W nocy z 29 na 30 sierpnia 1944 roku Royal Air Force przeprowadził zmasowany nalot na Szczecin. Do ataku wysłano 403 czterosilnikowe Lancastery. W zadaniu tym uczestniczył 300 Dywizjon Bombowy „Ziemi Mazowieckiej”, który wystawił 11 załóg, ale tylko cztery z nich miały w składzie polskich lotników. Siedem pozostałych stanowili poddani Jego Królewskiej Mości.
Samoloty startowały pojedynczo i – zgodnie z zasadą działania nocnych bombowców – każdy z nich miał wykonać misję samodzielnie. Wynikało to z faktu, że ze względu na bezpieczeństwo załóg i możliwości obserwacji przestrzeni – loty w szyku w ciemnościach nie były wykonywane. W polskim dywizjonie pierwszy w powietrze o godz. 21.05 wzbił się samolot dowódcy jednostki, mjr. Teofila Pożyczki. Następne co minutę startowały w kolejności załogi st. sierż. Mariana Warchała, sierżanta Michała Wasilczuka i por. Wacława Wąsika. Za nimi na wyprawę wyruszyły załogi brytyjskie.
Aby uniknąć wczesnego wykrycia przez radary, wszystkie samoloty przemieszczały się nad Morzem Północnym lotem koszącym, na wysokości około 45 m. Po osiągnięciu 7 stopnia długości geograficznej wschodniej, czyli okolic zachodniego wybrzeża Jutlandii, wzbiły się na wysokość 4,8 tys. – 5,4 tys. m. Wyprawa została jednak wykryta i Niemcy wysłali przeciw niej myśliwce z Nachtjagdgeschwader (NJG) 3 i 7. Wyposażone w pokładowe radary samoloty myśliwskie były skuteczne w przechwytywaniu alianckich maszyn.
Lancaster w ogniu
Jedną z maszyn, które znalazły się w ogniu niemieckiego myśliwca, był Lancaster por. Wąsika. Stało się to niedaleko duńskiego wybrzeża, w okolicy Agger w północnej Jutlandii. Atakującym był dwusilnikowy myśliwiec rozpoznany jako Bf 110. Strzelcy pokładowi odpowiedzieli ogniem i albo trafili przeciwnika, albo zgubił on swoją ofiarę i nie zdołał jej odnaleźć. W zachowanych niemieckich dokumentach brak informacji o stratach tej nocy nad Danią, bardziej prawdopodobny jest zatem drugi wariant. Polacy nie mieli jednak nawet chwili wytchnienia, bo walkę zauważył inny niemiecki pilot i także ostrzelał Lancastera.
Strzelcy natychmiast odpowiedzieli ogniem. Ale tym razem niemiecki lotnik był skuteczny – wystrzelone przez niego pociski trafiły w zbiornik z paliwem. Eksplozja samolotu wyrzuciła pilota z kabiny, ale por. Wąsik na szczęście nie stracił przytomności i zdołał otworzyć spadochron. Wydaje się, że po wybuchu Lancastera poza maszyną znaleźli się także inni członkowie załogi, ale nie mieli oni założonych spadochronów. Była to częsta praktyka: podczas lotów bojowych członkowie załóg samolotów bombowych odpinali spadochrony, które utrudniały im poruszanie się po pokładzie samolotu.
W rejonie trafienia polskiego samolotu zwycięstwo nad czterosilnikową maszyną meldowało dwóch pilotów: Leutnant (porucznik) Appel z NJG 7 oraz Oberfeldwebel (starszy sierżant) Schmitt z NJG 7. Obaj operowali na myśliwcach Ju 88. Ze względu na lokalizację zgłoszonych zestrzeleń, Lancastera trafił, jak się wydaje, Schmitt.
Płonący samolot 300 Dywizjonu spadł do znajdującego się na południe od Alstrup zbiornika Lovns Bredning, będącego odnogą cieśniny Limfjorden na Jutlandii. Lancaster był cały zanurzony w morzu, ponad powierzchnię wystawały jedynie karabiny maszynowe tylnego strzelca. Choć samolot znalazł się w wodzie, rozlana na jej powierzchni benzyna paliła się do rana. A świadkowie twierdzą, że powracające do bazy niemieckie myśliwce ostrzeliwały płomienie.
Czterech odnalezionych
Ciało pierwszego członka załogi Lancastera o numerze PA163 i literach kodowych BH-M odnaleziono rankiem 31 sierpnia. Zostało wyrzucone na brzeg w okolicy Hvalpsund. Lotnik ubrany był w niebieski mundur lotniczy, skórzany hełm ze słuchawkami, maskę tlenową z mikrofonem i miał na sobie pasy spadochronowe (bez spadochronu) oraz żółtą kamizelkę ratunkową. Niemcy ze znajdującej się w pobliżu stacji radarowej zabrali zwłoki i umieścili w kaplicy w Hvalpsund. Po oględzinach stwierdzono, że lotnik zginął od pojedynczego pocisku, który trafił go w tył głowy u podstawy czaszki. Został pochowany 1 września na cmentarzu w Aalestrup jako nieznany aliancki lotnik, bo nie znaleziono przy nim żadnych dokumentów. Z czasem okazało się, że pierwszym odnalezionym członkiem polskiej załogi Lancastera był kpr. radiooperator Jan Stołowski.
Kolejne ciało odnaleziono 7 września. Natknął się na nie niemiecki patrol na brzegu fiordu niedaleko Alstrup. Por. nawigator Marian Prętkiewicz miał na sobie lotniczy mundur, pasy spadochronowe (bez spadochronu) i kamizelkę ratunkową. Znaleziono przy nim srebrną papierośnicę z zamoczonymi papierosami i fotografię żony. Oględziny sugerowały, że Prętkiewicz poniósł śmierć w wodzie. Oficer został pochowany obok kpr. Stołowskiego. Tydzień później, 14 września, na plaży koło miejscowości Gedsted, około 6 km od miejsca upadku Lancastera, Niemcy znaleźli na plaży ciało plut. mechanika pokładowego Waleriana Centa. Był ubrany tak samo jak Prętkiewicz. Został pochowany obok kolegów.
17 września z małego portu rybackiego w Sundstrup wypłynął na połów ryb kuter z kpt. Fruergaardem Jeppesenem. Kilka minut po opuszczeniu mola rybacy zauważyli unoszące się na powierzchni wody ciało. Był to mężczyzna w mundurze lotniczym i kamizelce ratunkowej, z twarzą w wodzie. Jeppesen zatrzymał kuter i wciągnął zwłoki na pokład, a następnie wrócił na przystań. Ciało spoczęło w tamtejszej kaplicy. Po oględzinach stwierdzono, że tym lotnikiem był plut. strzelec pokładowy Jan Mądracki. Ciało Polaka przewieziono do Aalestrup, gdzie spoczął przy swoich kolegach z załogi.
Trzy tygodnie po zestrzeleniu polskiego Lancastera, 20 września, na brzegu morza niedaleko wioski Gorup Niemcy odnaleźli kolejne ciało polskiego lotnika – plut. Zdzisława Kardasiewicza, tylnego strzelca. Był on ubrany podobnie jak pozostali lotnicy z załogi, a między mundurem i kamizelką ratunkową znaleziono łuski po pociskach. Jeszcze tego samego dnia został pochowany na cmentarzu w Aalestrup, obok pozostałych Polaków.
Losy ostatniego poległego członka załogi Lancastera PA163 pozostały nieznane. Sprawa się wyjaśniła dopiero po zakończeniu wojny, kiedy Duńczycy rozpoczęli oczyszczanie swoich wód terytorialnych oraz nadbrzeża z wojennych pozostałości. W lipcu 1945 roku ruszyły prace mające oczyścić okolice miejsca upadku polskiego bombowca. Samolot znajdował się 4–5 km od najbliższego brzegu, zanurzony w mule na głębokości 9 m.
Prace rozpoczęto od usunięcia znajdujących się na pokładzie bomb i odcięcia skrzydeł przez nurków. 26 lipca kadłub przyholowano do portu Hvalpsund i wyciągnięto z wody na molo. W przedniej wieżyczce znaleziono zwłoki lotnika, który siedział przy karabinach maszynowych (wciąż zwisały z nich pasy z amunicją, a na podłodze leżały łuski). Nogi i dolną część torsu miał unieruchomione, przygniecione fragmentami kadłuba. Prawdopodobnie z tego powodu nie znalazł się na zewnątrz samolotu, gdy ten eksplodował.
Mężczyzna ubrany był w lotniczy mundur, na głowie miał skórzany hełm ze słuchawkami i maską tlenową, a na nogach ciepłe lotnicze buty. Podobnie jak inni lotnicy miał założone pasy spadochronowe, ale bez spadochronu. Ciało przetransportowano do kaplicy pogrzebowej w Louns, gdzie przeprowadzono oględziny zwłok. Znaleziono mapy oraz nieprzemakalny, gumowy portfel, w którym znajdowały się banknoty francuskie, belgijskie, holenderskie i duńskie. Ustalono wtedy, że to plut. bombardier Józef Rutkiewicz. Polaka pochowano uroczyście 28 lipca 1945 roku, spoczął przy swoich kolegach.
Wszyscy polegli lotnicy zostali 1 lutego 1980 roku odznaczeni Srebrnymi Krzyżami Orderu Wojennego Virtuti Militari.
Dwukrotnie zestrzelony
Jedynym ocalałym członkiem załogi był pilot por. Wacław Wąsik. Siła eksplozji wyrzuciła go z samolotu, ale ponieważ miał założony spadochron, zdołał się uratować. Wyjaśnienie, dlaczego tylko on miał założony spadochron, jest proste: w przypadku zestrzelenia pilot powinien opuścić samolot jako ostatni, żeby koledzy mieli czas na ewakuację z maszyny. To oznacza, że pilot nie miał czasu, by szukać spadochronu i go zakładać, musiał go mieć na sobie.
Wąsik wylądował w zbiorniku Lovns Bredning, pozbył się spadochronu i ciężkich butów, a dzięki kamizelce ratunkowej udało mu się dopłynąć do brzegu. Po krótkim odpoczynku ruszył w kierunku kościoła w pobliskim Alstrup i skrył się na przykościelnym cmentarzu. Tam przypadkowo znaleźli go farmer Christen Byrialsen i jego córka. Zabrali Polaka do farmy Kristena Gravesena-Nielsena, gdzie otrzymał ubranie i charakterystyczne drewniane chodaki, by wtopić się w otoczenie.
Ponieważ Niemcy szukali zestrzelonych lotników, duński ruch oporu zdecydował o przeniesieniu Wacława Wąsika w bardziej bezpieczne miejsce. Polak dojechał do Drastrup rowerem. Jego dalsza trasa wiodła przez Aalborg i port Saby, skąd na pokładzie rybackiego kutra wyruszył w kierunku Szwecji. Ucieczka udała się i 21 października pilot ponownie zameldował się w 300 Dywizjonie.
Było to swoiste déja vu. Wąsik to jedyny polski lotnik, który został dwukrotnie zestrzelony nad zajętym przez Niemców terytorium i dwukrotnie uniknął pościgu, a następnie wrócił do Wielkiej Brytanii. Poprzednim razem jego załoga – także z 300 Dywizjonu Bombowego – w nocy z 27 na 28 kwietnia 1942 roku otrzymała zadanie zbombardowania Kolonii. Pilotowany przez Wąsika Wellington został jednak zestrzelony nad belgijskimi Ardenami, załoga się uratowała. Lotnicy udali się do Szwajcarii, ale wobec groźby internowania próbowali przedostać się do Wielkiej Brytanii poprzez Hiszpanię. Tam Wąsik został zatrzymany i osadzony w obozie, z którego wypuszczono
go dopiero pod koniec 1943 roku.
Z wyprawy na Szczecin nie wróciły 23 Lancastery. Spośród maszyn 300 Dywizjonu poza samolotem por. Wąsika do bazy nie powróciły jeszcze dwa inne, oba z brytyjskim personelem na pokładzie. Lancaster ED327 o literach kodowych BH-R, którego pilotował P/O (podporucznik) Harry Lupton, został zestrzelony przez niemiecki myśliwiec, a cała załoga zginęła w wodach Bałtyku. Lancaster LL947, BH-W, pilotowany przez F/O (porucznika) Davida Jonesa także został trafiony przez niemieckiego myśliwca, ale mimo poważnych uszkodzeń pilot zdołał dotrzeć do Szwecji. Tam, w okolicy Knäred, lotnicy wyskoczyli ze spadochronami i zostali internowani. Samolot spadł na las i nie wyrządził nikomu krzywdy.
Sylwetki lotników z Lancastera
WALERIAN CENT
Mechanik pokładowy, plutonowy Wojska Polskiego, Sgt RAF. Urodził się 7 czerwca 1912 roku w Ługańsku. Gdy Polska odzyskała niepodległość, rodzina przeprowadziła się do Łodzi. Tam ukończył Państwową Szkołę Rzemieślniczo-Przemysłową i we wrześniu 1932 roku wstąpił do wojska. Był mechanikiem 3 Pułku Lotniczego w Poznaniu. Brał udział w walkach podczas kampanii 1939 roku. Przedostał się do Rumunii, gdzie został internowany. Zdołał się stamtąd wydostać, trafił do Francji, a potem Wielkiej Brytanii, gdzie przeszedł szkolenie w wytwórni silników Merlin. Następnie został przydzielony do 305 Dywizjonu Bombowego. Ochotniczo zgłosił się do personelu latającego i w listopadzie 1943 rozpoczął kurs mechaników pokładowych. W styczniu 1944 przydzielono go do 300 Dywizjonu Bombowego.
MARIAN PRĘTKIEWICZ
Nawigator, porucznik WP, F/O RAF. Urodził się 28 grudnia 1907 roku w Lublinie. Po ukończeniu studiów ekonomiczno-handlowych był księgowym w wytwórni samolotów Plage & Laśkiewicz w rodzinnym mieście. Z czasem został księgowym w Lubelskiej Wytwórni Samolotów, z którą po wybuchu wojny ewakuował się na Węgry. Stamtąd przedostał się do Francji, a potem do Wielkiej Brytanii. Przydzielono go do 309 Dywizjonu Współpracy z Armią. Pod koniec 1941 został wysłany do Kanady na przeszkolenie w specjalizacji nawigatora. W maju 1943 przydzielono go do 304 Dywizjonu Bombowego. W sierpniu 1943 odszedł do polskiej Eskadry C w 138 Dywizjonie RAF, gdzie wykonywał zadania specjalne wspierające europejski ruch oporu. Następnie przydzielono go do 300 Dywizjonu Bombowego. Po przezbrojeniu jednostki w Lancastery przeszedł dodatkowe szkolenie na samolotach czterosilnikowych. W sierpniu 1944 został ponownie przydzielony do 300 Dywizjonu.
ZDZISŁAW KARDASIEWICZ
Strzelec pokładowy, plutonowy WP, F/Sgt RAF. Urodził się 5 grudnia 1914 w Warszawie. Był urzędnikiem Policji Państwowej. Podczas obowiązkowej służby wojskowej w 1 Pułku Lotniczym przeszkolił się na strzelca pokładowego. We wrześniu 1939 znalazł się pod sowiecką okupacją, wydostał się ze Związku Sowieckiego po podpisaniu układu Sikorski-Majski. Pod koniec 1941 roku przybył do Wielkiej Brytanii, po odświeżeniu umiejętności został przydzielony do 305 Dywizjonu Bombowego i w grudniu 1942 roku rozpoczął loty bojowe. Gdy w grudniu 1943 roku jednostkę przezbrojono w samoloty Mosquito, które nie miały miejsca dla strzelca pokładowego, przesunięto go do 300 Dywizjonu Bombowego.
JAN MĄDRACKI
Strzelec pokładowy, plutonowy WP, F/Sgt RAF. Urodził się 17 stycznia 1916 roku w Ksawerówce niedaleko Stanisławowa. Służbę wojskową odbył jako mechanik w 6 Pułku Lotniczym we Lwowie i w składzie jednostek tego pułku wziął udział w kampanii 1939 roku. Ewakuował się do Rumunii, a następnie do Francji. Po kapitulacji sojusznika przedostał się do Wielkiej Brytanii, gdzie został przydzielony do 305 Dywizjonu Bombowego. Latem 1942 roku zgłosił się ochotniczo do personelu latającego, na początku 1943 roku rozpoczął loty bojowe w swojej dotychczasowej jednostce jako strzelec pokładowy. W związku z przezbrojeniem jednostki w dwuosobowe lekkie samoloty bombowe Mosquito, został przesunięty do 300 Dywizjonu, w którym rozpoczął loty bojowe wiosną 1944 roku.
JÓZEF RUTKIEWICZ
Bombardier, plutonowy WP, F/Sgt RAF. Urodził się 25 października 1919 roku w Koziegłowach. Po kampanii 1939 roku przedostał się na Węgry, a następnie do Palestyny, gdzie był przydzielony do Brygady Strzelców Karpackich. Ponieważ przed wojną ukończył kurs szybowcowy, znalazł się w oddziale lotniczym, który zorganizowano w BSK. Do Wielkiej Brytanii dotarł pod koniec 1940 roku. W styczniu 1941 roku został przydzielony do 315 Dywizjonu Myśliwskiego: zgłosił się do personelu latającego. Przeszkolił się na bombardiera i latem 1943 roku został przydzielony do 300 Dywizjonu Bombowego. W nocy z 8 na 9 października 1943 roku jego samolot został celnie ostrzelany przez niemieckiego myśliwca, załoga odniosła rany. Pilotowi udało się jednak doprowadzić uszkodzonego Wellingtona do Wielkiej Brytanii. Po rekonwalescencji w 1944 roku powrócił do 300 Dywizjonu.
JAN STOŁOWSKI
Radiooperator, kapral WP, F/Sgt RAF. Urodził się 20 lutego 1921 roku w Podgórzu niedaleko Płocka. Do Wojska Polskiego zgłosił się w kwietniu 1940 roku we Francji. Po ewakuacji do Wielkiej Brytanii został przydzielony do 304 Dywizjonu Bombowego. Zgłosił akces do personelu latającego i przeszedł szkolenie jako strzelec-radiooperator. W październiku 1943 roku został przydzielony do 300 Dywizjonu Bombowego. Po przezbrojeniu jednostki w czterosilnikowe samoloty przeszedł dodatkowe szkolenie, z którego w sierpniu 1944 roku powrócił do 300 Dywizjonu.
WACŁAW WĄSIK
Pilot, kapitan WP, F/Lt RAF. Urodził się 13 marca 1916 roku w Dąbrowie Górniczej. W 1936 roku wstąpił do Szkoły Podchorążych Lotnictwa – Grupa Techniczna, którą ukończył w sierpniu 1939 roku. Przydzielony do 2 Pułku Lotniczego w Krakowie, z którym w 1939 roku ewakuował się do Rumunii. Przedostał się do Francji, a następnie do Wielkiej Brytanii. Tam przeszkolił się w pilotażu i na początku 1942 roku został przydzielony do 300 Dywizjonu Bombowego. W kwietniu 1942 roku, podczas swojego trzeciego lotu bojowego, został zestrzelony nad Ardenami. Przez Hiszpanię powrócił do Wielkiej Brytanii. Jako jedyny przeżył zestrzelenie Lancastera PA163. Przez Szwecję wrócił w 1944 roku do Wielkiej Brytanii, gdzie został pilotem transportowym w 301 Dywizjonie. Pozostał na emigracji, osiedlił się w USA. Zmarł 1 listopada 2000 roku w Kalifornii. Jego symboliczny grób znajduje się w rodzinnej Dąbrowie Górniczej.
autor zdjęć: Zdjęcia ze zbiorów Grzegorza Śliżewskiego

komentarze