W związku ze zmasowanym nocnym rosyjskim atakiem na zachodnią Ukrainę w pobliżu polskiej granicy, w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa odbyła się dziś zwołana z inicjatywy premiera Donalda Tuska narada z udziałem wiceszefa MON-u Cezarego Tomczyka, szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego i przedstawicieli służb. – Eskalacja ze strony rosyjskiej staje się faktem – podkreślił premier.
Tematem posiedzenia była sytuacja bezpieczeństwa po kolejnych rosyjskich atakach w bezpośrednim sąsiedztwie Polski, do których doszło w nocy z soboty na niedzielę. Jak poinformował w mediach społecznościowych wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, nad ranem polskie systemy wykryły atak kilkunastu odrzutowych dronów Geran-5 w zachodniej Ukrainie. Jeden z nich uderzył 1 km od granicy z Polską, drugi 5 km. Jeden z rosyjskich bezzałogowców trafił w lokomotywę pociągu relacji Kijów–Warszawa przed granicą z Polską. Nikt nie odniósł obrażeń. Jak podał przewoźnik – ukraińska spółka Ukrzaliznycia, pociągiem podróżowało 206 osób, wśród pasażerów nie było obywateli Polski.
Dron uderzył także w stację benzynową w miejscowości Jagodzin w pobliżu granicy z Polską. Wskutek ataku w ogniu stanęły dwie ciężarówki. „Rosjanie zmieniają taktykę ataków, coraz częściej wykorzystują drony odrzutowe wypuszczane po kilka sztuk i w ten sposób absorbują ukraińską obronę” – napisał w serwisie X szef MON-u. „Putin eskaluje” – skomentował na tej samej platformie minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.
W związku z rosyjskimi atakami w pobliżu polsko-ukraińskiej granicy, po godz. 4 nad ranem Wojsko Polskie poderwało myśliwce F-16, które z towarzyszeniem śmigłowców i samolotu rozpoznania powietrznego SAAB operowały w powietrzu przez kilka godzin. Nie odnotowano naruszenia granicy Rzeczypospolitej Polskiej.
Eskalacja staje się faktem
– Tak jak się spodziewaliśmy, eskalacja działań Federacji Rosyjskiej staje się faktem, a jej przykłady są coraz bliżej naszej granicy. Jak wiadomo, próba sparaliżowania przejść granicznych to nie jest pierwsze tego typu zdarzenie. Mieliśmy z tym do czynienia w Mołdawii, ale wiedzieliśmy, że w planie rosyjskim będzie próba dezorganizacji, paraliżu, a być może także zniszczenia ukraińskich przejść granicznych, a więc dotyczy to także naszego kraju – mówił premier Donald Tusk.
Jak zaznaczył, „musimy mieć świadomość, że od dzisiaj będziemy procedować we wzmocnionym trybie, ponieważ możemy się spodziewać, że najbliższe tygodnie i miesiące będą okresem bardzo wzmocnionych akcji ze strony rosyjskiej, w związku z tym nie możemy niestety wykluczyć, że ta eskalacja będzie dotyczyła także naszego terytorium”. – Mam nadzieję, że ten najgorszy scenariusz się nie sprawdzi, ale niestety dotychczasowe zdarzenia potwierdzają, że także najgorsze warianty są możliwe. Będzie mi też zależało na tym, abyśmy mieli pełną zdolność weryfikowania wszelkich informacji – czy to ze strony ukraińskiej, rosyjskiej czy jakiejkolwiek bądź – żeby nie popełnić żadnego błędu, kiedy będzie potrzebna nasza pilna reakcja. Rozmawiałem dziś również z szefem MSZ-etu Radosławem Sikorskim i będziemy się wspólnie zastanawiać, w jaki sposób mobilizować naszych sojuszników. Nie ulega wątpliwości, że musimy być przygotowani na wspólną reakcję, jeśli zajdzie taka potrzeba – mówił Tusk. Jak podkreślił, ataki, które miały miejsce tej nocy, wskazują na to, że Rosjanie są gotowi użyć sprzętu groźniejszego niż do tej pory – chodzi o drony odrzutowe, których zasięg i precyzja zdaniem szefa rządu są niepokojące. – Ukraina, która oczywiście jest bardzo dobrze przygotowana do obrony przed dronami, też nie jest w stu procentach skuteczna. Po stronie ukraińskiej zostało trafionych 13 lokalizacji, więc musimy mieć świadomość, że Rosja dysponuje tego typu możliwościami. Tylko nasze maksymalne przygotowanie to najlepsza gwarancja, że żadne dramatyczne rzeczy się nie zdarzą – zakończył premier.
Następnie komendant główny Straży Granicznej gen. dyw. Robert Bagan przedstawił sytuację na przejściach granicznych. Jak mówił, wybuch w momencie rosyjskiego ataku był tak silny, że w placówce SG w Dorohusku zadrżały szyby i została ona ewakuowana, zaś w nocy odprawy graniczne były naprzemiennie wstrzymywane i wznawiane. Przed południem sytuacja była już opanowana, a ruch odbywał się normalnie.
W pełnej gotowości do zestrzelenia
Udział w naradzie wziął także szef sztabu Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych gen. bryg. Jarosław Chojnacki, który podał, że Rosjanie użyli do ataku przeszło 700 środków napadu powietrznego typu drony oraz ponad 40 pocisków balistycznych. Generał wskazał, że ataki skupiły się głównie na regionie odeskim i zachodniej Ukrainie. Większość bezzałogowców i pocisków została zneutralizowana przez stronę ukraińską, ale niektóre trafiły w zamierzone przez Rosjan cele. – Dzisiaj nad ranem nasze systemy odnotowały ataki kilkunastu dronów typu Geran-5 w pobliżu granicy polsko-ukraińskiej. Polska przestrzeń powietrzna była nadzorowana dzięki naziemnym systemom rozpoznania radiolokacyjnego. Dodatkowo dowódca operacyjny uruchomił środki obrony powietrznej w województwie lubelskim i podkarpackim – myśliwce F-16 oraz śmigłowce Mi-17 i Black Hawk; w przestrzeni powietrznej operował też samolot rozpoznania radiolokacyjnego SAAB 340 i tu warto podkreślić, że lądowe środki obrony powietrznej były w gotowości do zestrzelenia pocisków – relacjonował szef sztabu DORSZ. – Co istotne, koordynowaliśmy działania z sojusznikami, była również dobra współpraca ze stroną ukraińską, jeśli chodzi o wymianę informacji, a także ze wszystkimi służbami w kraju – dodał.
Alerty RCB u mieszkańców
W trakcie operowania lotnictwa Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało do mieszkańców Lubelszczyzny i Podkarpacia alerty informujące o zagrożeniu. Służby w regionie otrzymywały też zgłoszenia o słyszalnych hukach, ale żadnego zagrożenia nie potwierdzono. Rzecznik Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych ppłk Jacek Goryszewski, zapytany przez Polską Agencję Prasową o te doniesienia, podkreślił, że DORSZ zakłada, iż huk wynikał z przekroczenia bariery dźwięku przez poderwane myśliwce.
autor zdjęć: KPRM

komentarze