moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Sonda dla Jastrzębia

Rząd Hiszpanii wydał zgodę na procedowanie w ramach wspólnych zakupów z Polską z programu SAFE, co najmniej siedmiu samolotów do tankowania i transportu Airbus A330 MRTT. Do 2030 roku Polska otrzyma cztery z nich – poinformował kilka dni temu wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Dlaczego pozyskanie takich samolotów jest tak ważne i jak przebiega procedura tankowania w powietrzu?

Najpierw trzeba przechwycić tankowiec, potem dosłownie wślizgnąć się pod jego brzuch, utrzymać stały dystans i prędkość – uzupełnianie paliwa w powietrzu to procedura wymagająca, choć jak przyznają piloci, emocje z nią związane szybko opadają. Zwłaszcza jeśli ćwiczy się regularnie.

Tankowiec Airbus A330 MRTT wystartował z Francji. Wleciał w polską przestrzeń powietrzną, dotarł do wskazanej strefy i zaczął krążyć. Wkrótce pojawiły się tam samoloty F-16 z 31 Bazy Lotnictwa Taktycznego na poznańskich Krzesinach. Uzupełniły paliwo i… ruszyły do kolejnych zadań. Kilka godzin późnej wróciły na macierzyste lotnisko. W tym czasie załoga Airbusa była już w drodze do Francji. Tak właśnie przebiegały jedne z wielu ćwiczeń sił powietrznych obydwu krajów.

REKLAMA

Słowo od boomera

– Tankowanie w powietrzu trenujemy regularnie, bywa nawet, że kilka razy w ciągu miesiąca. Każdy z pilotów musi przećwiczyć tę procedurę przynajmniej raz na pół roku – tłumaczy płk pil. Łukasz Gradziński, dowódca 31 BLT. A że Polska nie ma własnych tankowców, jest zdana na sojuszników – przede wszystkim Amerykanów i Francuzów. – W ostatnim czasie szczególnie dobrze układa nam się współpraca z tymi drugimi – przyznaje płk Gradziński. Powód? Używany przez Francuzów Airbus A330 może tankować samoloty bojowe na dwa sposoby: zarówno przy użyciu przewodu giętkiego, jak i sztywnej sondy. Myśliwce Rafale i Mirage, które wchodzą w skład francuskich sił powietrznych, korzystają tylko z pierwszej metody. Jeśli więc załoga tankowca chce przećwiczyć drugą z procedur, musi wejść w kontakt z sojusznikami. Choćby pilotami polskich Jastrzębi. I tak właśnie się dzieje.

A jak wygląda samo tankowanie? – To bardzo precyzyjna robota. Wystarczy wspomnieć, że gniazdo, do którego musi trafić wysuwany z tankowca przewód, ma średnicę ledwie 10 cm. A przecież wszystko odbywa się w ruchu, przy stosunkowo dużych prędkościach – podkreśla st. chor. Grzegorz Jung, który w 31 BLT pełni funkcję starszego technika klucza samolotu wielozadaniowego. To właśnie jego podwładni przygotowują F-16 do lotów. Wspólnie z pilotami sprawdzają działanie wszystkich systemów – również tych związanych z uzupełnianiem paliwa, jeśli taka procedura jest w planach misji.

Na ćwiczenia z tankowania Jastrzębie zwykle latają całym ugrupowaniem. Kiedy piloci poderwą już maszyny, muszą przede wszystkim namierzyć tankowiec. – Nawigator naprowadzania podaje nam jego pozycję. Po dotarciu do wskazanej strefy przechwytujemy ten samolot i nawiązujemy kontakt z tzw. boomerem. To członek załogi odpowiedzialny za operację przetaczania paliwa. Od tej chwili to właśnie on będzie nas prowadził – opisuje ppłk pil. Wojciech Kieczur, dowódca 6 Eskadry Lotniczej.

Ugrupowanie zajmuje pozycje na lewo od tankowca. Wkrótce też pierwszy w kolejce pilot rozpoczyna ostatnią fazę przygotowań do pobrania paliwa. – Otwiera wlot paliwa i wyważa samolot tak, by zachować stabilną pozycję. Następnie odrywa się od ugrupowania i rusza w stronę tankowca – tłumaczy płk pil. Gradziński. Procedura zwykle odbywa się na wysokości 20–25 tys. stóp, czyli 6–7,5 tys. metrów ponad ziemią, a latająca cysterna porusza się z prędkością około 300 w., inaczej mówiąc – mniej więcej 550 km/h. – Sama prędkość zbliżania jest niewielka – wynosi ledwie kilka węzłów. Wygląda to trochę tak, jakbyś dosłownie szedł w stronę drugiego samolotu, a potem zatrzymał się we wskazanym miejscu – zaznacza płk pil. Gradziński. W tym momencie prędkość obydwu maszyn zostaje zrównana. Boomer wsuwa sondę we wlot paliwa, który znajduje się w górnej części kadłuba F-16. Rozpoczyna się tankowanie.

Samoloty FA-50

Jastrząb może zabrać na pokład 12 tys. funtów, to jest około 6 t, paliwa. – Kiedy ruszamy na ćwiczenia, mamy w zbiornikach 2–3 tys. funtów, tak więc już w powietrzu pobieramy około 9 tys. W przypadku współpracy z A330 trwa to mniej więcej dwie minuty – wylicza dowódca 31 BLT.

W tym czasie pilot wpatruje się w zapalone pod kadłubem tankowca światła pozycyjne, a także wsłuchuje się w komendy boomera. Koryguje też położenie swojej maszyny. Sam boomer również na bieżąco operuje długością złącza. Po zakończeniu całego procesu F-16 odrywa się od cysterny i zajmuje pozycję na jej prawym skrzydle, czekając na kolejne samoloty ugrupowania. W ich przypadku procedura się powtarza. Kiedy wszystkie Jastrzębie są już zatankowane, wykonują zwrot i lecą do kolejnych zadań.

Jak mówi ppłk pil. Kieczur, na pierwszy rzut oka tankowanie wydaje się bardzo skomplikowaną operacją, ale takie nie jest. – Choć aby dojść do takiego wniosku, trzeba nabyć pewnej wprawy. Bo na początku faktycznie taki lot może przyprawić pilota o szybsze bicie serca… – dodaje.

Dyżur razy dwa

– Lot, nawet krótkotrwały, blisko tak wielkiego samolotu robi duże wrażenie. Dlatego wszyscy młodzi piloci są tym trochę zestresowani. I z reguły robią to samo: mocno ściskają drążek sterowy, napinają mięśnie… A tu trzeba się rozluźnić, bo tylko tak można wykonywać delikatne i precyzyjne ruchy, których wymaga ta operacja – zaznacza płk pil. Gradziński. A ppłk pil. Kieczur dorzuca: – Po kilku, kilkunastu lotach trema ustępuje.

Sprawa się jednak komplikuje, kiedy samolot trzeba zatankować w nocy. Tu, jak zgodnie przyznają lotnicy, stopień trudności znacząco rośnie. – Początkowo piloci ugrupowania lecą co prawda w goglach noktowizyjnych, ale przed samym tankowaniem należy je zdjąć i podchodzić do tankowca, kierując się wyłącznie jego światłami pozycyjnymi i komendami boomera – wyjaśnia płk pil. Gradziński. Operację może dodatkowo utrudnić kiepska pogoda – silna turbulencja, zamglenie, gęste chmury, które ograniczają widoczność horyzontu. Wówczas u pilota mogą wystąpić złudzenia wzrokowe, choć to oczywiście skrajny przypadek.

– Swoje pierwsze tankowanie zaliczyłem jeszcze podczas szkolenia w USA, w 2012 roku. Jak poszło? Chyba dobrze, choć pamiętam towarzyszące mu napięcie i trochę kwadratowe ruchy… – uśmiecha się ppłk pil. Kieczur. Od tamtej pory brał już udział w około setce podobnych operacji, zresztą tak jak płk pil. Gradziński. Jako piloci F-16 współpracowali nie tylko z francuskim A330, lecz także maszynami amerykańskimi – KC-10 czy KC-135. Wszystkie one różnią się od siebie, ale same procedury związane z tankowaniem, układ świateł, podajniki paliwa są zbliżone.

I tego właśnie piloci-instruktorzy uczą swoich młodszych kolegów. Samoloty FA-50 i M346, na których szkolą się przyszli piloci F-16, nie mają możliwości, by uzupełniać paliwo w powietrzu. Dlatego po raz pierwszy tego typu zadania lotnicy realizują dopiero wtedy, kiedy rozpoczną służbę w bazach na Krzesinach albo w Łasku. Tymczasem umiejętność tankowania w locie ma fundamentalne znaczenie. Z tego rodzaju udogodnienia od czasu do czasu korzystają na przykład piloci par dyżurnych, które strzegą nieba nad Polską. W ostatnim czasie wchodzące w ich skład samoloty są regularnie podrywane z lotnisk, choćby w reakcji na zmasowany ostrzał ukraińskich miast czy naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez drony z Rosji. – Taki dyżur w powietrzu trwa około dwóch godzin. Zatankowanie maszyny w powietrzu pozwala go wydłużyć dwukrotnie – przyznaje płk pil. Gradziński. Wówczas sama współpraca z latającą cysterną przebiega nieco inaczej niż podczas ćwiczeń, bo biorą w niej udział poszczególne samoloty – kiedy jeden pobiera paliwo, drugi kontynuuje patrol. Potem się zamieniają.

Tak więc Polska rozwija współpracę z sojusznikami, ale… nie zamierza na tym poprzestać. Już kilkanaście lat temu resort obrony zaczął się przymierzać do zakupu powietrznych tankowców. Ostatecznie program o nazwie „Karkonosze” został wpisany do „Planu modernizacji technicznej sił zbrojnych na lata 2021–2035”. Wśród rozważanych opcji był zakup Boeinga KC-46A Pegasus bądź Airbusa 330 MRTT. Wreszcie pod koniec grudnia 2025 roku wicepremier, minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz ogłosił, że zakup tankowców zostanie sfinansowany z unijnego programu SAFE. A to oznacza wybór opcji numer dwa.

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: 31 BLT, Andrzej Rogucki/23 BLT, Łukasz Zalesiński

dodaj komentarz

komentarze


Lekarz i żołnierz. Promocja oficerska na WAM-ie
Geran-5. Rakieta w cenie drona?
Miliardy dolarów na modernizację polskiej armii
„Nieustraszony orzeł”
Siła lądówki
Berlin: Rosja próbowała doprowadzić do zamachu na lotnisku
Od mikrodronów po daleki zasięg
Tajfun doda pewności
Od Warmate po F-16. Pokaz możliwości Wojska Polskiego
Abordaż z polskim wsparciem
Medale kajakarki, wspinaczki i spadochroniarek
Agresja na Polskę nie była „spacerem”
Mazurek Dąbrowskiego dla pływaczki „armii mistrzów”
Bezzałogowiec u wybrzeży Polski
Prezydencka wizyta na MSPO
Drony i czołgi, czyli nowa jakość prowadzenia działań
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Battalions of the Future
Krok w krok za Jastrzębiami
Polska z tarczą
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
Jest kompromis w sprawie rekompensat za broń dla Ukrainy
Priorytetem WOT jest dziś mobilność
Po medale na nartorolkach i w kajaku
Saperzy z Ukrainy potrzebują wsparcia
Z prądem i pod prąd
Wojskowe MMA dla terytorialsów
Kadeci będą uczyć się obsługi dronów
Pokazać ludzki wymiar służby na misji
Testy dronów dalekiego zasięgu. Można je usłyszeć lub zobaczyć
Autonomia w kosmosie
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
PZL P.11c – Pościgowy taran!
„Horyzont” przedłużony
Patriotyzm gospodarczy na MSPO
Finowie o bezpieczeństwie w Europie do 2040 roku
Wspólne manewry taktyczno-ratownicze
Hanwha ze statuetką „Dumny Weteran”
Kanada i Polska stawiają na współpracę obronną
Flanka pod strażą
„Wielka ucieczka” okiem historyka
Łzy na treningu to cena, jaką warto zapłacić za sukces
Orlik z nowymi możliwościami
Robot z Piorunami w Kielcach
Polska a broń jądrowa – mity i fakty
Współpraca i technologia – rusza „Czarny Obrońca”
Kolejna rosyjska prowokacja w powietrzu
Ciężki BWP będzie nosił nazwę Niedźwiedź
W Birczy o historii i bezpieczeństwie
Putin eskaluje. Tusk: Musimy być gotowi na najgorsze warianty
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Gorący lipiec PKW Łotwa
W wojsku nie wszystkie butelki z kaucją?
Pomorze ma potencjał
Moskwa w poszukiwaniu partnerów
Program SAFE w pytaniach i odpowiedziach
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Piechur, artylerzysta, lotnik i… hydraulik
PZL Mielec w planach MON-u
Technologie druku 3D dla wojska
Army Days – by lepiej poznać Wojsko Polskie
Radar P-18 PL i Gladius 2 z nagrodami MSPO

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO