Austriacka prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie tzw. sarajewskiego safari – poinformował tamtejszy resort sprawiedliwości. Dochodzenie dotyczy obywatela Austrii oraz drugiego, dotąd niezidentyfikowanego podejrzanego. Przez lata historie o polowaniu na ludzi w oblężonym Sarajewie uznawano za wojenną legendę. Dziś śledztwa prowadzone są także we Włoszech i Bośni.
Zdjęcie zrobione 25 czerwca 1992 roku w Sarajewie, przedstawiające starszego mieszkańca, który wykorzystuje przerwę w strzelaninie, wychodząc po zaopatrzenie. Ta centralna część miasta uchodzi za najniebezpieczniejszą ze względu na ostrzał snajperski.
Oblężenie Sarajewa rozpoczęło się wiosną 1992 roku, szybko stając się symbolem rozpadu Jugosławii oraz brutalności wojny w Bośni. Stolica kraju została otoczona przez siły bośniackich Serbów wspieranych przez Belgrad. Wzgórza otaczające miasto zamieniły się w system stanowisk artyleryjskich i snajperskich, z których prowadzono regularny ostrzał wymierzony głównie w cywilów.
Było to najdłuższe oblężenie stolicy w nowoczesnej historii Europy. Trwało 1425 dni. W jego trakcie zginęło ponad 11 tys. mieszkańców Sarajewa, w tym około 1,5 tys. dzieci. Większość ofiar poniosła śmierć podczas zakupów, w kolejkach po wodę czy w drodze do pracy – w czasie zwykłych, codziennych czynności, w żaden sposób niezwiązanych z walką.
To wtedy niechlubną sławę zyskała aleja Zmaja od Bosne (Smoka z Bośni), główna arteria miasta, nazwana przez zachodnich dziennikarzy „Aleją Snajperów”. Szeroka ulica była doskonale widoczna ze wzgórz i wysokich budynków zajmowanych przez snajperów. Przejście na drugą stronę często oznaczało śmiertelne ryzyko. Mieszkańcy nauczyli się biegać wzdłuż ścian, poruszać sprintem między osłonami i obserwować okna budynków, z których najczęściej padały strzały. Nie wszystkim jednak udawało się pokonać feralną jezdnię. Snajperzy nie byli jedynie wsparciem dla działań wojskowych. Mieli terroryzować mieszkańców i sparaliżować normalne życie miasta. Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii uznał później ostrzał cywilów w Sarajewie za element celowej kampanii terroru.
Jak scenariusz horroru…
Kim byli terroryści? Przede wszystkim żołnierzami serbskich jednostek, ale nie tylko. Jeszcze podczas oblężenia zaczęły pojawiać się historie, które jeżyły włos na głowie. Mieszkańcy opowiadali o cudzoziemcach, którzy mieli przyjeżdżać na serbskie pozycje nie po to, by walczyć, lecz by strzelać do ludzi dla zabawy…
Wojnie w Bośni od początku towarzyszyły opowieści trudne do uwierzenia. Doniesienia o obozach koncentracyjnych, masowych gwałtach czy egzekucjach cywilów również bywały traktowane z dystansem. Dopiero po latach wiele z nich zostało potwierdzonych przez śledczych Międzynarodowego Trybunału Karnego dla byłej Jugosławii.
Także historie o „snajperskim safari” długo pozostawały na marginesie. Brakowało świadków gotowych zeznawać pod nazwiskiem, dokumentów i dowodów materialnych. W dodatku sama historia wydawała się zbyt makabryczna nawet jak na realia bałkańskiej wojny – bogaci Europejczycy mieliby przyjeżdżać do oblężonego miasta, by z bezpiecznych pozycji traktować ludzi jak ruchome cele na strzelnicy? Brzmiało to jak scenariusz jakiegoś horroru…
Ale temat wracał regularnie. Pojawiał się w relacjach zagranicznych reporterów, wspomnieniach mieszkańców Sarajewa i rozmowach prowadzonych po wojnie przez byłych żołnierzy. W tych opowieściach najczęściej powtarzał się ten sam schemat: cudzoziemcy mieli trafiać na pozycje wokół miasta dzięki kontaktom z serbskimi dowódcami, płacić za możliwość oddania kilku strzałów, a potem wracać do swoich krajów.
Przez lata brakowało jednak czegoś, co zmusiłoby śledczych do potraktowania tych historii poważnie. Zmieniło się to dopiero po premierze filmu „Sarajevo Safari”.
Francuskie wojska ONZ patrolują teren przed zniszczonym meczetem Ahinici, niedaleko Vitez, na północny zachód od Sarajewa, 27 kwietnia 1993 r.
Film, który otworzył stare rany
Dokument słoweńskiego reżysera Mirana Zupaniča miał premierę w 2022 roku. Film opierał się przede wszystkim na relacjach świadków – byłych żołnierzy, ludzi związanych ze służbami specjalnymi oraz osób, które podczas wojny miały zetknąć się z procederem.
Według relacji przedstawionych w produkcji zagraniczni „goście” mieli przyjeżdżać m.in. z Włoch, Austrii, Belgii, Rosji czy Kanady. Świadkowie twierdzili, że za możliwość oddania strzałów płacono duże pieniądze. W najbardziej drastycznych opowieściach pojawia się nawet swoisty „cennik” – kilka tysięcy marek niemieckich za trafienie dorosłego człowieka, a jeszcze wyższe stawki za postrzelenie dziecka lub kobiety w ciąży.
Film nie przedstawiał dowodów pozwalających na definitywne zweryfikowanie wszystkich oskarżeń. Sam Zupanič podkreślał, że jego celem było raczej zebranie relacji i zmuszenie władz do ponownego zajęcia się sprawą niż wydanie ostatecznego wyroku. Mimo to dokument wywołał ogromne emocje. W Bośni potraktowano go jako długo oczekiwaną próbę nagłośnienia jednej z najbardziej przemilczanych historii oblężenia Sarajewa. W środowiskach serbskich pojawiły się natomiast oskarżenia o manipulację i antyserbską propagandę.
Najważniejsze okazało się jednak coś innego. Po raz pierwszy temat „snajperskiego safari” przestał funkcjonować wyłącznie jako wojenny mit. Sprawą zainteresowały się prokuratury. W Bośni wszczęto postępowanie mające ustalić, czy podczas oblężenia rzeczywiście dochodziło do organizowania płatnych polowań na mieszkańców miasta. Wkrótce podobne śledztwa rozpoczęły także organy ścigania w innych krajach Europy.
Skutki upływu czasu
Najdalej posunęła się dotąd prokuratura we Włoszech. Mediolańscy śledczy badają sprawę starszego mężczyzny, który według relacji świadków miał podczas wojny przyjeżdżać do Sarajewa i płacić za możliwość strzelania do cywilów. Włoskie media informowały, że chodzi o byłego kierowcę ciężarówki. Postępowanie prowadzone jest pod kątem zabójstwa oraz współudziału w zbrodniach wojennych, które zgodnie z włoskim prawem nie ulegają przedawnieniu.
Również austriacka prokuratura potwierdziła wszczęcie śledztwa dotyczącego dwóch osób podejrzewanych o udział w procederze określanym mianem „snajperskiego safari”. Według informacji przekazywanych przez media jednym z badanych wątków jest możliwy udział obywatela Austrii, który podczas wojny miał utrzymywać kontakty z serbskimi strukturami wojskowymi wokół Sarajewa.
Bośniackie śledztwo utknęło w martwym punkcie, mierząc się z konsekwencjami upływu czasu. Wielu świadków nie żyje, a część dawnych dokumentów zaginęła. Śledczy zderzają się też z dodatkowym problemem charakterystycznym dla zbrodni wojennych. W czasie oblężenia Sarajewa regularnie dochodziło do ostrzału cywilów prowadzonego przez snajperów armii bośniackich Serbów. Samo ustalenie, kto oddał konkretny strzał ponad 30 lat temu, jest dziś w praktyce niemal niemożliwe. Dlatego postępowania koncentrują się przede wszystkim na próbie potwierdzenia, czy cały proceder rzeczywiście istniał i czy był organizowany za wiedzą lokalnych dowódców.
Wojna jako widowisko
Na koniec warto wspomnieć o tym, że idea „wojennej turystyki” nie jest wcale nowa. Konflikty zbrojne od dawna przyciągały awanturników, poszukiwaczy adrenaliny i ludzi fascynujących się przemocą. Już w XIX wieku bogaci Europejczycy podróżowali, by z bezpiecznej odległości obserwować działania wojenne – zmagania na Krymie czy walki podczas amerykańskiej wojny secesyjnej. W czasie hiszpańskiej wojny domowej pojawiali się zagraniczni ochotnicy, ale także osoby traktujące front jako „ciekawe doświadczenie”.
Jednak „sarajewskie safari” było przekroczeniem kolejnej granicy. Szło w nim już nie tylko o to, by oglądać wojnę, napawać się nią, lecz by aktywnie uczestniczyć w zabijaniu przypadkowych ludzi. Oblężone miasto stawało się wielką strzelnicą, a cywile – ruchomymi celami widzianymi przez lunetę karabinu.
Jest w tym zresztą coś, co niepokoi także w odniesieniu do współczesnych konfliktów, przez miliony internautów oglądanych niemal na żywo. Media społecznościowe pełne są nagrań z dronów, bombardowań i walk ulicznych. Te materiały generują ogromną liczbę odsłon, za którymi często stoi wyłącznie niezdrowa ciekawość. Podobnie jak w „snajperskim safari” z Sarajewa, tragedie innych ludzi stają się źródłem adrenaliny dla obserwatorów z zewnątrz…
autor zdjęć: PASCAL GUYOT/East News, CHRISTOPHE SIMON/AFP/East News

komentarze