Dwie noce w lesie, bez snu, wyczerpujące biegi i marsze na orientację, zorganizowanie zasadzki. Podczas tegorocznej edycji kursu „Piorun” w 10 Wrocławskiej Brygadzie Łączności poprzeczkę podniesiono jeszcze wyżej. Z 21 uczestników ukończyło go zaledwie siedmiu. – Kiedy ciało odmawia posłuszeństwa, zaczyna się prawdziwa walka. To sprawdzian morale – mówi jeden z nich.
To była trzecia edycja elitarnego kursu „Piorun”, który stawia na selekcję i rozwój najlepszych podoficerów. – Takich, którzy potrafią działać i dowodzić także w ekstremalnie trudnych i nieprzyjaznych warunkach – wskazuje mjr Piotr Bastkowski, rzecznik 10 Wrocławskiej Brygady Łączności, której żołnierze opracowali „Pioruna”. Kurs co roku wypływa na coraz szersze wody. Tym razem wzięli w nim udział wojskowi z jednostek podległych dowódcy Garnizonu Warszawa.
Bieg, bagna, zasadzka
W kompleksie leśnym pod Wrocławiem obfitującym w bagna i liczne tereny podmokłe stawiło się 21 uczestników, których podzielono na pięcio–sześcioosobowe zespoły i nad ranem wywieziono w nieznany im teren. Pierwszy element – jak co roku – to siedmiokilometrowy bieg z plecakiem ważącym 10 kg. – Następnie kursanci musieli pokonać bagna i nurt rzeki, niosąc ze sobą ciężką kłodę – wyjaśnia jeden z instruktorów z 10 BŁ odpowiedzialnych za przebieg kursu. Przemoknięci mieli niewiele czasu, aby się wysuszyć i odpocząć – i właśnie wtedy zaczęły kończyć się zapasy jedzenia i wody. Do tego dochodziły presja czasu oraz znienacka pojawiające się przeszkody i nowe zadania. Nowością tegorocznej edycji była organizacja zasadzki. Sprawne i skuteczne jej przeprowadzenie, zatrzymanie wskazanego osobnika i przejęcie ważnej skrzyni z dokumentacją dawało możliwość przejścia do kolejnego etapu, bo wskazówki znajdowały się właśnie w tym ładunku. – Trzeba było wykazać się taktyką, pomysłowością, umiejętnością przeszukania ludzi i samochodu, by dopiąć celu – mówi jeden z żołnierzy biorących udział w zasadzce.
Uczestnicy wskazują, że najtrudniejszy był brak snu, ciągła presja i nieustannie zmieniająca się sytuacja taktyczna. – W pewnym momencie ciało odmawia posłuszeństwa i wtedy zaczyna się prawdziwa walka, kiedy wszystko zawodzi: zarówno wzrok, jak i koncentracja, a żołnierz czuje, że traci zdolność skutecznego dowodzenia zespołem. To prawdziwy sprawdzian morale – mówi jeden z nich.
Pod obserwacją
Przez cały czas kursanci byli jednak pod obserwacją. Instruktorzy z zamaskowanych kryjówek śledzili ich ruchy, decyzje i zachowania. – Kurs bardzo szybko weryfikuje charakter żołnierzy – ocenia st. chor. szt. Mirosław Krysiak, starszy podoficer Dowództwa 10 BŁ, odpowiedzialny za jego nadzór i przebieg. – Działają w stanie skrajnego wyczerpania, a mimo to muszą podejmować decyzje i brać odpowiedzialność także za innych – wyjaśnia chor. Krysiak. Oceniane jest przygotowanie fizyczne, kreatywność, umiejętność stawiania zadań, taktyka, ale przede wszystkim zdolności przywódcze. – Bo „Piorun” to nie tylko test wytrzymałości, ale przede wszystkim elitarny sprawdzian przywództwa – dodaje.
W sumie przez cztery dni trwania kursu musieli pokonać ponad 30 km, zdobywać wodę i pożywienie – np. samodzielnie oprawić rybę. Jednym z ostatnich elementów był trwający godzinę crossfit, intensywny trening całego ciała prowadzony przez instruktora. Po tym wyczerpującym zadaniu niezwłocznie przechodzili do strzelnicy. Podczas poprzedniej edycji zdarzyło się, że jeden z uczestników po tym wycieńczającym treningu nie miał siły, aby przebiec do strzelnicy. Pomogli mu koledzy, którzy go tam przenieśli. Oddał wymaganą liczbę celnych strzałów i ukończył „Pioruna”.
– Ukończenie kursu to potwierdzenie wysokich kompetencji i przynależność do wąskiego grona żołnierzy, którzy sprostali jednemu z najtrudniejszych sprawdzianów w wojskach łączności – ocenia rzecznik 10 Wrocławskiej Brygady Łączności. W kwietniu to grono powiększyło się o kolejne siedem osób.
autor zdjęć: 10 Wrcoławska Brygada Łączności

komentarze