W piątek 1 września 1939 roku o 4.48 pancernik „Schleswig-Holstein” wystrzelił potężną salwę w kierunku polskiej placówki na Westerplatte. Kiedy w okalającym ją murze pojawiły się wyłomy, do ataku ruszyły niemieckie oddziały szturmowe. Atakujących skosił jednak ogień polskiej załogi. To pierwsze starcie stało się symbolicznym początkiem najtragiczniejszego konfliktu w dziejach świata.
Schleswig-Holstein w Zakręcie Pięciu Gwizdków podczas ostrzału Westerplatte.
Dziś często podkreśla się, że pod względem chronologii, pierwszym aktem niemieckiej agresji na Polskę było bombardowanie Wielunia lub że jako pierwsze granicę polską przekroczyły niemieckie czołgi na Śląsku. Faktycznie też do zbrojnych incydentów wywoływanych przez Niemców dochodziło często w ostatnich dniach sierpnia 1939 roku, ale to atak na Westerplatte wciąż pozostaje tym najwyraźniejszym symbolem agresji nazistowskich Niemiec wobec swego sąsiada. I bardzo przejmującym świadectwem Września ’39. Na nieliczną załogę majora Henryka Sucharskiego, która w założeniu miała bronić się 12 godzin, a wytrwała siedem długich dni, nastąpił bezpardonowy atak przytłaczających sił z morza, lądu, a później i z powietrza. Komunikat radiowy, że „Westerplatte wciąż się broni” podnosił na duchu cały kraj, a jego obrońcy na trwałe weszli do panteonu polskich bohaterów narodowych.
Bez pardonu
Dziś niektórzy historycy podnoszą argumenty, że mogłoby do tej strasznej tragedii nie dojść, gdyby polskie władze zgodziły się na sojusz z Hitlerem, który proponował, by razem uderzyć na Związek Sowiecki. Abstrahując już od tego, jak skończyli wszyscy satelici III Rzeszy, głoszący tę tezę zapominają o jednej podstawowej kwestii – o tym, co Hitler pisał o Polsce i Polakach w „Mein Kampf” i co podkreślał swym generałom na długo przed wybuchem wojny. Według führera Polska od wieków zagradzała Niemcom drogę na wschód do rozszerzenia „przestrzeni życiowej”, umożliwiającej stworzenie prawdziwego imperium. Jeśli nawet – Hitler perorował swoim generałom – doszłoby do sojuszu z Polską, to byłby on tylko taktyczny i pozorny. Tak czy inaczej Polska miała zostać trwale wymazana z mapy Europy, a Polacy jako „słowiańscy podludzie” zmienieni w niewolników.
W 1939 roku polskie władze nie ugięły się pod presją Hitlera i do „taktycznego sojuszu” nie doszło, więc nazistom pozostała wojna. Zabezpieczywszy sobie życzliwość Stalina układem Ribbentrop–Mołotow, Hitler wprawił w ruch wojenną machinę, którą przeciw Polsce szykował od wielu miesięcy. „Fall Weiss” – jak nazwano plan kampanii przeciw Polsce – zakładał przeprowadzenie skoordynowanych natarć wojsk pancernych i zmechanizowanych oraz lotnictwa, by ostatecznie zacisnąć wokół sił polskich gigantyczne kleszcze.
Szacuje się, że Niemcy w tym celu zebrali półtora miliona żołnierzy, wyposażonych m.in. w 2,5 tys. czołgów i 1390 samolotów. Siły te pod naczelnym dowództwem generała Walthera von Brauchitsa podzielono na dwie grupy. Grupa „Północ” (3 i 4 Armia) generała Fedora von Bocka miała uderzyć z kierunku Prus Wschodnich i Pomorza Środkowego. Po opanowaniu Pomorza Gdańskiego armie von Bocka z terytorium Prus Wschodnich miały obejść od wschodu wojska polskie broniące linii Wisły. Natomiast Grupa „Południe” (8, 10 i 14 Armia) generała Gerda von Rundstedta otrzymała zadanie, by pancernymi klinami rozciąć polski front w kierunku Warszawy i jednocześnie przez Karpaty dotrzeć do Sanu. W ten sposób obie niemieckie grupy armijne miały okrążyć gros sił polskich. Osobne jednostki (głównie z Kriegsmarine i Luftwaffe) wyznaczono do walki z polską marynarką wojenną. Wszyscy niemieccy dowódcy otrzymali od swego führera jeden złowieszczy rozkaz: „Bądźcie bezwzględni i brutalni!”…
Niemcy na przejściu granicznym w Gdyni Orłowie, dnia 1 IX 1939 r., inscenizacja.
Wobec niemożliwego
Polskie plany obrony – o czym należy pamiętać – tworzono przede wszystkim na założeniu, że pomogą nam zachodni sojusznicy. Wojsko Polskie w konfrontacji z Wehrmachtem musiało wytrzymać dwa tygodnie samotnej walki, po którym to czasie miały nam przyjść na pomoc siły francusko-brytyjskie. Takie zapewnienia strona polska otrzymała w maju 1939 roku podczas sztabowych rozmów polsko-francuskich, jednakże, co znamienne, nie zostały one potwierdzone przez francuski rząd. W rzeczywistości zarówno Francuzi, jak i Brytyjczycy uznali, że nie będą w stanie szybko przyjść Polsce z realną pomocą militarną, o czym jednak wyraźnie nie poinformowano polskiego sojusznika. Natomiast o tym, że Francuzi nie zdążą do czasu ataku na Polskę stworzyć nowych planów ofensywnych, a tym bardziej wprowadzić ich w życie, przekonani byli Niemcy. Jak wiadomo, podpisanie polsko-brytyjskiego sojuszu 25 sierpnia 1939 roku, zmusiło Hitlera jedynie do przesunięcia terminu wybuchu wojny o kilka dni.
Z wojskowego punktu widzenia, linearne rozmieszczenie wojsk wzdłuż całej granicy polsko-niemieckiej było – mówiąc oględnie – problematyczne, ale polskie władze chciały w ten sposób utwierdzić Berlin w przekonaniu, że nie ugną się przed żadnym szantażem, jak było to w wypadku Czechosłowacji. Granicy z Prusami Wschodnimi miała bronić Samodzielna Grupa Operacyjna „Narew” generała Czesława Młota-Fijałkowskiego wraz z Armią „Modlin” generała Emila Przedrzymirskiego-Krukowicza. Obronę Pomorza Gdańskiego powierzono Armii „Pomorze” generała Władysława Bortnowskiego. Granicy zachodniej miały strzec: Armia „Poznań” generała Tadeusza Kutrzeby, Armia „Łódź” generała Juliusza Rómmla oraz najsilniejsza z nich, skoncentrowana na Śląsku Armia „Kraków” generała Antoniego Szyllinga. Południa kraju broniła jedynie będąca z nazwy armią – Armia „Karpaty” generała Kazimierza Fabrycego, sformowana po zajęciu przez Niemców w marcu 1939 roku Czech oraz zwasalizowaniu Słowacji, której wojsko obok Wehrmachtu i Armii Czerwonej stało się trzecim agresorem Polski.
Czołg polski 7TP w trakcie Kampanii Wrześniowej w 1939.
Odwód Naczelnego Wodza miały tworzyć trzy grupy operacyjne – „Wyszków”, „Kutno” i „Tarnów” (dwie ostatnie nie zostały sformowane) oraz Armia „Prusy” generała Stefana Dęba-Biernackiego, skoncentrowana na głównym kierunku przewidywanego ataku niemieckiego na Warszawę. Polskie lotnictwo, inaczej niż Luftwaffe, nie było wtedy odrębną bronią. Część eskadr przydzielono dowództwom poszczególnych armii, a z reszty sformowano podległe bezpośrednio Naczelnemu Wodzowi brygady myśliwską i bombową. Natomiast większość nawodnych okrętów marynarki wojennej odpłynęło przed samym wybuchem wojny do Wielkiej Brytanii, co niewątpliwie uchroniło je przed zniszczeniem i umożliwiło dalszą walkę. W sumie siły polskie szacuje się w chwili wybuchu wojny na około milion żołnierzy wyposażonych w 610 czołgów i 390 samolotów – wcale nie tak przestarzałych, jak się do dziś twierdzi, choć pod tym względem przytłaczająca przewaga liczebna była po stronie nieprzyjaciela.
Wszystkie armie i odwody podlegały bezpośrednio dowództwu Naczelnego Wodza marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza, co – jak się okazało – było dodatkowym niekorzystnym czynnikiem dla strony polskiej. Nie chodzi tutaj jedynie o umiejętności dowódcze i ciążącą na marszałku odpowiedzialność, ale też o utrzymanie łączności z podległymi jednostkami, którą Niemcy bardzo szybko przerwali. Główna linia oporu Wojska Polskiego (o czym dziś też się często zapomina) miała przebiegać od Puszczy Augustowskiej rzekami Biebrzą, Bugo-Narwią, Wisłą do ujścia Brdy. Dalej biegła ona przez Chojnice, Bydgoszcz, Żnin, linię Noteci i Warty do Śląska, Żywca i Karpat. Planowano, że gdyby po pierwszych bojach wypadki przybrały niekorzystny obrót, siły polskie miały wycofać się do Narwi, Wisły i Sanu i wzdłuż tych rzek bronić się aż do ruszenia ofensywy alianckiej z Zachodu.
Początek drogi
Kiedy 1 września 1939 roku bez wypowiedzenia wojny Niemcy uderzyły na Polskę, Hitler był przekonany, że to będzie naprawdę szybka „kampania wrześniowa”. Jednakże już w pierwszym dniu wojny zamiary Niemców zostały pokrzyżowane. Twardo broniło się Westerplatte, także obrońcy Poczty Polskiej w Gdańsku przekreślili mit o błyskawicznym włączeniu Wolnego Miasta Gdańska do III Rzeszy, a załoga Helu miała walczyć aż do 2 października. Na innych odcinkach frontu też okazało się, że Wehrmacht wcale nie jest jeszcze tą machiną wojenną, zdolną prowadzić niepowstrzymany blitzkrieg. Polski żołnierz okazał się od początku twardym przeciwnikiem, stawiającym skuteczny opór przeważającym siłom, nawet tym pancernym i zmechanizowanym.
Niemiecki pancernik SMS „Schleswig-Holstein” ostrzeliwuje Wojskową Składnicę Tranzytową podczas obrony Westerplatte.
Tak było między innymi pod Mławą, gdzie na polskich umocnieniach utknęła Dywizja Pancerna „Kempf”. Pod Krojantami ruch nieprzyjaciela zdezorganizowała szarża 18 Pułku Ułanów Pomorskich, uświadamiając Niemcom jak groźnym przeciwnikiem, również wobec broni pancernej, jest polska kawaleria. Swą skuteczność pokazała ona szczególnie pod Mokrą, gdzie Wołyńska Brygada Kawalerii, przy wsparciu dwóch pociągów pancernych, powstrzymała natarcie niemieckiej 4 Dywizji Pancernej. Pod Częstochową 7 Dywizja Piechoty z Armii „Kraków” związała walką trzy nieprzyjacielskie dywizje! Pod Węgierską Górką w dolinie Soły, by przerwać polską obronę, Niemcy musieli użyć do rozbijania bunkrów dział przeciwlotniczych 88 mm, co stało się ich „znakiem rozpoznawczym” dopiero w dalszych latach wojny. W okolicach Chabówki i Jordanowa pancerno-motorowa 10 Brygada Kawalerii pułkownika dyplomowanego Stanisława Maczka skutecznie opóźniała marsz całego niemieckiego korpusu pancernego.
Takie przykłady nie tylko bohaterskiej, lecz i owocnej walki można by jeszcze mnożyć, choć przy tak znaczącej przewadze i sprzyjającej agresorom pogodzie (bezchmurne niebo dla samolotów, suche i przejezdne nie tylko drogi, ale i bezdroża dla wozów pancernych i samochodów) wynik bitwy granicznej był przesądzony. Już w nocy z 5 na 6 września Naczelny Wódz rozkazał wszystkim armiom wycofać się za Wisłę i San na nowe pozycje obronne. Lecz oprócz walk na froncie, doszło też do znamiennego wydarzenia dyplomatycznego – 3 września Wielka Brytania i Francja wypowiedziały Niemcom wojnę. W ten sposób główny cel polityczny Hitlera, by konflikt z Polską uczynić lokalnym, spalił na panewce. Wojna stała się światową. Dziś wiemy, że wówczas nie pociągnęło to za sobą wyczekiwanej ofensywy aliantów, że zamiast tego, 17 września od wschodu na skrwawioną Polskę uderzyli Sowieci, wypełniając w ten sposób sojusz z III Rzeszą. Jednak sprawa polska nie została pogrzebana w 1939 roku, tak jak tego chcieli Hitler i Stalin, a polski żołnierz okazał się twardym przeciwnikiem i w kolejnych latach wojny, walcząc w koalicji państw alianckich aż do klęski III Rzeszy. Niebagatelne to dziś dziedzictwo.
autor zdjęć: Wikipedia

komentarze