moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Z prądem i pod prąd

Podczas „Sea Breeze” zmagaliśmy się z silnymi prądami morskimi, ale daliśmy radę. Zebraliśmy wartościowe doświadczenia i pokazaliśmy, że nasz okręt w swojej klasie słusznie zaliczany jest do najlepszych na świecie – mówi kmdr ppor. Bartosz Blaszke, dowódca ORP „Mewa”, pierwszego z niszczycieli min typu Kormoran II, który bierze udział w misji pod flagą NATO.

„Sea Breeze 2026” dobiegły końca. Dla „Mewy” były to pierwsze międzynarodowe ćwiczenia. Jak wypadliście?

Kmdr ppor. Bartosz Blaszke: Myślę, że bardzo dobrze. Do tego rodzaju przedsięwzięć przygotowywaliśmy się, odkąd tylko okręt wszedł do służby i podczas ćwiczeń załoga potwierdziła, że te trzy lata szkoleń nie poszły na marne. Planowanie, sama działalność operacyjna, obieg informacji – wszystko zagrało jak trzeba. Choć łatwo nie było…

REKLAMA

Dlaczego?

Choćby ze względu na specyfikę akwenu, na którym operowaliśmy. Wody Kanału Angielskiego znacząco różnią się od Bałtyku. Wystarczy wspomnieć o prądach morskich i pływach. Jeśli chodzi o prądy, to wyróżniamy dwa ich typy: syzygijne i kwadraturowe. Są one ściśle powiązane z fazami Księżyca. Pierwsze występują, kiedy siły grawitacyjne Słońca, Ziemi i Księżyca sumują się, drugie – kiedy wzajemnie się równoważą.

Podczas ćwiczenia mieliśmy do czynienia z przypadkiem numer jeden, prądy były więc bardzo silne. Tak silne, że okręt w dryfie samoistnie poruszał się z prędkością trzech węzłów. Do tego za sprawą pływów prądy zmieniały kierunek co sześć godzin. Wszystko to mocno komplikowało nam życie. Przykład? Misje pojazdów podwodnych. Zdarzało się, że zwodowany pojazd początkowo szedł z silnym prądem, ale kiedy już wracał na okręt, ten sam prąd napierał na niego z boku.

Do tego załoga czasami musiała się natrudzić, by utrzymać stabilne położenie okrętu, choć ten przecież posiada system dynamicznego pozycjonowania. Trzeba było wspomóc się manewrowaniem, korygować pozycję, słowem – kombinować… Wszystkie te zmienne staraliśmy się oczywiście uwzględniać już na etapie planowania, wykorzystywać okienka, kiedy warunki pozostawały w miarę stabilne, ale i tak realizacja zadań w takich warunkach pozostawała sporym wyzwaniem.

Kolejnym wyzwaniem było bardzo zróżnicowane dno. Przy polskim wybrzeżu zwykle jest ono gładkie. Dominują piasek i muł. Tutaj „plaża” potrafiła znienacka zamienić się w przestrzeń pełną kolumn, głazów, rozpadlisk. Momentami można było odnieść wrażenie, że pod nami rozciągają się zatopione ruiny antycznego miasta. Namierzenie miny bywa w takich warunkach skrajnie trudne. Do tego dochodziły procedury związane z operowaniem w zespole NATO, w gronie okrętów z różnych państw…

Słowem: „Sea Breeze” było dla was jak skok na głęboką wodę.

To na pewno. Wśród załogi mamy co prawda sporo doświadczonych marynarzy, ale w misjach NATO brało wcześniej udział ledwie kilka osób. Do tego zwykle zajmowali oni wtedy inne stanowiska. Jeden z naszych podoficerów podczas wyjść w 2013 i 2014 roku był na przykład sygnalistą, a teraz odpowiada za poszukiwanie min.

Ja sam podczas misji w 2013 roku, służąc w załodze ORP „Czajka”, czyli jednego z niszczycieli min projektu 206FM, dowodziłem działem artylerii i broni podwodnej, a teraz dowodzę okrętem. Niezależnie więc od wcześniejszych doświadczeń, teraz poniekąd otwieramy nowy rozdział. Ale jak wspomniałem – początki uznać można za satysfakcjonujące. Załoga spisuje się dobrze, „Mewa” potwierdza, że w swojej klasie jest jednym z najlepszych okrętów na świecie.

A jak przedstawiał się scenariusz samych ćwiczeń? Jakie zadania zostały wam przypisane?

„Sea Breeze” to doroczne ćwiczenia, organizowane przez 6 Flotę USA. W założeniu mają integrować marynarkę wojenną Ukrainy z siłami NATO. Przez lata okręty operowały na Morzu Czarnym, sytuację mocno jednak skomplikowała wojna. Scenariusz trzeba było zmodyfikować. Tegoroczna edycja podzielona została na dwie części. Pierwsza odsłona odbyła się w Rumunii – głównie na lądzie i w powietrzu, druga – przede wszystkim na wodach Wielkiej Brytanii.

Wzięły w nim udział niszczyciele min z Wielkiej Brytanii i Francji, zespół SNMCMG1 z „Mewą” i litewskim okrętem dowodzenia LNS „Jotvingis”, a także szereg jednostek przeciwminowych z Ukrainy, które obecnie stacjonują na Wyspach Brytyjskich. Stawkę uzupełniały wyspecjalizowane grupy nurków minerów. Na poziomie sztabu ćwiczyli przedstawiciele kilkunastu państw. Wśród nich byli między innymi oficerowie z naszej 8 Flotylli Obrony Wybrzeża, ale też Japończycy.

Głównym zadaniem sił operujących na morzu było poszukiwanie ćwiczebnych min, które w sobie tylko znanych miejscach rozmieścili organizatorzy. W ten sposób załogi z Ukrainy i państw NATO przygotowywały się między innymi do przyszłej operacji rozminowania Morza Czarnego.

Jakiego sprzętu używała „Mewa”?

Morskie dno skanowaliśmy za pomocą sonaru podkilowego SHL-101T/M, a także pojazdów podwodnych – Gavii i Hugina. Po wytypowaniu obiektów, które w założeniu mogły być minami, przeprowadzaliśmy ich identyfikację. Używaliśmy do tego zdalnie sterowanego pojazdu Ocean Modules V8 M500, pod wodę schodzili też nurkowie minerzy. Na koniec przesyłaliśmy meldunek do sztabu. Scenariusz ćwiczenia nie zakładał wdrażania procedur związanych z niszczeniem min.

Oczywiście „Sea Breeze” to nie tylko działania przeciwminowe. Podczas wstępnej fazy ćwiczeń mieliśmy okazję potrenować manewrowanie w szykach czy strzelanie. Wówczas prowadziliśmy ogień z naszej armaty OSU-35K. Podobne są zamontowane także na innych seryjnych okrętach projektu 258, ale jak dotąd podczas manewrów strzelać nie miały jeszcze okazji. Debiut był udany.

Pierwsze ćwiczenia zatem za wami. Co dalej?

Teraz zespół udaje się na północ. Niebawem zameldujemy się na Islandii, gdzie weźmiemy udział w kolejnych ćwiczeniach, tym razem pod kryptonimem „Northern Viking”. Przyznam, że wszyscy jesteśmy podekscytowani, bo po raz ostatni polski okręt służący w SNMCMG1 pojawił się w tym regionie świata 13 lat temu. Wówczas do Reykjaviku zawinął ORP „Kontradmirał Xawery Czernicki”. Zakładam, że może nas czekać trudne przejście, bo na północnym Atlantyku nawet o tej porze roku zdarzają się sztormy, ale jestem dobrej myśli. To kolejna okazja do zebrania wartościowych doświadczeń i zaprezentowania polskiej bandery.

ORP „Mewa” to niszczyciel min typu Kormoran II (projektu 258). 1 lipca okręt rozpoczął misję w składzie Stałego Zespołu Sił Obrony Przeciwminowej NATO Grupa 1 (SNMCMG1), czyli jednym z czterech stałych zespołów okrętowych NATO. Jego zadaniem jest patrolowanie kluczowych dla żeglugi szlaków na północy Europy, udział w operacjach przeciwminowych, a także szeregu międzynarodowych ćwiczeń. Zaokrętowani na pokładzie marynarze tworzą PKW Kormoran 2026. Misja potrwa pół roku.

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: Ariel/ 13dTR

dodaj komentarz

komentarze


Mazurek Dąbrowskiego dla pływaczki „armii mistrzów”
W wojsku nie wszystkie butelki z kaucją?
PZL P.11c – Pościgowy taran!
Hanwha ze statuetką „Dumny Weteran”
Kanada – wiodący kraj MSPO
Od mikrodronów po daleki zasięg
Moskwa w poszukiwaniu partnerów
Berlin: Rosja próbowała doprowadzić do zamachu na lotnisku
Putin eskaluje. Tusk: Musimy być gotowi na najgorsze warianty
Agresja na Polskę nie była „spacerem”
Jest kompromis w sprawie rekompensat za broń dla Ukrainy
Polska a broń jądrowa – mity i fakty
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Pioruny do 2030 roku
Miliardy dolarów na modernizację polskiej armii
Flanka pod strażą
Pomorze ma potencjał
Abordaż z polskim wsparciem
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Ciężki BWP będzie nosił nazwę Niedźwiedź
Łzy na treningu to cena, jaką warto zapłacić za sukces
Piechur, artylerzysta, lotnik i… hydraulik
Gorący lipiec PKW Łotwa
Radar P-18 PL i Gladius 2 z nagrodami MSPO
Saperzy z Ukrainy potrzebują wsparcia
Autonomia w kosmosie
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
PZL Mielec w planach MON-u
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
Battalions of the Future
Centrum zarządzania kryzysowego na kołach na MSPO
Pokazać ludzki wymiar służby na misji
Priorytetem WOT jest dziś mobilność
Kanada i Polska stawiają na współpracę obronną
Wspólne manewry taktyczno-ratownicze
Testy dronów dalekiego zasięgu. Można je usłyszeć lub zobaczyć
Kolejna rosyjska prowokacja w powietrzu
„Horyzont” przedłużony
Krok w krok za Jastrzębiami
W Birczy o historii i bezpieczeństwie
Prezydencka wizyta na MSPO
Finowie o bezpieczeństwie w Europie do 2040 roku
Kadeci będą uczyć się obsługi dronów
Orlik z nowymi możliwościami
Robot z Piorunami w Kielcach
„Wielka ucieczka” okiem historyka
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Program SAFE w pytaniach i odpowiedziach
Army Days – by lepiej poznać Wojsko Polskie
Od Warmate po F-16. Pokaz możliwości Wojska Polskiego
Siła lądówki
Po medale na nartorolkach i w kajaku
Patriotyzm gospodarczy na MSPO
Rośnie liczba domniemanych aktów sabotażu
Drony i czołgi, czyli nowa jakość prowadzenia działań
Medale kajakarki, wspinaczki i spadochroniarek
Z prądem i pod prąd
Wojskowe MMA dla terytorialsów

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO