moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Rzeźnik w rękach GROM-u

Gdy Slavko Dokmanović, burmistrz Vukovaru, patrzył na doły wypełnione ciałami zabitych mieszkańców tego miasta, nie spodziewał się, że wkrótce odpowie za ich śmierć. W 1997 roku zbrodniarza wojennego schwytali żołnierze jednostki GROM. Operacja „Little Flower” stanowiła sukces, który procentował przez wiele lat. Kto wie, czy nie była to jedna z kart przetargowych, gdy rozważano nasze wstąpienie do NATO…

Moment schwytania przez operatorówGROM-u „Rzeźnika z Vukovaru” – SlavkaDokmanovicia. Fot. z archiwum płk. rez. Piotra Gąstała.

Żeby opowiedzieć o brawurowej operacji „Little Flower”, którą w czerwcu 1997 roku przeprowadzili operatorzy GROM-u, musimy cofnąć się w czasie. Jest początek lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, a w bałkańskim kotle wrze w najlepsze. Po rozpadzie Jugosławii wybuchają krwawe konflikty zbrojne, które napędzane są nacjonalizmem i napięciami pomiędzy grupami etnicznymi zamieszkującymi tereny m.in. dzisiejszej Chorwacji. Walki prowadzą do masowych morderstw, a niektóre z nich, jak masakra w Srebrenicy, zostaną w przyszłości nazwane ludobójstwem. Czystki etniczne mają miejsce również w Vukovarze położonym we wschodniej Chorwacji. 27 sierpnia 1991 roku miasto zaatakowali żołnierze Jugosłowiańskiej Armii Ludowej i serbskie siły paramilitarne. Przez niemal 90 dni Vukovaru bronili uzbrojeni jedynie w broń lekką żołnierze i mieszkańcy. Nie udało się jednak go ocalić. 18 listopada miasto przeszło w ręce Serbów, zostało również niemal doszczętnie zniszczone.

Badacze porównują zrujnowanie Vukovaru do zniszczenia Warszawy w czasie powstania w 1944 roku. Serbowie zamordowali setki osób, a jeńców wywieźli do okolicznych miejscowości, gdzie stworzono dla nich tzw. obozy przejściowe. Umierali tam z głodu i wycieńczenia, maltretowani i pozbawieni jakiejkolwiek godności. Około 400 osób, które schroniły się przed Serbami w szpitalu w Vukovarze, zostało przez nich odkrytych i przetransportowanych do jednego z takich obozów przejściowych w miejscowości Ovčara. Tam bito ich i torturowano. W końcu umierali z wycieńczenia albo byli rozstrzeliwani, a ich ciała rzucano do masowych grobów. Ostateczna egzekucja odbyła się 20 listopada 1991 roku. Serbscy oprawcy zabijali jedną osobę za drugą. Z nieludzką satysfakcją przyglądał się temu pewien człowiek, nie bez powodu nazywany „Rzeźnikiem”. Nazywał się Slavko Dokmanović i był burmistrzem zdobytego Vukovaru. Kiedy patrzył na doły wypełnione ciałami zabitych mieszkańców Vukovaru, nie spodziewał się, że już za cztery lata odpowie za ich śmierć. Na szczęście w tym wypadku dosięgła go sprawiedliwość. 7 października 1995 roku Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii – ICTY (International Criminal Tribunal for the former Yugoslavia) wydał wstępny, tajny akt oskarżenia przeciwko sprawcom masakry. Na liście oskarżonych znalazł się m.in. Slavko Dokmanović. Ten jednak ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości. Rozpoczęło się więc polowanie na „Rzeźnika z Vukovaru”, a myśliwymi mieli zostać żołnierze GROM-u.

REKLAMA

Wielki chłop z Teksasu

Żołnierze GROM-u już w 1996 roku stacjonowali w Chorwacji. Działali tam w ramach misji ONZ, która rozpoczęła się w reakcji na porozumienie podpisane 12 listopada 1995 roku pomiędzy rządem Republiki Chorwacji a lokalnymi władzami serbskimi. Umowa zakładała, że Slawonia zostanie pokojowo przyłączona do Chorwacji. Niestety, nie była to rzecz łatwa ze względu na bardzo silną wrogość obydwu narodów. Organizacja Narodów Zjednoczonych miała zapewnić bezpieczeństwo i pokój, wycofanie sił serbskich i pokojową reintegrację regionu z Chorwacją. Na miejscu znajdowało się około 6 tys. żołnierzy, m.in. Argentyńczycy, Belgowie, Czesi, Indonezyjczycy, Jordańczycy, Pakistańczycy, Słowacy i Ukraińcy. Na wyposażeniu mieli czołgi i śmigłowce bojowe. – Niestety, czasem tak jest, że aby zapanował pokój, ktoś musi stanąć pośrodku walczących ze sobą narodów – mówi pułkownik rezerwy Piotr Gąstał, były dowódca GROM-u, a w końcówce lat dziewięćdziesiątych oficer łącznikowy w czasie misji na Bałkanach.

Polską Grupą Specjalną wydzieloną z JW GROM dowodził major K. Zadaniem żołnierzy było chronienie wracających na teren Slawonii Chorwatów oraz zapobieganie aktom terroru. Polscy żołnierze stacjonowali w miejscowości Erdut, która leży przy samej granicy z Serbią. – Bazę musieliśmy sobie zbudować sami wokół opuszczonego domu, w którym niegdyś stacjonował oddział „Tygrysów” dowodzony przez jednego z serbskich watażków Željka Ražnatovicia „Arkana”. Wywodził się on z silnego serbskiego ruchu nacjonalistycznego powiązanego z kibicami Crvenej Zvezdy z Belgradu – mówi Tomasz Gede, były żołnierz GROM-u, w czasie misji zastępca dowódcy Kontyngentu GROM ds. Logistyki. – Dom znajdował się w pobliżu drogi przejazdowej między Slawonią a Serbią. Przemyt broni, paliwa, drewna był tam na porządku dziennym. Chłopaki mieli co robić.

Szefem misji ONZ był Amerykanin Jacques Paul Klein, emerytowany generał armii amerykańskiej; wcześniej służył w United States Air Force Reserve (Rezerwa Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych). – Po raz pierwszy spotkaliśmy Jacques’a Paula Kleina, kiedy pojawiliśmy się we Wschodniej Slawonii jesienią 1996 roku. Przywitał nas postawny facet. Pamiętam, że miał na sobie skórzaną kurtkę pilota, ciemne okulary i palił cygaro. Biła od niego pewność siebie – opowiada pułkownik rezerwy Piotr Gąstał. Pułkownik Tomasz Gede mówi o Kleinie: – Był „wielkim chłopem” z Teksasu, ale jego siła biła również z wnętrza. Nie wahał się, miał plan, dokładnie wiedział, czego chce. Tak sobie dziś myślę, że my od razu go polubiliśmy, bo bardzo nam kogoś przypominał... pułkownika Sławomira Petelickiego, naszego pierwszego dowódcę.

Zdaniem Gąstała i Gedego, to że misją dowodził Amerykanin, wpływało na jej charakter. – Po Kleinie widać było, że wiele chciał i mógł zrobić. Po kompromitacji ONZ i misji UNPROFOR, która nie zapobiegła m.in. masakrom w Srebrenicy – UNTAES, na czele którego stanął ambasador Klein, miał silny mandat ONZ i wsparcie Departamentu Stanu USA – mówi Gąstał.

Płk Piotr Gąstał – wówczasmłody oficer GROM-u – przedsamolotem, który oczekiwałna schwytanego „Rzeźnikaz Vukovaru”. Fot. z archiwumpłk. rez. Piotra Gąstała.

Mimo że Klein osobiście wskazał na GROM jako jednostkę, która powinna pojawić się w strukturach jego misji, to nie było wielu okazji do tego, by żołnierze mogli porozmawiać z Amerykaninem. – W tym czasie, poza grupą przeznaczoną do jego ochrony, nie widywaliśmy ambasadora Kleina. On był szefem misji, a my zajmowaliśmy się swoją robotą – podkreśla pułkownik Gede. Ale zdarzało się, że Klein robił coś, o czym dowiadywali się absolutnie wszyscy. Byli żołnierze wspominają Boże Narodzenie 1996 roku, kiedy wypędzeni na początku wojny ze swoich domów Chorwaci przyjechali do Slawonii, by wziąć udział w mszy odprawianej w Klasztorze Franciszkańskim w Iloku, miejscowości zamieszkanej wówczas przez serbskich uchodźców z Krajiny. Chorwaci przyjechali w zorganizowanych grupach autokarami. Chronili ich polscy żołnierze. Przed klasztorem zebrał się tłum wściekłych Serbów. –Udało nam się wprowadzić Chorwatów do klasztoru bocznym wejściem – wspomina pułkownik rezerwy Gąstał. To jednak jeszcze bardziej rozwścieczyło tłum. – W naszą stronę leciały kamienie. Nasi oraz wspierający nas ukraińscy żołnierze byli wciągani w tłum. To zmusiło nas do użycia granatów hukowych. Gdyby ktokolwiek wszedł wtedy z nami w kontakt ogniowy, prawdopodobnie zostałby zastrzelony – przyznaje były dowódca GROM-u. – Na miejsce przyjechał Klein, którego poinformowano o rozruchach. Stanął przed tym rozwścieczonym tłumem i stała się rzecz niezwykła. Przekonał Serbów, żeby odstąpili. Co im powiedział? Że to już nigdy więcej nie będzie Serbia, że takie są postanowienia również ich rządu. Zachował się odważnie. Stanowczość i spokój były jego siłą – dodaje.

„Wielki chłop” z Teksasu szykował dla GROM-u sprawdzian – misję, od powodzenia której zależało wymierzenie sprawiedliwości Dokmanoviciowi. – Pewnego razu wezwał do siebie naszego dowódcę majora K. Pojechałem z nim jako tłumacz. Wchodzimy do Kleina, a on przedstawia nam kilku ludzi. Byli to prokuratorzy z ICTY, Międzynarodowego Trybunału Karnego dla byłej Jugosławii – wspomina pułkownik rezerwy Gąstał. – Padały kolejne zdania o tajnych aktach oskarżenia, o zbrodniach wojennych, aż w końcu padło nazwisko Dokmanovicia. Nie mieliśmy pojęcia, kto to jest. Dopiero potem przekazano nam wszystkie niezbędne informacje”. Prokuratorzy ICTY mieli dowody na to, że Slavko Dokmanović był winny masakry. Kiedy podczas spotkania Klein zapytał dowódcę gromowców, czy podejmą się zadania schwytania „Rzeźnika”, ten nie miał wątpliwości. – Nie było opcji, żebyśmy w to nie weszli. Wiedzieliśmy dobrze, dlaczego w tej misji się znaleźliśmy oraz jak ważne i delikatne politycznie jest to zadanie. Do takich zadań właśnie tworzy się jednostki misji specjalnych takie jak GROM – wspomina pułkownik rezerwy Gąstał.

Operacja otrzymała kryptonim „Little Flower”, czyli niewinnie brzmiący „Kwiatuszek”. – Wszystko było owiane tajemnicą. Obawialiśmy się, że ktoś ostrzeże Dokmanovicia. To było małe środowisko, w bazie pracowali Serbowie. Nikt nie mógł się dowiedzieć, co planujemy. W operację było zaangażowanych dokładnie tylu ludzi, ile potrzeba. Ani jednego więcej – przyznaje pułkownik Gede. Żołnierze GROM-u przygotowali kilka wersji planu zatrzymania Dokmanovicia. Klein wnikliwie je czytał. – Nie modyfikował, ale o wiele rzeczy pytał, dowódca polskiego oddziału musiał swoje decyzje precyzyjnie argumentować. Widać było, że to dla ambasadora ważna sprawa – podkreśla pułkownik rezerwy Gąstał.

Pistolet gotowy do strzału

Najważniejsze było zwabienie mieszkającego wówczas w Serbii Dokmanovicia do Vukovaru. – Serbia (wtedy jeszcze Jugosławia) była niezależnym państwem, prawo międzynarodowe nie pozwalało nam na przeprowadzenie tam operacji – wyjaśnia pułkownik rezerwy Gąstał. Mimo że Dokmanović nie wiedział nic o akcie oskarżenia, nie zamierzał wracać w miejsce, w którym popełnił zbrodnię. Wiosną 1997 roku prokuratorzy z ICTY rozpoczęli więc grę: wezwali go, by był świadkiem przeciwko Chorwatom, którzy mordowali Serbów. GROM liczył na to, że Dokmanović zgodzi się przyjechać. Opracowywali więc plany zatrzymania go. Wytypowali trzy miejsca, w których mogło do tego dojść. Wszyscy czekali w gotowości. Ale „Rzeźnik z Vukovaru” się nie pojawił. Obmyślono więc kolejny plan. Zakładał on, że siły ONZ aresztują zbrodniarza, gdy ten przyjedzie na obrady komisji, która analizowała informacje na temat zbrodni popełnionych na Serbach. Ale Dokmanović znowu się nie zjawił. Próby ściągnięcia „Rzeźnika” do Vukovaru trwały dalej. Okazało się, że jedyną rzeczą, która zainteresowała go we Wschodniej Slawonii, była jego posiadłość. Zgodził się zostać reprezentantem wszystkich Serbów, którzy stracili nieruchomości i starali się o odszkodowania.

– Opracowaliśmy kolejny plan. Prokuratorzy z ICTY mieli jechać do serbskiego Somboru, gdzie mieszkał Dokmanović, i razem z nim, pod pretekstem odwiezienia go na negocjacje w sprawie posiadłości, przejechać przez Dunaj. My mieliśmy przygotować zasadzkę – mówi były dowódca GROM-u.

Doprowadzenie Dokmanovicia do samolotu, którym zostałprzewieziony do Hagi. Fot. z archiwum płk. rez. Piotra Gąstała.

Kierowcą samochodu, którym miał jechać Dokmanović, został jeden z późniejszych dowódców GROM-u. Plan zakładał, że gdy auto ze zbrodniarzem będzie przejeżdżało koło bazy, w której stacjonowali żołnierze GROM-u, z naprzeciwka wyjedzie ciężarówka. Wówczas – aby uniknąć czołowego zderzenia – kierowca samochodu z Dokmanoviciem nagle skręci, wjedzie do wyznaczonego miejsca i gwałtownie zahamuje, a grupa realizacyjna wyciągnie poszukiwanego listem gończym zbrodniarza i go aresztuje. Aby zachować operację w jak największej tajemnicy i nie zdradzać sił, które ją miały wykonać, połowa polskiego kontyngentu brała udział w tym czasie w zawodach sportowych, skutecznie odwracając uwagę nie tylko lokalnej społeczności, ale i personelu ONZ.

27 czerwca 1997 roku „Rzeźnik” wjechał na teren wschodniej Slawonii i wsiadł do samochodu, który prowadził Polak. Z Dokmanoviciem był tylko jeden ochroniarz. Przez cały czas auto było obserwowane przez snajperów ukrytych przy trasie przejazdu. Przekazywali oni informacje o tym, gdzie aktualnie znajduje się samochód, po której stronie siedzi Dokmanović oraz jak się zachowuje. Liczył się najmniejszy szczegół. Wszystko szło zgodnie z planem. Gdy auto mijało bazę, zza rogu wyjechała ciężarówka. Samochód z Serbem skręcił i gwałtownie zahamował. Wówczas czekający w bazie operatorzy GROM-u błyskawicznie wyciągnęli zbrodniarza i postawili pod ścianą jednego z kontenerów. Skuli „Rzeźnikowi” ręce. – Gorzej było z jego ochroniarzem, byłym bokserem. Miał wielkie dłonie i tak grube przeguby, że nie mieściły się w naszych kajdankach. Trzeba było użyć plastikowych. Miał też przy sobie naładowaną broń, pistolet gotowy do strzału – relacjonuje pułkownik Gede. Jeden z prokuratorów odczytał aresztowanemu akt oskarżenia. Dokmanović był bardzo spokojny, powtarzał wciąż, że jest niewinny. Żołnierze przewieźli go na stronę chorwacką. Miał zostać przetransportowany do Hagi z tamtejszego lotniska położonego pod Osijekiem. Sprawy jednak zaczęły się komplikować. Spokojny dotąd Dokmanović zaczął się denerwować.

Medyk z GROM-u zmierzył mu ciśnienie i natychmiast stwierdził, że zatrzymanemu trzeba podać leki stabilizujące pracę serca. Wylot się opóźniał. W końcu Chorwaci zainteresowali się tym, co dzieje się na ich lotnisku. Zaczęły się przepychanki i grożenie użyciem broni, pilot samolotu nie dostał zgody na start. Napięta sytuacja trwała pół godziny. Dopiero Klein przy użyciu kanałów dyplomatycznych przekonał Chorwatów i samolot wystartował. „Rzeźnik z Vukovaru” znalazł się w Hadze, gdzie czekał go proces. Nie doczekał jednak wyroku, gdyż powiesił się w celi w 1998 roku. –Wykonaliśmy zadanie. Razem z dowódcą naszej grupy majorem K. pojechaliśmy do Vukovaru, by zameldować o wszystkim ambasadorowi Kleinowi. Poczęstował nas cygarem i whisky i podziękował. Nie czuć jednak było rozluźnienia. Dla nas operacja skończyła się dopiero po kilku tygodniach, kiedy napięcie w regionie opadło i ustały groźby w stosunku do personelu ONZ – wspomina pułkownik rezerwy Gąstał.

