Leopardy, Abramsy, K2 – taka jest ostateczna klasyfikacja zawodów, które miały wyłonić najlepszy pluton pancerny polskiej armii. Po kilkudniowej, niezwykle zaciętej rywalizacji na poligonie w Świętoszowie gospodarze rzutem na taśmę wyprzedzili czołgistów z Żurawicy. Trzecie miejsce zajęli żołnierze z Morąga na K2.
Wczoraj pod wieczór uczestnicy zawodów po raz ostatni wyjechali na poligon w Świętoszowie. Zwieńczeniem kilkudniowej rywalizacji była konkurencja związana z prowadzeniem ognia na długie dystanse. Drużyny przystępowały do niej sekcjami. Innymi słowy, za każdym strzelały dwa wydzielone z plutonu czołgi. Każdy miał do dyspozycji pięć pocisków, zaś cele zostały ulokowane w odległości przekraczającej trzy kilometry. Na finiszu w klasyfikacji generalnej panował duży ścisk. Czołgiści zgodnie więc powtarzali, że końcowe strzelania mogą bardzo namieszać w tabeli. I nie pomylili się.
Za sprawą wieczornej konkurencji prowadzący od samego początku pancerniacy z 1 Batalionu Czołgów w Żurawicy na Abramsach M1A1 ostatecznie musieli uznać wyższość gospodarzy – plutonu wydzielonego z 10 Brygady Kawalerii Pancernej, który na co dzień korzysta z Leopardów 2PL. Na trzecim miejscu finiszowali żołnierze z 1 Batalionu Czołgów w Morągu na czołgach K2.
Zawody o tytuł najlepszego plutonu pancernego w polskiej armii trwały od poniedziałku. Zaczęły się od konkurencji sprawnościowych. Żołnierze musieli na własnych nogach pokonać tor przeszkód, przenosząc czołgowe pociski, ciągnąc stalową linę. Do tego dochodził sprawdzian z rozpoznawania wojskowych pojazdów po sylwetkach. Potem na poligon w Świętoszowie wyjechały czołgi. Załogi mierzyły się w przejazdach przez tor przeszkód, kierowaniu ogniem w obronie i natarciu. Rywalizowały zarówno w dzień, jak i po zapadnięciu zmroku. Walka była zacięta i trwała do ostatniej chwili. Decydujące były detale. Dziś rano uczestnicy odebrali nagrody.
– Tego rodzaju przedsięwzięcia mają olbrzymi walor szkoleniowy – podkreśla płk Dariusz Bielecki, zastępca dowódcy 10 Brygady Kawalerii Pancernej w Świętoszowie. – Żołnierze z różnych jednostek, korzystający z różnych platform mają okazję, by zweryfikować swoje umiejętności w naprawdę wymagających warunkach – dodaje. Wyzwanie stanowiły już same konkurencje, które nierzadko wykraczały poza standardowy model szkolenia. Przykład: załogi strzelały do mniejszych niż zazwyczaj tarcz.
Pewnym zaskoczeniem dla nich okazały się też konkurencje siłowe. – Pokaźną listę zadań należało zrealizować w stosunkowo krótkim czasie. Dla załóg był to nie tylko test umiejętności czysto wojskowych, lecz także wytrzymałości psychofizycznej – zaznacza płk Bielecki. W podobnym tonie wypowiada się mjr Konrad Stefanowicz, komendant Ośrodka Szkolenia Leopard, który czuwał nad przebiegiem zawodów. – Element rywalizacji zawsze pozytywnie wpływa na szkolenie. Podnosi zaangażowanie żołnierzy, wyzwala dodatkowe siły – podkreśla. Oficer liczy, że obserwacje poczynione podczas zawodów posłużą też innym żołnierzom wojsk pancernych. Być może też przełożą się na zmiany, które uatrakcyjnią codzienne szkolenia. – Moim zdaniem warto pomyśleć o zwiększeniu trudności treningów strzeleckich. Wprowadzeniu nowych figur bojowych i rygorów czasowych, w jakim dane zadanie trzeba wykonać. Dotyczy to zwłaszcza doświadczonych załóg, które dzięki takiemu rozwiązaniu miałyby jeszcze większą motywację do doskonalenia swoich umiejętności – uważa mjr Stefanowicz.
Ale jak dodają organizatorzy, na podsumowania przyjdzie jeszcze czas. Na razie zwycięzcy mogą świętować. – Dla nas to ogromna satysfakcja. Tym bardziej, że konkurencja była naprawdę wymagająca – podsumowuje oficer dowodzący plutonem Leopardów.
autor zdjęć: plut. Anna Kuźmiak, st. szer. spec. Kamil Oślizło, Łukasz Kermel, 19LBZ

komentarze