Pola minowe to jeden ze sposobów na zatrzymanie kolumn przeciwnika. Jak ustawiać je szybko i skutecznie? Wśród rozwiązań są zamówione przez resort obrony Baobaby w dwóch wersjach, a także bezzałogowy system Bluszcz, któremu armia bacznie się przygląda.
Naturalne przeszkody i zapory inżynieryjne, systemy bunkrów, infrastruktura dla dronów, zapory elektroniczne.Zwarty pas rozciągający się na setki kilometrów wzdłuż granic z Rosją i Białorusią. Oto Tarcza Wschód, która ma pomóc w ochronie Polski przed potencjalną agresją. Integralną częścią tego rozbudowanego założenia są pola minowe. Projektanci wyznaczyli już miejsca, gdzie w razie potrzeby mają zostać rozstawione, państwo zaś wzmacnia potencjał, by zrobić to szybko i skutecznie. Temu właśnie mają służyć zakupy nowoczesnych systemów minowania dla polskiej armii.
Z gąsienicami i bez
Pierwszym z nich jest pojazd minowania narzutowego Baobab-K – dzieło rodzimych firm zrzeszonych w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Został on posadowiony na podwoziu Jelcza i wyposażony w wysokoprężny silnik o mocy 540 KM. Jego załogę tworzą dwaj żołnierze, zajmujący miejsce w opancerzonej kabinie. Do samoobrony służy im system Obra-3, zdolny w krótkim czasie wytworzyć zasłonę dymną. To, co najważniejsze, znajduje się jednak z tyłu. Na platformie za szoferką konstruktorzy zainstalowali sześć ruchomych wyrzutni, z których każda zaopatrzona jest w sto min MN-123.
Podczas minowania pojazd porusza się z prędkością od 5 do 25 km/h, lufy zaś wyrzucają zawartość kaset w różnych kierunkach, do tyłu i po jego bokach, nawet na odległość przeszło 100 m. W ciągu 20 minut załoga pojazdu jest więc w stanie ułożyć pole minowe o szerokości 180 i długości 1800 m. Co więcej, uzupełnienie zapasu 600 min pochłania nie więcej niż pół godziny.
Samo minowanie można przeprowadzić automatycznie, odpowiednio programując pokładowy komputer, bądź ręcznie
– sterując wyrzutniami z kabiny. Dodatkowo parametry pola minowego i współrzędne jego narożników są rejestrowane na cyfrowych mapach, a załoga Baobaba może przesyłać dane dalej, na wyższy poziom. Wszystko to sprawia, że dowódcy pododdziałów inżynieryjnych zyskują bardzo dokładną wiedzę na temat liczby rozrzuconych min i ich położenia. Ułatwia to planowanie ruchów własnych wojska, a później, jeśli zajdzie taka potrzeba, także likwidowanie zapór.
Miny MN-123 to produkt bydgoskiej firmy Belma. Są przeznaczone do niszczenia czołgów, transporterów opancerzonych, bojowych wozów piechoty. Potrafi ą przebić pancerz grubości 60 mm, a eksplodują, kiedy pojazd zakłóci ich pole magnetyczne. Jednocześnie miny posiadają wbudowane systemy samolikwidacji. Przed zrzutem można je zaprogramować tak, by uległy automatycznemu zniszczeniu po upływie określonego czasu.
Prace badawczo-rozwojowe nad Baobabem-K rozpoczęły się jeszcze w 2018 roku. Był to efekt umowy pomiędzy Agencją Uzbrojenia a Hutą Stalowa Wola. Pięć lat później resort obrony podpisał z producentem pierwszy kontrakt na dostawę 24 wozów. Opiewał on na 510 mln złotych. Pierwsze wozy – nie licząc przekazanego wcześniej pojazdu testowego – pojawiły się w armii pod koniec lipca 2026 roku. Trafiły do 16 Pułku Saperów w Orzyszu. Dostawy zakończą się za dwa lata. Tymczasem w maju tego roku MON zdecydowało się na dokupienie kolejnych 11 Baobabów-K. Transakcję umożliwią pieniądze z unijnego funduszu SAFE (Security Action for Europe).
Ale na tym nie koniec. Armia dostanie bowiem także pojazdy Baobab-G. Od wozów w wersji K odróżnia je przede wszystkim to, że są wyposażone w gąsienice. Punktem wyjścia dla ich konstruktorów stała się produkowana w Hucie Stalowa Wola haubica Krab. Dzięki trakcji gąsienicowej pojazd będzie mógł poruszać się w trudniej dostępnym terenie. Osłonę załodze zapewni 12,7-milimetrowy karabin. Sam kontrakt na dostawę Baobabów-G, wart 1 mld złotych, został podpisany w grudniu ubiegłego roku. Agencja Uzbrojenia nie ujawniła dokładnej liczby pojazdów, które chce pozyskać. Wiadomo jednak, że pierwsze Baobaby w wersji gąsienicowej trafi ą do sił zbrojnych w 2029 roku.
Bluszcz na horyzoncie
Tymczasem resort obrony spogląda dalej – w stronę przeznaczonych do minowania pojazdów bezzałogowych. Podczas ćwiczeń „Żelazny obrońca ’25” żołnierze po raz pierwszy mieli okazję przetestować system Bluszcz. To kolejny projekt polskich specjalistów, efekt wspólnej pracy konsorcjum złożonego z firmy Stekop SA, Wojskowego Instytutu Techniki Pancernej i wspomnianej już Belmy. Bluszcz bazuje na pojeździe Taero, wykorzystującym podzespoły Toyoty. Wyposażony został w napęd 4 × 4, a także silniki spalinowy i elektryczny. Łącznie może pokonać dystans ponad 400 km, częściowo poruszając się w trybie cichym, przez co pozostaje trudno wykrywalny dla przeciwnika. Operator sprawuje nad nim kontrolę, wykorzystując centralny system sterowania pojazdem CSSP.
Bluszcz jednorazowo jest w stanie ułożyć zaporę składającą się ze 100 min przeciwpancernych MN-123.
Minowanie, podobnie jak w przypadku pojazdów Baobab, odbywa się za pomocą miotacza wyprodukowanego przez
Belmę. Bluszcz jednorazowo jest w stanie ułożyć zaporę składającą się ze 100 min przeciwpancernych MN-123. Sam proces można realizować w trybie ręcznym bądź automatycznym. I także tutaj dane dotyczące położenia i rozmiarów pola minowego są rejestrowane przez system, a następnie w razie potrzeby przekazywane wyżej.
Resort obrony nie podpisał jeszcze kontraktu na dostawę Bluszcza dla polskiej armii. Zapewne jednak nastąpi to niebawem. „Jesteśmy w trakcie finalizowania tego kluczowego dla naszego bezpieczeństwa projektu minowego”, podkreślał w lutym, podczas prezentacji systemu w Zielonce, premier Donald Tusk. „W razie zagrożenia osiągniemy możliwość zaminowania polskiej granicy w ciągu 48 godzin”, dodawał.
Nowoczesne pojazdy to jednak nie wszystko. Polska sukcesywnie uzupełnia też zasoby min. Pod koniec maja resort obrony podpisał sześć umów na dostarczenie tego rodzaju amunicji. Kontrakty wartości około 2 mld złotych zrealizuje Belma, wspomagana przez kilka innych firm, które zawiązały z nią konsorcjum. W sfinansowaniu przedsięwzięcia pomogą pieniądze z funduszu SAFE.
W ostatnich latach z systemów minowania polska armia korzystała w ograniczonym zakresie. Systemy Kroton weszły do służby już dwie dekady temu. Teraz potencjał ten zostanie rozbudowany. Miny to broń tania, a zarazem skuteczna. Mogą zatrzymać marsz przeciwnika, ale też służyć jako narzędzie odstraszania, czasem nie
mniej skuteczne niż nowoczesne samoloty czy wyrzutnie rakiet.
autor zdjęć: HSW/ PGZ, Wojskowy Instytut Techniki Pancernej i Samochodowej

komentarze