Tutaj działał batalion według Modelu 44 wsparty czołgami, czyli w pierwszej kolejności rozpoznajemy, atakujemy, uderzamy przy pomocy środków bezzałogowych wspartych artylerią batalionu i brygady. A dopiero później wjeżdżają wozy bojowe i czołgi – wyjaśnia gen. Fajkowski. – Podczas tego działania nie chodzi o to, żeby przyjąć przeciwnika na przedniej linii obrony twarzą w twarz, tylko żeby nie dopuścić go do tej przedniej linii – dodaje inspektor wojsk lądowych. I podkreśla, że do tej pory taki batalion zmechanizowany mógł razić wroga wykorzystując moździerze na dystansie nie większym niż 10–12 km. – Dziś dzięki środkom bezzałogowym można to zrobić efektywnie na kilkadziesiąt kilometrów, uzyskując wiele kilometrów dodatkowej przestrzeni, żeby zniszczyć przeciwnika – zaznacza generał.
Istotną rolę w ćwiczeniach odegrali też saperzy. Na przeciwległy brzeg na łodziach zostali przetransportowani zwiadowcy inżynieryjni z 5 Batalionu Saperskiego 17 BZ, którzy po uderzeniach dronów i artylerii przeprowadzili rozpoznanie. Saperzy odpowiadali też za desant piechoty na amfibiach typu PTS. W ćwiczeniach użyty został również nowy most pontonowy PFM produkcji francuskiej, który niedawno trafił do wyposażenia Wojska Polskiego. Z elementów mostu został złożony prom, który przewoził pojazdy i żołnierzy na drugi brzeg.
Leopardy pływające
Najbardziej widowiskowym elementem ćwiczeń było pokonanie rzeki przez wozy bojowe Rosomak oraz czołgi Leopard 2PL. Okazało się, że ważące po kilkadziesiąt ton kolosy bardzo łatwo poradziły sobie z nurtem Odry. Czołgi pokonują rzekę, jadąc po dnie. Każdy taki manewr wymaga jednak skrupulatnych przygotowań. – Możemy pokonywać cieki wodne o głębokości do 4 m. Wczoraj poziom Odry był bardzo niski, jednak niezależnie od tego załoga za każdym razem musi przygotować czołg do takiego forsowania rzeki – tłumaczy por. Dominik Bińkiewicz, dowódca plutonu czołgów 34 Brygady Kawalerii Pancernej. – Chodzi o zamontowanie na gąsienicach tzw. gruntozaczepów, dzięki którym czołg ma lepszą przyczepność i może jechać po dnie, natomiast na wieżyczkę montuje się tzw. komin. Przez niego do wnętrza maszyny zanurzonej w wodzie dociera powietrze, a w razie awarii czy zagrożenia umożliwia on również ewakuację załogi – dodaje oficer.
Najważniejszym celem manewrów „Czarny obrońca” jest trening interoperacyjności różnych rodzajów wojsk oraz systemów uzbrojenia. Choć główną rolę odgrywają wojska zmechanizowane z 11 Dywizji, w manewrach biorą udział również jednostki powietrzne, powietrznodesantowe, marynarka wojenna i Żandarmeria Wojskowa. Działania potrwają do 24 września i będą się odbywać w różnych miejscach w całym kraju.
autor zdjęć: 11 DKPanc, DGRSZ

komentarze