moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Strażnicy lotniska

Zderzenie samolotu z ptakiem nie jest rzadkim zjawiskiem. W płoszeniu latających intruzów pomagają sokoły, rarogi, jastrzębie. Jak naturalny instynkt łowiecki drapieżnego ptaka jest wykorzystywany do zapewnienia bezpieczeństwa na lotnisku? W tajniki pracy sokolnika w porcie lotniczym Kraków-Balice wprowadza specjalista w tej dziedzinie – Sławomir Pawłowski.

„Ekipa”, jak nazywa swoich podopiecznych Sławomir Pawłowski, sokolnik z Balic, liczy dziesięć ptaków. Osiem z rodziny sokołów i dwa jastrzębie. Są jeszcze psy – każdy z dwóch pracujących na lotnisku sokolników ma własnego. Fot. Kamil Jasiński

– Muszę pana poprosić o zdjęcie kamizelki – uprzedza Sławomir Pawłowski, sokolnik. Jesteśmy na podkrakowskim lotnisku w Balicach, gdzie obok portu cywilnego znajduje się 8 Baza Lotnictwa Transportowego. Odblaskowa kamizelka jest tu czymś tak oczywistym jak przepustka zawieszona na szyi. Ale nie w pobliżu wolier – jaskrawe kolory niepokoją ich mieszkańców, podobnie jak obecność obcych ludzi. – Ptaki drapieżne są zwierzętami wrażliwymi psychicznie. Każda zmiana w otoczeniu powoduje u nich stres – wyjaśnia mój rozmówca.

„Ekipa”, jak nazywa swoich podopiecznych Pawłowski, liczy dziesięć ptaków. Osiem z rodziny sokołów i dwa jastrzębie. Są jeszcze psy – każdy z dwóch pracujących na lotnisku sokolników ma własnego. Pawłowskiemu towarzyszy Aro, wyżeł czeski szorstkowłosy.

REKLAMA

W jednej z wolier siedzi pełnoprawny od niedawna członek „ekipy”, Egon, młody raróg. – Energiczny, zaangażowany; jest jak młody człowiek: wszędzie go ciągnie, wszystko chciałby zobaczyć, wszystkiego doświadczyć. Później dojrzeje, zrobi się spokojniejszy, stateczniejszy; łatwiej będzie z nim pracować – mówi Pawłowski, uśmiechając się lekko. Kilkaset metrów dalej startują i lądują samoloty. Bezpieczeństwa pasażerskich odrzutowców i wojskowych transportowców strzegą radary, procedury, kontrolerzy, wyspecjalizowane służby – oraz właśnie Egon z „ekipą”.

Siła odstraszania

Wbrew potocznym wyobrażeniom zadaniem sokołów i jastrzębi nie jest polowanie na wszystko w pobliżu pasa startowego. – Nasi podopieczni pojawiają się w przestrzeni i pokazują, że są – to wystarczy. Dla ptaków w naturze drapieżnik jest drapieżnikiem. One nie wiedzą, czy ten konkretny sokół jest dziki, czy nasz, jeśli więc go widzą, profilaktycznie uciekają – tłumaczy Pawłowski. Jak sprawić, by naturalny instynkt łowiecki drapieżnika pracował na rzecz człowieka? Sokolnicy doprowadzają zwierzę do tego, co nazywają „kondycją łowczą”. Kontrolując ilość pokarmu, odtwarzają stan fizjologiczny, który w naturze zmusza drapieżnika do poszukiwania zdobyczy. – Z tym że nasz ptak jest nauczony, że zamiast polować, po prostu sobie polata i wraca do nas po nagrodę – wyjaśnia sokolnik. Tą jest surowe mięso.

Pies ma nieco inne zadania. Aro jest potrzebny przede wszystkim do tropienia i przeganiania zwierząt naziemnych – choćby lisów czy zajęcy. – Do tej roli trzeba nam czworonoga, który lubi biegać i ma dobry węch. Wyżły sprawdzają się tu idealnie – zapewnia Pawłowski.

