W nocy 25 kwietnia 1943 roku Wiaczesław Mołotow wezwał ambasadora Tadeusza Romera i odczytał mu obraźliwe wobec rządu polskiego oświadczenie. Podobnie było wrześniowej nocy 1939 roku. Ale teraz Stalinowi chodziło nie tylko o Kresy Wschodnie, a o całą Polskę. By to osiągnąć, postanowił wykorzystać wymordowanych z jego polecenia polskich oficerów – ofiary zbrodni katyńskiej.
Skonsternowany Tadeusz Romer usłyszał m.in. od ludowego komisarza spraw zagranicznych Związku Sowieckiego: „Okoliczności, że wroga kampania przeciwko Związkowi Sowieckiemu została rozpoczęta jednocześnie w prasie niemieckiej i w polskiej, i prowadzona jest w tej samej płaszczyźnie, nie pozostawiają wątpliwości, że między wrogiem sprzymierzonych – Hitlerem a Rządem Polskim – istnieje kontakt i zmowa [...]. Na podstawie tego wszystkiego Rząd Sowiecki postanowił przerwać stosunki z Rządem Polskim”.
Do powyższych oskarżeń Sowieci wykorzystali fakt, że tego samego dnia, 16 kwietnia, do Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża w Genewie wpłynęła prośba rządu polskiego o przeprowadzenie śledztwa w sprawie mordu katyńskiego. Równocześnie podobne pismo wpłynęło od władz niemieckich.
W ten sposób Stalin wykorzystał do swojej kolejnej rozgrywki zbrodnię na polskich oficerach, której dokonano z jego polecenia. Zerwanie stosunków polsko-sowieckich niechybnie osłabiało polskie władze na arenie międzynarodowej. Ale to był dopiero wstęp do gry, jaką podjął sowiecki dyktator. Kluczowe w odczytanej Romerowi nocie było sformułowanie o „przerwaniu”, a nie zerwaniu stosunków dyplomatycznych. Tym samym Stalin tworzył iluzję, że nie wszystko jest jeszcze stracone, a on nadal jest pełen dobrej woli.
Pożyteczni idioci
Kreml uważnie śledził reakcje swych brytyjskich i amerykańskich sojuszników na wieści o Katyniu. A te coraz wyraźniej szły po myśli Stalina. Zarówno premier Winston Churchill, jak i prezydent Franklin Roosevelt sprawę mordu polskich oficerów w Katyniu uznawali za marginalną. Wystraszyli się jednak, że może ona doprowadzić do rozpadu antyniemieckiej koalicji, a nawet do odnowienia sowiecko-niemieckiego sojuszu. W Londynie i Waszyngtonie rozpoczęły się naciski na polski rząd, by wycofał swój wniosek do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Churchill wprost powiedział polskiemu premierowi, generałowi Władysławowi Sikorskiemu: „Jeśli ludzie ci nie żyją, nic co by pan zrobił, ich nie wskrzesi”.
24 kwietnia w Londynie doszło do spotkania Sikorskiego z Anthonym Edenem. Brytyjski minister spraw zagranicznych zażądał od polskiego premiera, by nie tylko wycofał swój wniosek do Genewy, ale i wystosował oficjalne oświadczenie, w którym miał stwierdzić, że mord polskich oficerów w Katyniu jest wymysłem niemieckiej propagandy. Generał zdecydowanie odmówił. Nie przeszkodziło to, by następnego dnia Churchill, przy akceptacji Roosevelta, wysłał Stalinowi depeszę „pełną optymizmu”. Brytyjski premier zapewniał w niej sowieckiego sojusznika, że rząd polski zaniecha prowadzenia dochodzenia przez Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża, zbada możliwości wyciszenia antysowieckiej kampanii w prasie polskiej, a dodatkowo polski minister informacji, Stanisław Kot, wystąpi w brytyjskim radiu przeciwko propagandzie niemieckiej. Churchill kończył swój list zapewnieniem, że między rządem polskim a niemieckim nie mogły istnieć żadne kontakty. Tym samym Stalin otrzymał koronny dowód, że zachodni przywódcy są gotowi dla globalnej polityki poświęcić peryferyjne, z ich punktu widzenia, państwo polskie. To po otrzymaniu tej depeszy Sowieci zerwali stosunki dyplomatyczne z rządem polskim. Stalin mógł sobie winszować, że politycy zachodni kolejny raz potwierdzili stare, leninowskie powiedzenie o pożytecznych idiotach działających na Zachodzie na rzecz sowieckiej dyktatury.
Początek końca
Zgodnie z przewidywaniami Stalina zerwanie polsko-sowieckich stosunków dyplomatycznych wywołało jedynie słabe protesty Londynu i Waszyngtonu oraz kilka artykułów w prasie zachodniej, broniących polskiego stanowiska. Aby przypieczętować swe zwycięstwo i uspokoić zachodnią opinię publiczną, Stalin udzielił 4 maja wywiadu moskiewskiemu korespondentowi „The Timesa” i „The New York Timesa”, Ralphowi Parkerowi. Dyktator zapewnił amerykańskiego dziennikarza, że pragnie powstania po wojnie silnej i niepodległej Polski, związanej dobrosąsiedzkimi stosunkami ze Związkiem Sowieckim. Jednocześnie dawał do zrozumienia, że z aktualnym rządem polskim jest to bardzo trudne do realizacji. I że nie może utrzymywać z nim stosunków dyplomatycznych. Na końcu w zawoalowany, ale dość czytelny sposób zasygnalizował, że jeśli władze Rzeczypospolitej nie zgodzą się na jego postulaty, to znajdą się „inne polskie ośrodki polityczne”, które je przyjmą i zaakceptują. Istotnie, już wcześniej Stalin zaktywizował polskich komunistów, z Wandą Wasilewską na czele. Ruszyła akcja przyszłego zwasalizowania Polski.
Dla przypieczętowania sowieckiego stanowiska 6 maja wiceminister spraw zagranicznych Andriej Wyszynski zrzucił na Polaków całą odpowiedzialność za ewakuowanie Armii generała Andersa do Iranu oraz zlikwidowanie na terenie ZSRS delegatur polskiej ambasady – rzekomo prowadzących działalność wywiadowczą.
Osławiony stalinowski prokurator generalny przyznał jednocześnie bez ogródek, że głównym problemem w unormowaniu stosunków polsko-sowieckich jest brak akceptacji przez polski rząd zmian granicznych. Polacy wciąż domagają się „terytorialnych koncesji kosztem Sowieckiej Ukrainy, Sowieckiej Białorusi i Sowieckiej Litwy”, czyli polskich Kresów Wschodnich, zagarniętych przez ZSRS po 17 września 1939 roku.
Co oznaczał w praktyce brak stosunków dyplomatycznych dla tych Polaków, którzy mieli nieszczęście pozostawać wówczas na nieludzkiej ziemi? Ilustruje to dobitnie zdanie ze wspomnień Jana Pokrzywy, nauczyciela w polskim sierocińcu. On sam i jego koledzy „zostali zwolnieni z pracy i pod eskortą skierowani do wyrębu lasu”. Polacy ponownie zostali zepchnięci w otchłań sowieckiego piekła. Wielu z nich, by się ratować, wstępowało później w szeregi Armii generała Berlinga. Tak morderca polskich oficerów, Józef Stalin, przy aprobacie Zachodu wygrywał „kwestię polską”.
autor zdjęć: rys. Piotr Korczyński, Muzeum Katyńskie

komentarze