Pracuje w cieniu, unika świateł reflektorów, a jego pomysły zmieniają łączność w polskim wojsku. Płk Tomasz Żyto to profesjonalista, który systemy teleinformatyczne 18 Dywizji Zmechanizowanej buduje z zegarmistrzowską precyzją. Laureat Buzdygana udowadnia, że nowoczesne pole walki wygrywa się nie tylko siłą ognia, ale przede wszystkim sprawnym przepływem danych.
Współpracownicy i przełożeni mówią o nim: profesjonalista w każdym calu, a do tego prawdziwy pasjonat. Chodzi własnymi ścieżkami, często pozostaje w cieniu, a z jego pomysłów korzysta nie tylko Żelazna Dywizja, lecz także cała armia.
– Dzień dobry, miło mi, ale teraz nie bardzo mogę rozmawiać... Najlepiej łapać mnie przed 6.00 rano albo po 19.00 – słyszę w słuchawce, kiedy dzwonię do niego, by porozmawiać o Buzdyganie. To potwierdzenie tego, co o płk. Tomaszu Życie mówili moi poprzedni rozmówcy – człowiek mocno zapracowany. Za chwilę zyskam też potwierdzenie innej opinii – o jego skromności. Oficer bowiem dorzuca: – To sytuacja mocno dla mnie krępująca. Na co dzień funkcjonuję w ukryciu. A tu nagle będę musiał stanąć w świetle reflektorów…
Faktycznie: sytuacja dla łącznościowca raczej nietypowa. A już na pewno dla człowieka takiego jak płk Żyto. – Kiedy jeszcze służył w Departamencie Informatyki i Telekomunikacji MON-u, przyjeżdżał do pracy rowerem. Odstawiał go, siadał przed komputerem i… znikał na długie godziny – opowiada gen. bryg. Piotr Chodowiec, szef Zarządu Kierowania i Dowodzenia P6 w Sztabie Generalnym WP, który z płk. Żyto zna się od przeszło 20 lat.
W podobnym tonie wypowiada się gen. dyw. Arkadiusz Szkutnik, do niedawna dowódca 18 Dywizji Zmechanizowanej. – Czasem nie widywałem go całymi dniami. Nie przychodził na odprawy, a ja nawet na to nie nalegałem. W gronie dowódców zdarzało nam się mówić, że łącznościowcy mają swój hermetyczny język, chodzą własnymi ścieżkami… Najważniejsze jednak, że robią swoją robotę. A Tomasz wykonywał swoją pracę jak mało kto – przyznaje generał.
Płk Żyto w 2007 roku trafił do MON-u, gdzie przez ponad dekadę brał udział w rozbudowie systemów łączności i informatyki. Jednocześnie pracował nad pierwszymi w polskiej armii rozwiązaniami z dziedziny cyberbezpieczeństwa. Ale to nie wszystko. – Dużym wyzwaniem stała się dla mnie praca przy organizacji szczytu NATO w 2016 roku – przyznaje oficer. Wówczas to do Warszawy zjechali przywódcy, ministrowie, wojskowi i dziennikarze z kilkudziesięciu państw. Na ich potrzeby należało stworzyć system teleinformatyczny – skuteczny i odporny na ingerencje z zewnątrz. – Pracy było tak dużo, że przez miesiąc praktycznie spałem na stadionie (PGE Narodowy, gdzie odbywał się szczyt) – wspomina płk Żyto.
Oficer piastował stanowiska w Departamencie Informatyki i Telekomunikacji, Inspektoracie Systemów Informacyjnych, przemianowanym następnie na Inspektorat Informatyki. Służbę w Warszawie zakończył siedem lat temu. Przeniósł się do Siedlec, gdzie formowana była 18 Dywizja Zmechanizowana. Zajął się tam mobilnymi systemami łączności. Niebawem jednak doszedł do wniosku, że pora żegnać się z mundurem.
– Kiedy w 2022 roku zaczynałem dowodzić dywizją, płk Żyto był w rezerwie kadrowej. Uznałem, że tak dobry fachowiec powinien zostać z nami i wystąpiłem do Sztabu Generalnego WP o stworzenie nowego etatu. Wkrótce pułkownik został asystentem szefa sztabu ds. łączności i informatyki. Było to pierwsze takie stanowisko w polskiej armii – przyznaje gen. dyw. Szkutnik. Jak dodaje, szybko utwierdził się w przekonaniu, że podjął dobrą decyzję.
Przed ćwiczeniami „Niedźwiedź ’22” – najważniejszym w roku testem 18 DZ, płk Żyto dostał zadanie, by od podstaw zbudować system łączności obejmujący wszystkie szczeble dywizji. – Dałem mu wolną rękę i się nie zawiodłem. Łączność działała jak w zegarku – wspomina gen. dyw. Szkutnik. Podobnie było podczas ćwiczeń „Żelazna Brama ’25”. – Przygotowywaliśmy się do nich przez kilka lat. Najpierw zgrywaliśmy drużyny w obrębie plutonu. Potem plutony przynależne do danego batalionu. Szliśmy coraz wyżej i wyżej, a Tomasz stosował mnóstwo nowatorskich rozwiązań. A kiedy ruszyliśmy w pole, na swoim stanowisku dowodzenia byłem w stanie odbierać obraz z każdego drona operującego na poziomie drużyny – opowiada były dowódca.
Zespół płk. Żyty odpowiadał za łączność 18 DZ podczas międzynarodowych ćwiczeń „Combined Resolve”. Manewry miały sprawdzić, czy polscy oficerowie są w stanie dowodzić brygadą amerykańskich wojsk lądowych, a to wymagało zespolenia systemów teleinformatycznych polskich i amerykańskich. I tu również wszystko zadziałało jak należy. Oficer miał także udział w ustawieniu łączności dla pododdziałów 18 DZ, posłanych na polsko-białoruską granicę.
System musiał tam współgrać z rozwiązaniami stosowanymi przez inne służby, by mundurowi mogli się ze sobą bez przeszkód komunikować. – Z wypracowanych wówczas rozwiązań korzystają kolejne zmiany żołnierzy zaangażowanych w operację „Bezpieczne Podlasie” – podkreśla gen. bryg. Chodowiec i dodaje: – Płk Żyto to nie lada fachowiec. I choć służy na szczeblu taktycznym, często zapraszam go na nasze odprawy. Bo jego pomysły są przenoszone na poziom całej armii.
Sam płk Żyto dodaje: – Moja dotychczasowa służba naznaczona była licznymi zawirowaniami. A Buzdygan utwierdza mnie w przekonaniu, że nigdy nie należy się poddawać.
autor zdjęć: Łukasz Kermel

komentarze