Jednak najpoważniejszym problemem pozostają ptaki, bo – jak zauważa sokolnik – poruszają się w trzech wymiarach. A zderzenie z nimi nie jest na lotniskach rzadkim zdarzeniem. Według danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego, w 2025 roku (od stycznia do listopada) w Polsce zgłoszono co najmniej 1861 takich przypadków, z tego 172 dotyczyły lotniska Kraków-Balice. ULC szacuje globalne straty lotnictwa cywilnego powodowane przez takie kolizje na 1,2–2 mld dolarów rocznie.

Oczywiście nie każde skrzydlate zwierzę stanowi takie samo zagrożenie. – Jaskółka praktycznie żadnego. Nawet jeżeli wpadnie w silnik, to przez niego przeleci – mówi Pawłowski. – Zassanie gołębia lub pustułki oznacza konieczność przeglądu, serwisu, czyszczenia. Natomiast większy ptak niesie ryzyko uszkodzenia silnika – wylicza sokolnik, zaznaczając przy tym, że nie pamięta, by w Balicach do silnika trafił ptak większy od gołębia.

Ptaki rozpoznają sokolnika

Praca sokolnika nie polega na mechanicznym objeżdżaniu lotniska i wypuszczaniu sokoła. –Patrole są nieregularne, żeby nie przyzwyczajać ptaków-intruzów do schematyczności naszego poruszania się – wyjaśnia Pawłowski. Kiedy zaczynał pracę w Balicach, szybko się przekonał, jak bardzo jest to potrzebne. – Jechałem z jednego miejsca w drugie, patrzę we wsteczne lusterko, a 200 m za mną już ptaki lecą właśnie tam, skąd wyjechałem. Wiedziały, że przez najbliższe 20–30 minut mnie tam nie będzie.

Kolizja z ptakami nie jest na lotniskach rzadkim zdarzeniem. Według danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego w 2025 roku – od stycznia do listopada – na lotnisku Kraków-Balice zgłoszono 172 zderzenia z ptakami. Fot. Longfin Media/Adobe Stock

Dzikie ptaki nauczyły się nawet rozpoznawać samochód sokolników. Ba, kiedy ci używali białego Land Rovera, kawki wraz z innymi niechcianymi bywalcami lotniska zaczynały uciekać także przed innymi białymi samochodami należącymi do służb. Po zmianie auta na szare Suzuki efekt początkowo zniknął. Ta historia dobrze ilustruje nieustanny wyścig adaptacyjny trwający na lotnisku. Sokolnicy uczą swoje ptaki, ale dzikie ptaki uczą się sokolników.

Sprzyja temu otoczenie Balic – pobliskie miejscowości, zabudowania, Wisła i stawy rybne, a także trochę budynków cywilnych poza terenem lotniska, które dla części gatunków mogą być miejscem gniazdowania. – Kiedyś było tam więcej pustostanów. Bywało, że gdy przyjeżdżało się rano do pracy, a młode wylatywały z gniazd, to tylko czarna chmura stamtąd leciała –wspomina Pawłowski.

Dużo zależy od pogody. Po deszczu przy pasie pojawiają się mewy i gawrony, bo na powierzchnię wychodzą dżdżownice. Jaskółki schodzą nisko za owadami. Sokolnikowi niekoniecznie jest wtedy łatwiej. – Mewy latają w naprawdę złych warunkach. Mocno wieje albo pada, a na nich nie robi to wrażenia. Sokoła możemy puścić tylko raz, bo szybko zamoknie i nie nadaje się do kolejnego lotu. Później musimy się gimnastykować, żeby przepłoszyć ptaki w inny sposób – opisuje Pawłowski. Silny wiatr też może uziemić drapieżniki. – Chodzi o ryzyko, że ptak zostanie zwiany gdzieś daleko poza lotnisko. I później trzeba wyjechać, żeby go szukać, a w tym czasie teren pozostaje bez ochrony.

Umiejętne zarządzanie pracą

Latem dyżur sokolnika trwa 12 godzin, zimą osiem. Patrole przeplatają się z interwencjami. Średnio – jak szacuje Pawłowski – wezwanie z wieży zdarza się raz dziennie. Jeżeli problem występuje daleko od pasa, może działać samodzielnie. W pobliżu drogi startowej albo dróg kołowania wszystko trzeba już uzgadniać z obsługą wieży. – Bywa, że samolot czeka na start, a ja działam. Zdarza się, że lądujący samolot jest odesłany na drugi krąg. Innym razem to ja czekam.

Bo nie każdego ptaka trzeba natychmiast płoszyć. Jeśli przy pasie usiądzie bocian i spokojnie chodzi wokół jednego miejsca, Pawłowski woli czasem zostawić go w spokoju. Wie, gdzie jest i co robi. Czeka więc na dłuższą przerwę w ruchu i dopiero wtedy interweniuje. Źle wybrany moment mógłby bowiem zamienić zagrożenie znajdujące się na ziemi w znacznie poważniejsze – ptaka poderwanego prosto pod nadlatujący samolot. Z tego samego powodu w pobliżu pasa ostrożnie korzysta ze swoich drapieżników. Sokół ma odstraszać inne ptaki, ale sam przecież może znaleźć się na kursie samolotu. Dlatego jego lot również trzeba uzgodnić z wieżą. I właśnie tutaj najlepiej widać, że praca opiekuna drapieżników nie polega jedynie na wypuszczaniu sokoła.

Ptaki-strażnicy żyją zresztą nie tylko pracą. Pierzenie – które wyłącza z aktywności – może trwać trzy i pół do czterech miesięcy. Przed powrotem do wykonywania zadań trzeba zejść z „urlopowej” wagi. – To jest tak jak ze sportowcem. Po okresie spoczynku musi wrócić ze swoją wagą do kondycji sportowej, żeby być w pełni sprawnym i chętnym do roboty – tłumaczy Pawłowski. Jest też emerytura. Jedna z samic raroga górskiego przestała pracować, kiedy pojawiły się problemy z poruszaniem i przestała dobrze znosić wstrząsy podczas jazdy samochodem. Teraz pozostaje w wolierze. – Przecież te ptaki służyły nam przez lata, więc opiekujemy się nimi do końca – mówi sokolnik.

Radość to radość

Nowi pracownicy zaczynają natomiast bardzo wcześnie. Do sokolników trafiają mniej więcej jako dwumiesięczne ptaki. Najpierw przyzwyczajają się do człowieka, później uczą się przy nim jeść. Następnie przychodzi czas treningów latania na lince, stopniowo dystans jest wydłużany i wreszcie pojawia się ten moment, w którym sokolnik musi zaryzykować i puścić ucznia bez zabezpieczenia. Układanie trwa od około półtora do dwóch miesięcy, potem kolejne miesiące zajmuje budowanie kondycji.

Nie jest to jednak więź podobna do tej, jaką człowiek tworzy z psem. – Ptaki drapieżne to indywidualiści. Tu cały system szkolenia i pracy opiera się na nagrodach – Pawłowski nie pozostawia złudzeń co do charakteru relacji. – Ale ja się do nich przywiązuję – zdradza. 

Sam trafił do sokolnictwa jeszcze jako uczeń technikum leśnego w Tucholi, gdzie działała szkolna sokolarnia. Później przez kilka miesięcy pracował razem z kolegą w Kanadzie, płosząc ptaki na plantacjach owocowych. Gdy tamten rozpoczął pracę w Balicach, zaproponował Pawłowskiemu dołączenie do zespołu. – Lubi pan to zajęcie? – pytam. Pawłowski kiwa głową. – Co najbardziej? – Przez chwilę się zastanawia. – Najbardziej lubię to, że nie trzeba się kontaktować z ludźmi. Przynajmniej nie za dużo. – Uśmiecha się. Po chwili już całkiem serio tłumaczy, że ze zwierzętami łatwiej mu się porozumieć. – One mają proste reakcje. Radość to radość, gniew to gniew, strach to strach. Gdy pies się cieszy, to wiadomo, że się cieszy, gdy ptak jest zdenerwowany, to jest zdenerwowany. A zachowanie człowieka zawsze jest takie trochę teatralne. Dlatego wolę zwierzęta.

Marcin Ogdowski

autor zdjęć: Kamil Jasiński, Longfin Media/Adobe Stock, Fot. Kraków Airport

dodaj komentarz

komentarze


Testy dronów dalekiego zasięgu. Można je usłyszeć lub zobaczyć
Od hełmów po ponczo antydronowe. Wyposażenie osobiste na MSPO 2026
Z prądem i pod prąd
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
„Nieustraszony orzeł”
Miliardy dolarów na modernizację polskiej armii
Putin eskaluje. Tusk: Musimy być gotowi na najgorsze warianty
Bezzałogowiec u wybrzeży Polski
Miny przeciwpiechotne wróciły na MSPO
Hanwha ze statuetką „Dumny Weteran”
Rój dronów wesprze walkę z okrętem podwodnym
Bezpieczeństwo wspólnym mianownikiem
Więcej Czarnych Panter w Braniewie
Krok w krok za Jastrzębiami
Żołnierze z medalami w kurash
Abordaż z polskim wsparciem
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Wyróżnienia dla najlepszych
Dron z Bałtyku był uzbrojony
Polska a broń jądrowa – mity i fakty
Laury MSPO: następca „orzeszka”, LUZES i Dzięcioł
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Pokazać ludzki wymiar służby na misji
Polska z tarczą
Łzy na treningu to cena, jaką warto zapłacić za sukces
Flanka pod strażą
Defendery dla najlepszych z najlepszych
Kanada i Polska stawiają na współpracę obronną
Polska broń z SAFE
Pamięć o amerykańskim bohaterze
Cios w plecy
Lockheed Martin o polskim programie dotyczącym F-35
Defender dla StormRidera, C-Obry i QGebo
Finowie o bezpieczeństwie w Europie do 2040 roku
Wojskowe MMA dla terytorialsów
Berlin: Rosja próbowała doprowadzić do zamachu na lotnisku
Piechur, artylerzysta, lotnik i… hydraulik
Moskwa w poszukiwaniu partnerów
Po medale na nartorolkach i w kajaku
Współpraca i technologia – rusza „Czarny Obrońca”
Program SAFE w pytaniach i odpowiedziach
Saperzy wzmacniają granicę z Ukrainą
Białorusini ćwiczą przy granicy z Polską
Leopardy pokonały rzekę
PZL P.11c – Pościgowy taran!
„Czarny obrońca” na Bałtyku
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Kolejna rosyjska prowokacja w powietrzu
Samorządy filarem odporności państwa
Belma na MSPO: tu rozmowy zamieniają się w projekty
Gorący lipiec PKW Łotwa
Agresja na Polskę nie była „spacerem”
Pierwszy lot osiemnastego Husarza
Strażnicy lotniska
Silniejsza Polska to silniejsze Włochy
W wojsku nie wszystkie butelki z kaucją?
Polska w koalicji antybalistycznej
„Horyzont” przedłużony
Medale kajakarki, wspinaczki i spadochroniarek
Army Days – by lepiej poznać Wojsko Polskie
Czołgi, drony i... Francuzi
Geran-5. Rakieta w cenie drona?
Gotowi na wszystko
Czołgi K2 będą naprawiane w Poznaniu
Polska i Litwa wspólnie będą badać incydenty z dronami

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO