moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Trzeci wróg

We wrześniu 1939 polska armia walczyła nie tylko z Niemcami i Sowietami. Był też trzeci agresor, o którym dziś mało kto pamięta. Na południu terytorium Rzeczypospolitej bez wypowiedzenia wojny najechała armia Słowacji. Jej żołnierze zajęli między innymi Zakopane i Sanok, a dowódcy otrzymali za to najwyższe niemieckie odznaczenia.


Żołnierze słowaccy z Armii Polowej „Bernolak” dekorowani przez Ferdynanda Čatloša po kampanii wrześniowej w Polsce.

27 września 1939 roku, centrum Zakopanego. Na trybunie honorowej dwaj słowaccy notable: generał Ferdinand Čatloš i minister spraw wewnętrznych, a zarazem przywódca paramilitarnej Gwardii Hlinki Alexander Mach. Przed nimi w szyku maszerują oddziały Armii „Bernolak”. Na piersi Čatloša błyszczy się wręczony mu tuż przed defiladą Krzyż Żelazny, najwyższe niemieckie odznaczenie wojskowe. Kilka dni wcześniej generał stwierdził: „Żołnierze młodej armii słowackiej okazali się być godnymi towarzyszami broni swoich niemieckich kolegów, z którymi wspólnie przywrócili porządek na obszarze zagrabionym przez polskich podpalaczy i terrorystów”. Teraz świętowali zwycięstwo nad wojskami sąsiada i to na jego ziemi.

Dr Rafał Sierchuła, historyk z IPN: – W powszechnej świadomości ten fakt utrwalił się bardzo słabo. Ale we wrześniu 1939 roku Polskę najechało nie dwóch, lecz trzech agresorów.

Ksiądz wysyła armię

„Zagrabione tereny”, o których wspominał w Zakopanem słowacki generał, to skrawki Spiszu, Orawy oraz Jaworzyny. Ich przynależność pozostawała kwestią sporną od czasu zakończenia I wojny światowej. W 1920 roku europejskie mocarstwa przyznały je Czechosłowacji. Polska rozpaczliwie broniąca się przed najazdem bolszewików nie była w stanie tej sprawy należycie przypilnować. Poza tym potrzebowała przychylności południowego sąsiada, który w każdej chwili mógł zablokować idące przez jego terytorium dostawy alianckiej broni. Rzeczypospolita wzięła rewanż jesienią 1938 roku, w okolicznościach – przyznać trzeba – dość ponurych. Wówczas to na konferencji w Monachium zachodnie mocarstwa zgodziły się, by Hitler okroił czechosłowackie terytorium o przygraniczne tereny zamieszkane przez niemiecką mniejszość. Polacy już na własną rękę przekonali osłabiony rząd w Pradze, że powinien oddać tereny, które tak ochoczo zaanektował kilkanaście lat wcześniej. Wkrótce polska armia wkroczyła na Zaolzie, a także na wspomniane Spisz, Orawę i Jaworzynę.

Wrzesień 1938 roku, lotnisko w Londynie. Wracający z Monachium brytyjski premier Neville Chamberlain, wymachując arkuszem papieru, przekonywał: „Sądzę, że przywiozłem naszym czasom pokój”. Po latach historycy odkryli, że kartka, na której miały zostać spisane ustalenia z Monachium, w rzeczywistości była pusta. Tak zresztą jak obietnice Hitlera. W marcu 1939 roku, wbrew jego zapewnieniom, Wehrmacht wkroczył do Czechosłowacji. Wkrótce została ona rozbita na dwie części: quasi-państewko zwane Protektoratem Czech i Moraw oraz teoretycznie niezależną Słowację. Teoretycznie, gdyż państwo rządzone przez księdza Josefa Tiso było całkowicie zależne od Rzeszy. – Polska miała ze Słowacją pewien problem. Wśród tamtejszych mieszkańców bardzo długo panowały propolskie nastroje. Doszło nawet do tego, że w większości konserwatywni i katoliccy Słowacy z większą sympatią spoglądali w kierunku Warszawy niż Pragi – przyznaje dr Sierchuła. Zaczęło się to zmieniać dopiero jesienią 1938 roku. Poszło nie tylko o niewielkie, zamieszkane w dużej części przez Polaków tereny przyłączone do Rzeczypospolitej. Lecz także o to, że rząd w Warszawie sprzyjał Węgrom przejmującym Ruś Zakarpacką. Dla Polski było to korzystne, bo region ten był zapleczem dla ukraińskich nacjonalistów z UON, którzy dopuszczali się napadów na Polaków mieszkających na terenie Małopolski Wschodniej. Reszty dopełniła miejscowa propaganda. – Kilka miesięcy przed wybuchem II wojny Hitler zaproponował Słowakom bezpośredni udział w wojnie. Zagwarantował im przy tym ochronę granic i spójność terytorialną – tłumaczy dr Sierchuła. Dla Słowaków było to ważne, gdyż ciągle obawiali się Węgrów, którzy też przecież byli sojusznikami Niemiec. Hitler mógł więc grać sprawą spornych obszarów. – Słowacji potrzebował z kilku powodów. Po pierwsze, z jej terytorium uderzenie na Polskę miała wyprowadzić 14 Armia gen. Wilhelma Lista. Po drugie, jej przystąpienie do wojny było korzystne z punktu widzenia niemieckiej propagandy. Zawsze lepiej przeprowadzać inwazję w towarzystwie sojuszników, niż zasłużyć na miano samotnego agresora... – zauważa historyk.

Karta ciemna, karta jasna

„Znowu nastał czas historycznej próby dla narodu słowackiego. Zdecydowane Niemcy potrzebują zdecydowanych przyjaciół. Ofiarami naszymi zasłużymy na wdzięczność potomnych” – mówił 1 września do swoich żołnierzy gen. Čatloš.  Rankiem oddziały liczącej nieco ponad 50 tysięcy żołnierzy Armii „Bernolak” zaczęły przekraczać granicę z Polską. Do akcji wkroczyło też nieliczne słowackie lotnictwo: zarówno myśliwskie, jak i rozpoznawcze. Najeźdźcy stosunkowo szybko opanowali sporne tereny i... pomaszerowali dalej. – Słowacy stoczyli trochę potyczek z polską armią, ale większych bitew nie było – przyznaje dr Sierchuła. To nie oni, lecz Niemcy wyprowadzali w tym czasie główne uderzenie. Niemniej Armia „Bernolak” zajęła między innymi Zakopane, Sanok, niektóre miejscowości w Bieszczadach. Słowacy wzięli do niewoli niemal półtora tysiąca polskich żołnierzy. Bilans jej strat to 20 zabitych i blisko 50 rannych. – Z działań militarnych Słowacy wycofali się już w połowie września, a większość zajętych terenów przekazali Niemcom – przypomina historyk.

Do republiki księdza Tiso zostało włączone jedynie sporne terytorium w Tatrach – w sumie 770 kilometrów kwadratowych. Wkrótce rozpoczęły się tam wymierzone w Polaków represje. – Słowacy starali się wyłapywać konspiracyjnych kurierów, którzy przemieszczali się pomiędzy okupowaną Polską a Węgrami – podkreśla dr Sierchuła. Zaraz jednak dodaje, że prócz ciemnej karty w polsko-słowackich stosunkach z tego okresu jest również karta jasna. – We wrześniu 1939 powstał ochotniczy Legion Czechów i Słowaków, który wyraził gotowość walki po polskiej stronie przeciwko Niemcom – przypomina. Liczył on 180 żołnierzy, którzy po zagarnięciu Czechosłowacji przez Hitlera, przekroczyli graniczę i zatrzymali się pod Krakowem. Dowodził nimi gen. Lev Prchala. Co ciekawe, podczas transportu koleją przez Polskę legioniści zostali zaatakowani przez... samolot w barwach republiki ks. Tiso. Ostatecznie część ochotników zza południowej granicy trafiła do obozu internowania w ZSRR, innych spotkał podobny los w Rumunii. Warto też wspomnieć o pilotach czechosłowackiej Eskadry Rozpoznawczej, którzy podczas wojny obronnej walczyli ramię w ramię z polskimi lotnikami przeciwko niemieckim agresorom.

Tymczasem republika księdza Tiso przetrwała zaledwie kilka lat. Po wkroczeniu Armii Czerwonej jej lider został aresztowany. Czechosłowacki sąd wydał wyrok: śmierć przez powieszenie. Z kolei dowódca Armii „Bernolak” gen. Čatloš pod koniec wojny usiłował zmienić sojusznika. Chciał obalić Tiso, wprowadzić wojskową dyktaturę i przejść na stronę ZSRR. Bezskutecznie. Po wojnie usłyszał wyrok pięciu lat więzienia. Wkrótce wyszedł na wolność i do końca życia pracował jako urzędnik w prowincjonalnym mieście Martin. Zmarł w 1972 roku.

Cytaty z przemówień gen. Ferdinanda Č atlo ša podaję za artykułem dr. Macieja Korkucia, „Słowacki udział w wojnie. Okupacja polskiego Spiszu i Orawy”, który zamieszczony został w Biuletynie IPN, styczeń–luty 2010.

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: Wikimedia

dodaj komentarz

komentarze

~Scooby
1537452240
"Nowość" . Po prostu "karma" za Zaolzie z 1938.
DB-3F-9C-53

Nowy wymiar laserowych ćwiczeń
Bezzałogowiec z Karwi – zestrzelony w czasie testów
Cywilne drony na służbie
Flanka pod strażą
Wsparcie z powietrza
Rusza mały przegląd strategiczny
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Gorący lipiec PKW Łotwa
Żołnierz przed strażakiem i policjantem w Biegu o Nóż Komandosa
Uniewinniony za strzał na granicy
Musimy powstrzymać agresora
Zacięta rywalizacja o prymat w crossie
Bataliony Chłopskie – bojowe szeregi polskiej wsi
Jastrzębie w NATO: część 2 debaty o polskich F-16
Dwukrotnie większa Daglezja u saperów z Dęblina
Trwa zwycięska seria st. szer. Katarzyny Wasick
Wojna o dane
Kormoran in the West
Ukraina kontra odrzutowe drony
Co warto wiedzieć o opiniowaniu?
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Więcej zawodowców, ćwiczenia bez zmian
„Horyzont” przedłużony
Taktyczny robot miotany od PIAP-u
Stulecie lotu Warszawa – Tokio
Nowy blok operacyjny w szpitalu w Tarnowie
Wirtualna wojna na AWL-u
Saperzy wywieźli niewybuchy z centrum Wrocławia
Morscy lotnicy w akcji
Terytorialsi sprawdzili się w akcji na „Baltic Pipe ‘26”
Rowerowe upamiętnienie poległych
W powietrzu, na wodzie i lądzie: studenckie drony walczą o nagrodę szefa MON-u
Nocny ogień na Łotwie
Byliśmy i jesteśmy żołnierzami
Eksperci o Rosji, NATO i broni jądrowej
Mocne wsparcie dla Homara-K
Lotnicze „drzwi” transportowe
Ratunek pod ogniem
Mural na 65-lecie komandosów
Serce Rosomaka
Przedsiębiorcy chcą zbudować autopilota dla wojska
Bursztynowa Dywizja obroniła prymat w boksie
Komisja Obrony pozytywnie o budżecie na 2027
Będzie więcej polskiej amunicji 155 mm
Litwini ćwiczą masową ewakuację obywateli
Artylerzyści z Wielbarku
Wojna na satelitarnym łączu
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Nowe Kleszcze dla rozpoznania
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Drużyna Invictusa na starcie
Wsparcie z morza
Nowe Czarne Pantery w Braniewie
„Zdrzałka” na pustyni
Syreny wyją. Co robić?
Więcej szwedzkich granatników w wojsku
Abordaż z polskim wsparciem
Ewakuacja medyczna pod ostrzałem
Najważniejszy temat dla Polski: bezpieczeństwo
Medale żołnierzy w strzelectwie, judo i taekwondo
Współdziałanie dla bezpieczeństwa
Drugie rozdanie SAFE
Cztery medale żołnierzy w strzelectwie, pływaniu i podnoszeniu ciężarów
MON zmienia system gotowości obronnej
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
Żołnierz podejrzewany o szpiegostwo
„Blue Eye ‘26”, czyli: po pierwsze drony!
Co z wysługą po powrocie do wojska?
Constans historii
„Albatros” ćwiczy z NATO. Byliśmy na pokładzie
Ratunek dla rannego nadleciał z powietrza
Sojusz ćwiczy operacje jądrowe
MON i Narodowy Instytut Onkologii podejmują współpracę
Uratowali życie koledze z NATO
Posłowie o Karcie Rodziny Mundurowej
Ares kontra drony
Nowa dostawa Homarów do Czarnej Dywizji
Zbrojna prowokacja na granicy Łotwy
Bombowiec na dnie Bałtyku
Projekt KCD MED TAC dla cywilnych medyków
Debiut Szkoły Orląt w „Orle”
Aplikacja wspomoże zdrowie psychiczne żołnierzy
Skąd nadleciał ukraiński dron?
Dwie dekady na polskim niebie
„Czterej pancerni i pies” w Żaganiu
Miliardy z SAFE dla polskich firm zbrojeniowych

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO