To było głośne pożegnanie. Żołnierze Dywizjonu Artylerii Samobieżnej z 10 Brygady Kawalerii Pancernej ze Świętoszowa przeprowadzili ostatnie strzelania z haubic samobieżnych 2S1 Goździk. Miejsce wysłużonych, ponad 30-letnich Goździków zajmą nowoczesne armatohaubice Krab z w pełni zautomatyzowanymi systemami kierowania ogniem.
Świętoszowscy pancerniacy mają w swoim wyposażeniu 24 Goździki. Jest to sprzęt z ponad 30-letnim stażem. Wyprodukowany został na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Choć w 2003 roku Goździki były modernizowane i wyposażone w zautomatyzowany zestaw kierowania ogniem Topaz, lata świetności dawno mają za sobą.
– Strzelamy na dystansie do 9 km, amunicją bojową, odłamkowo-burzącą, do pozorowanych celów, takich jak artyleria przeciwnika, wozy bojowe, stanowiska dowodzenia czy piechota. W ćwiczeniach bierze udział około 100 żołnierzy – mówi por. Karol Bednarczyk, dowódca 1 baterii artylerii samobieżnej w 10 BKPanc.
Mobilne i o prostej konstrukcji
Pancerniacy na pożegnanie Goździków strzelali z nich zarówno w dzień, jak i w nocy. Zużyto 200 sztuk amunicji. – Główną zaletą tych haubic jest ich mobilność. Są na gąsienicach, więc mogą sobie poradzić z trudnym terenem. Prostota konstrukcji sprawia, że wiele rzeczy da się stosunkowo łatwo naprawić, jednak z drugiej strony, przy poważniejszych awariach brakuje już części zamiennych. Mamy ogromny problem choćby z pozyskaniem płynu do oporopowrotników, czyli urządzeń hamujących odrzut działa przy strzale. Dostępność płynu do tego elementu w Polsce jest bardzo ograniczona – przyznaje porucznik.
Na załogę jednego działa składa się czterech żołnierzy: dowódca, kierowca, celowniczy i ładowniczy. Największe wyzwanie w obsłudze dotyczy pracy celowniczego. Musi on dobrze wprowadzić nastawy na cel. – Jest to sprzęt już przestarzały, więc praca celowniczego, mimo pewnych unowocześnień, jest jednak w dużym stopniu mechaniczna. W Krabach są już zaś w pełni zautomatyzowane systemy kierowania ogniem. Celowniczy dysponuje interfejsem, pulpitem przypominającym tablet i po prostu wpisuje współrzędne. Przytrzymuje przyciski i haubica sama się obraca w stronę celu. Nie ma ręcznego nastawiania, kręcenia korbą itp. – opisuje oficer.
Haubice na emeryturze
Co dalej z wycofywanymi Goździkami? Przejmą je składy wojskowe i zostaną zmagazynowane na czas wojny. Niewykluczone jednak, że część sprzętu trafi do kompanii wsparcia, by zwiększyć ich moc ogniową. Dywizjon Artylerii Samobieżnej z 10 BKPanc przesiada się zaś na armatohaubice Krab. Na razie ma ich osiem. Docelowa liczba sztuk tego nowoczesnego sprzętu ma wynieść 24.
autor zdjęć: Łukasz Kermel

komentarze