Jak się później okazało, operacja „Little Flower” miała olbrzymie znaczenie dla Polski. Osobiście dziękował za nią prezydent Stanów Zjednoczonych Bill Clinton. Operacja ta była zielonym światłem dla sił międzynarodowych w Bośni, aby ścigać zbrodniarzy wojennych. Była też jedną z kart, które polski rząd wyłożył na stół przy staraniach o przyjęcie naszego kraju do NATO. Na temat tego, co zrobił GROM w Slawonii, dziennikarze Krzysztof Spiechowicz i Mariusz Łapiński zmontowali krótkie nagranie. W 1998 roku wyświetlano je w amerykańskim Senacie, by wpłynąć na zmianę zdania senatorów, którzy nie popierali naszego wstąpienia do NATO. – O filmie przez wiele lat wiedział tylko generał Petelicki i kilku jego bliskich współpracowników. Później plotki się rozchodziły, ale nagranie było jak Yeti. Wielu o nim słyszało, lecz nikt go nie widział, a na pewno nie my – zwykli żołnierze – mówi pułkownik rezerwy Gąstał. –Dziś z prawdziwą dumą myślimy o tym, że w jakiś sposób przyczyniliśmy się do tak wielkiego sukcesu naszego kraju, jakim było wejście do NATO – dodaje Tomasz Gede.


Cytaty pochodzą z rozmowy autorki z byłymi żołnierzami JW GROM.

Ewa Korsak , dyrektorka Wojskowego Instytutu Wydawniczego, dziennikarka i współautorka albumu „GROM. Jest taka siła/ There is such power”.

autor zdjęć: Fot. z archiwum płk. rez. Piotra Gąstała

dodaj komentarz

komentarze


Misja zdrowie, czyli lepiej zapobiegać niż leczyć
Rosomaki na lądzie i morzu
Kolarskie gwiazdy na legendarnym okręcie
Wojna sześcioosobowych armii
Bliski Wschód: wojna bez wyjścia, stawka rośnie
Zmiany w 6 Mazowieckiej BOT
Finansowanie szkolenia wojskowych medyków
Bądź bezpieczny w sieci
Rzeźnik w rękach GROM-u
Fińska armia luzuje rygory
Zbrodnia i kłamstwo
Cenckiewicz rezygnuje z szefostwa BBN
Senat przyjął ustawę o SAFE głosami koalicji
Zmiany kadrowe na szczycie PGZ-etu
Daglezja dla saperów z 9 BBKPanc
Ruszyły Wojskowe Targi Służby i Pracy
Chunmoo trafią do Gostynina
Pierwsze loty
Sportowe emocje na wojskowej spartakiadzie w Łasku
Judoczka Wojska Polskiego znów na podium
Na pierwszej linii wojny i pokoju
Wypadek w PKW UNIFIL
Pieniądze z SAFE coraz bliżej
Ślubowanie adeptów sztuki wojskowej
„Kryzys” na AWL-u
Cel: wzmocnić odporność małych społeczeństw
Nowe zasady finansowania szkolenia żołnierzy-medyków
Ukraina lekcją dla Polski i całego NATO
Adaptacja i realizm
Pasja i fart
Australijską armią będzie dowodzić kobieta
Lepiej uczyć się na misjach niż na wojnie
Miecz w ręku NATO
Szpital w Płocku „przyjazny wojsku”
Podwójny emeryt, jedno świadczenie
Marynarz w koreańskim tyglu
Ochrona w gotowości
„Końca cywilizacji” w Iranie na razie nie będzie
Początek wielkiej historii
Zbrodnia bez kary
Syndrom Karbali
Terytorialsi zdobyli amerykańskie ostrogi
NATO i USA o Iranie
Od cyberkursu po mundurówkę
Wielkie serce K9
Sejm uchwalił ustawę o SAFE
Wyróżnienia za sportowe sukcesy
Zasiąść za sterami Apache’a
Pirania zdała egzamin
Marynarze po raz trzeci z rzędu najlepsi w wieloboju żołnierskim
Psiakrew, harmata!
Tusk: Francja to wiarygodny sojusznik
Kadeci na start
Wojsko testuje systemy antydronowe
Amerykańskie MRAP-y w polskiej wersji. Kulisy metamorfozy
Kolejne SSR dla Wojska Polskiego
Groźny incydent w Libanie
Debata o bezpieczeństwie
Armia na kryzys
Ćwiczą i budują drony w 17 WBZ
Zmiana resortowych planów: jeszcze więcej OPW
Rosyjskie myśliwce przechwycone nad Bałtykiem
Polska i Norwegia zacieśniają współpracę
Koniec niemieckiej misji powietrznego wsparcia
Twarde na poligonie
Francuzi zbudują satelitę dla MON-u

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO