moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Komuniści chcieli wykorzystywać wojsko przeciwko cywilom

Czerwiec 1956 w Poznaniu, grudzień 1970 na Wybrzeżu, wprowadzenie stanu wojennego pod koniec 1981 roku – rządzący Polską komuniści kilkakrotnie wykorzystywali wojsko w akcjach przeciwko cywilom. Ale już po wydarzeniach poznańskich władze wiedziały, że nie mogą opierać się na armii, by tłumić opozycję demokratyczną. I dlatego powstało ZOMO.

28 czerwca 1956 roku Poznań stał się małym Stalingradem. – Wojsko tłumiąc protesty, sięgnęło po stosowaną tam taktykę – zauważa prof. Janusz Karwat, historyk wojskowości z poznańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Żołnierze działali kompaniami, które w decydującym momencie dzieliły się na dwie części. Jedna ostrzeliwała budynek, a kiedy ostrzał ustał, kolejna wchodziła do wnętrza, by dokładnie przeszukać poszczególne pomieszczenia. Dostali też rozkaz rozbijania tak zwanych gniazd ogniowych za pomocą czołgów i ciężkiej artylerii. Robotnicy, którzy kilka godzin wcześniej wychodzili z zakładów Cegielskiego (wówczas noszących imię Józefa Stalina), by protestować przed siedzibą Komitetu Wojewódzkiego PZPR, nawet nie przypuszczali, że pokojowa demonstracja przerodzi się w regularną rzeź.

Wojenne porządki

Protestujący porzucili stanowiska pracy o godzinie szóstej. Wkrótce dołączyli do nich pracownicy innych poznańskich zakładów. Sprzeciwiali się coraz cięższym warunkom pracy i decyzji ministerstwa przemysłu ciężkiego, które postanowiło nie wypłacać im premii. Wkrótce w tłumie pojawiły się pierwsze hasła wolnościowe i antysowieckie.

Kiedy na ulicach zrobiło się gorąco, wojewódzkie władze partii wymogły na wojsku obsadzenie budynków instytucji publicznych, między innymi banków, poczty, czy dworca. Na ulice wyjechały pierwsze czołgi. Ich załogi stanowili przede wszystkim podchorążowie z miejscowych szkół oficerskich. Żołnierze zostali entuzjastycznie powitani przez robotników. Niektórzy przeszli na stronę protestujących. I wtedy Biuro Polityczne w Warszawie postanowiło zdławić protest za pomocą regularnych oddziałów spoza Poznania, które właśnie ćwiczyły w Biedrusku i Wędrzynie. Wnioskował o to ówczesny minister obrony, sowiecki marszałek Konstanty Rokossowski. – W mieście pojawiło się 12 tys. żołnierzy i około 2 tys. pojazdów, w tym 420 wozów bojowych: czołgów i transporterów opancerzonych – przypomina prof. Karwat. Wojskowi usłyszeli, że oto niemieccy rewizjoniści wzniecają zamieszki, by oderwać Poznań od Polski i bezwzględnie należy temu zapobiec. Operacją osobiście dowodził wiceszef MON, gen. Stanisław Popławski.

Protest szybko został utopiony we krwi. Liczba ofiar sięgnęła 58. W przeważającej części byli to robotnicy. Rannych zostało 600–700 osób. – W sumie żołnierze wystrzelili 180 tys. pocisków – zaznacza prof. Karwat.

W Poznaniu po raz pierwszy w historii polskie wojsko zostało użyte do stłumienia cywilnej demonstracji.

Na kłopoty ZOMO

Tymczasem dla partyjnych funkcjonariuszy, którzy odpowiadali za resorty siłowe wnioski z Poznańskiego Czerwca były niewesołe. – Choć protest został zdławiony szybko, okazało się, że wojsko nie jest przygotowane do walki z tłumem – uważa prof. Antoni Dudek, historyk z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. – Czołgi nie nadają się do gonienia demonstrantów, ich obecność na ulicach może jedynie wywrzeć na nich psychologiczną presję – dodaje. Co więcej, przykład podchorążych, którzy bratali się z protestującymi pokazał, że do wojska nie można mieć stuprocentowego zaufania. Przecież w dużej części składało się ono z poborowych. Pozostawało jednak pytanie: co w zamian? – Na rozpędzanie demonstracji nie była gotowa również milicja. Mało kto o tym pamięta, ale w pewnym momencie funkcjonariusze zostali pozbawieni nawet pałek. Władzy za bardzo kojarzyły się one bowiem z kapitalistyczną opresją... – tłumaczy prof. Dudek.

Komuniści mieli co prawda Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego, którego członkowie po 1965 roku zasilili nowo tworzone Nadwiślańskie Jednostki MSW, ale w istocie były to formacje wojskowe. A oni potrzebowali jeszcze czegoś innego. –Poczucie to wzmocniły zamieszki w Bydgoszczy i Szczecinie, do których doszło pod koniec 1956 roku. Podczas drugiego z protestów z dymem poszedł nawet sowiecki konsulat – mówi prof. Dudek. – I dlatego właśnie władze powołały do życia ZOMO, które aż do wczesnych lat osiemdziesiątych składało się wyłącznie z zawodowych milicjantów – tłumaczy. Nowa formacja zadebiutowała niedługo później – podczas rozpędzania demonstracji spowodowanych zamknięciem tygodnika „Po Prostu”. Odtąd to właśnie ZOMO (Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej) miało trzymać w szachu buntujące się społeczeństwo. Wojsko pozostawało w odwodzie. Partyjna wierchuszka sięgała po nie dopiero wówczas, kiedy sytuacja stawała się naprawdę poważna.

Operacja na cywilach

Tak stało się w grudniu 1970 roku. W połowie miesiąca miały wejść w życie zaplanowane przez komunistów znaczne podwyżki cen artykułów spożywczych, przede wszystkim mięsa. Rządzący liczyli się ze społecznym niezadowoleniem, dlatego w stan gotowości zostało postawione wojsko i formacje podlegające resortowi spraw wewnętrznych. Decyzja została ogłoszona w sobotę 12 grudnia, a w poniedziałek rozpoczęły się protesty. Objęły one przede wszystkim Wybrzeże. Zastrajkowali stoczniowcy z Gdańska i Gdyni oraz pracownicy Zakładów Mechanicznych w Elblągu. Wkrótce stanął też Szczecin. Na ulicach miast odbywały się wielotysięczne protesty, dochodziło do zamieszek. Wojsko obstawiło stocznie. W czwartek zaczęło strzelać do demonstrantów. W sumie zginęło 45 robotników. Najwięcej, osiemnastu, w Gdyni. Tam kule dosięgły między innymi młodego stoczniowca Zbigniewa Godlewskiego, które koledzy ponieśli potem przez miasto na drzwiach. Dramatyczny moment został utrwalony w piosence, zaś Godlewski przeszedł do historii jako Janek Wiśniewski. Rany odniosło niemal 1200 osób.

W sumie na Wybrzeżu w akcję pacyfikacyjną zostało zaangażowanych ponad 25 tys. żołnierzy, którzy mieli do dyspozycji ponad tysiąc czołgów i transporterów opancerzonych. Operacją dowodził wiceszef MON, gen. Grzegorz Korczyński. Zgodę na użycie broni wydało Biuro Polityczne PZPR. Jednak, jak tłumaczył później ówczesny I sekretarz partii Władysław Gomułka, instrukcja mówiła, by strzelać najpierw w powietrze, potem w nogi demonstrantów. Dlaczego ofiar było tak wiele? Część nieumiejętnie oddanych salw odbijała się o bruk i rykoszetem dosięgała demonstrujących. Wielu żołnierzy i milicjantów strzelało jednak bezpośrednio do robotników. Zamieszanie najpewniej stanowiło efekt wewnątrzpartyjnych rozgrywek, które miały strącić ze stanowiska Gomułkę. Po masakrze został on zmuszony do dymisji i zastąpiony przez Edwarda Gierka.

Kilka lat później w Polsce zaczął dojrzewać kolejny kryzys. W 1980 roku powstała „Solidarność”. Komuniści nie mogli tolerować niezależnego od nich, kilkumilionowego ruchu i dlatego niemal od razu rozpoczęli przygotowania do jego rozbicia. – Wyciągając wnioski z poprzednich przesileń, postanowili się do tego solidnie przygotować – podkreśla prof. Karwat. A i tak przywódca partii gen. Wojciech Jaruzelski zdawał się nie do końca pewny swojej armii. Według rosyjskiego historyka Rudolfa Pichoi sondował, czy w razie, gdyby nie poradził sobie z rozbiciem „Solidarności” sam, mógłby liczyć na pomoc sowieckich towarzyszy. Ci mieli jednak odmówić. ZSRR był mocno zaangażowany w Afganistanie i nie chciał otwierać drugiego frontu.

Stan wojenny został wprowadzony w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku. – W operację była zaangażowana jedna trzecia ówczesnej armii – podkreśla prof. Karwat. Na ulice wyszło 70 tys. żołnierzy. Do dyspozycji mieli między innymi 1750 czołgów, 1400 pojazdów opancerzonych, pół tysiąca bojowych wozów piechoty. Zanim wybiła północ, wojsko wzięło udział w akcji „Azalia”, która polegała na zajęciu central telefonicznych i obiektów związanych z telewizją. Potem żołnierze pełnili funkcje patrolowe i pomocnicze wobec jednostek milicji. – Kiedy trzeba było spacyfikować jakiś strajk, najpierw pod bramami zakładu pojawiały się czołgi i transportery opancerzone. Była to swoista demonstracja siły, która w większości przypadków okazywała się skuteczna – podkreśla prof. Dudek.

Na około 200 strajków zorganizowanych po wprowadzeniu stanu wojennego, pacyfikacją zakończyło się 40. Z reguły w takich akcjach brało udział wojsko, ale jego rola była drugoplanowa. Tak stało się choćby w kopalni „Wujek”, gdzie czołgi przełamały mur i ogrodzenie, a żołnierze wrzucili do wnętrza petardy hukowe i w ten sposób utorowali drogę oddziałom milicji i ZOMO.

– Nie należy jednak zapominać, że armia była aktywna także w innym wymiarze. Na czele państwa stanęła Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, zostali wprowadzeni wojskowi komisarze, nastąpiła też militaryzacja aparatu partyjnego – wylicza prof. Dudek. Wprowadzenie stanu wojennego było największą operacją armii w dziejach PRL. Operacją, którą brytyjski historyk Norman Davies nazwał „najdoskonalszym zamachem wojskowym w historii nowożytnej Europy”.

Bez finału

Po zmianie ustroju w Polsce ruszyły śledztwa, a potem procesy przeciwko osobom odpowiedzialnym za operacje, w których przeciwko cywilom występowała między innymi armia. W większości przypadków nie zakończyły się one jednak wyrokami. Duża część oskarżonych zmarła przed ich ogłoszeniem. Upływ czasu uniemożliwił osądzenie kogokolwiek odpowiedzialnego za krwawe stłumienie protestów w Poznaniu. Wyroków skazujących uniknęli oskarżeni w sprawie masakry na Wybrzeżu generałowie Wojciech Jaruzelski i Tadeusz Tuczapski oraz ówczesny premier Stanisław Kociołek. Z wojskowych niższych rangą, którzy zasiedli na ławie oskarżonych wyroki więzienia w zawieszeniu usłyszeli Bolesław F., zastępca dowódcy 32 Pułku Zmechanizowanego, który blokował stocznię w Gdyni oraz Mirosław W., dowódca batalionu blokującego Stocznię Gdańską. Odpowiedzieli za „śmiertelne pobicia”.

W 2011 roku Trybunał Konstytucyjny orzekł, że stan wojenny został wprowadzony z pogwałceniem obowiązujących w Polsce przepisów. Spośród członków WRON sąd zdołał skazać jednak tylko gen. Czesława Kiszczaka, szefa MSW. W jego procesie zapadł wyrok czterech lat więzienia w zawieszeniu.

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: Andrzej Konarzewski / Forum

dodaj komentarz

komentarze


Żołnierz przed strażakiem i policjantem w Biegu o Nóż Komandosa
Drużyna Invictusa na starcie
Byliśmy i jesteśmy żołnierzami
W powietrzu, na wodzie i lądzie: studenckie drony walczą o nagrodę szefa MON-u
Constans historii
Rowerowe upamiętnienie poległych
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Terytorialsi sprawdzili się w akcji na „Baltic Pipe ‘26”
Nowy blok operacyjny w szpitalu w Tarnowie
Flanka pod strażą
Syreny wyją. Co robić?
Uratowali życie koledze z NATO
Rusza mały przegląd strategiczny
„Albatros” ćwiczy z NATO. Byliśmy na pokładzie
Mural na 65-lecie komandosów
Artylerzyści z Wielbarku
Zacięta rywalizacja o prymat w crossie
Cztery medale żołnierzy w strzelectwie, pływaniu i podnoszeniu ciężarów
Posłowie o Karcie Rodziny Mundurowej
Musimy powstrzymać agresora
„Gdynia” koło Jastarni
Bursztynowa Dywizja obroniła prymat w boksie
Dwukrotnie większa Daglezja u saperów z Dęblina
„Czterej pancerni i pies” w Żaganiu
Co warto wiedzieć o opiniowaniu?
MON zmienia system gotowości obronnej
Projekt KCD MED TAC dla cywilnych medyków
Ares kontra drony
Stulecie lotu Warszawa – Tokio
Komisja Obrony pozytywnie o budżecie na 2027
Saperzy wywieźli niewybuchy z centrum Wrocławia
„Blue Eye ‘26”, czyli: po pierwsze drony!
Medale żołnierzy w strzelectwie, judo i taekwondo
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Wirtualna wojna na AWL-u
Aplikacja wspomoże zdrowie psychiczne żołnierzy
Żołnierz podejrzewany o szpiegostwo
Bataliony Chłopskie – bojowe szeregi polskiej wsi
Gorący lipiec PKW Łotwa
Skąd nadleciał ukraiński dron?
Przedsiębiorcy chcą zbudować autopilota dla wojska
Wsparcie z powietrza
Ukraina kontra odrzutowe drony
Cywilne drony na służbie
Lotnicze „drzwi” transportowe
Odporni na kryzys
Nowa dostawa Homarów do Czarnej Dywizji
Mocne wsparcie dla Homara-K
Morscy lotnicy w akcji
Virtuti Militari czasu pokoju
Zbrojna prowokacja na granicy Łotwy
Sojusz ćwiczy operacje jądrowe
Wojna o dane
Drugie rozdanie SAFE
Eksperci o Rosji, NATO i broni jądrowej
Będzie więcej polskiej amunicji 155 mm
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Więcej zawodowców, ćwiczenia bez zmian
Bombowiec na dnie Bałtyku
„Zdrzałka” na pustyni
Więcej szwedzkich granatników w wojsku
Kormoran in the West
Wojna na satelitarnym łączu
Nowy wymiar laserowych ćwiczeń
Taktyczny robot miotany od PIAP-u
Co z wysługą po powrocie do wojska?
MON i Narodowy Instytut Onkologii podejmują współpracę
Uniewinniony za strzał na granicy
Ratunek dla rannego nadleciał z powietrza
Debiut Szkoły Orląt w „Orle”
Nowe Czarne Pantery w Braniewie
Nowe Kleszcze dla rozpoznania
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
Bezzałogowiec z Karwi – zestrzelony w czasie testów
Jastrzębie w NATO: część 2 debaty o polskich F-16
Najważniejszy temat dla Polski: bezpieczeństwo
Nocny ogień na Łotwie
Współdziałanie dla bezpieczeństwa
„Horyzont” przedłużony
Abordaż z polskim wsparciem
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Trwa zwycięska seria st. szer. Katarzyny Wasick
Miliardy z SAFE dla polskich firm zbrojeniowych
Ratunek pod ogniem
Serce Rosomaka
Ewakuacja medyczna pod ostrzałem
Wsparcie z morza
Litwini ćwiczą masową ewakuację obywateli
Dwie dekady na polskim niebie

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO