moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

„Wołyń”, czyli ludobójstwo w soczewce

„Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego dobrze odtwarza atmosferę i wydarzenia, które składają się na jedną z najstraszliwszych tragedii w historii Polski – mówi dr Leon Popek, naczelnik Wydziału Kresowego Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN. Dziś 74. rocznica Krwawej Niedzieli, podczas której ukraińscy nacjonaliści dokonali masakry Polaków mieszkających na Kresach.

 

Mówimy Wołyń, myślimy Wojciech Smarzowski?

W przypadku wielu osób, na pewno tak. Ostatnimi czasy ukazało się u nas sporo publikacji na temat ludobójstwa, którego ofiarą padli polscy kresowianie, ale żadna z nich nie dotarła do tak wielu odbiorców, jak film Smarzowskiego.

Z danych Stowarzyszenia Filmowców Polskich wynika, że tylko w kinach „Wołyń” obejrzało niemal półtora miliona widzów. Wielu zapewne dopiero wówczas usłyszało o tysiącach Polaków zamordowanych w 1943 roku na Kresach. Wiedzą o niej tyle, ile pokazał im Smarzowski. To dobre źródło?

Tak, film trzyma się historycznych faktów, dobrze odtwarza wydarzenia i atmosferę tamtych czasów...

Akcja rozgrywa się jednak w przestrzeni, która pozostaje niedookreślona. Owszem, wiemy, że to Wołyń, ale już nazwa miejscowości nie pada.

Zabieg ten czyni historię bardziej uniwersalną, podnosi ją na wyższy poziom, ukazuje sytuację społeczną oraz mechanizmy zbrodni, które pozostają wspólne dla tysięcy miejscowości na wschodzie dawnej Rzeczypospolitej. Smarzowski oparł scenariusz na opowiadaniach Stanisława Srokowskiego ze zbioru „Nienawiść” i wspomnieniach świadków tamtych wydarzeń. Niemal każda scena znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistych wydarzeniach.

Przykładem niech będzie napad Ukraińców na kościół, w którym akurat była odprawiana msza. Podczas rzezi wołyńskiej doszło do co najmniej pięciu takich przypadków. Smarzowski nawiązuje do wydarzeń z Kisielina w powiecie horochowskim, gdzie kilkadziesiąt osób zdołało schronić się na poddaszu plebanii i przez kilkanaście dni odpierało ataki dobrze uzbrojonej ukraińskiej sotni. Odrzucali wrzucane do ich kryjówki granaty, ciskali w upowców cegłami i kaflami z rozebranego pieca. Pożar zdołali ugasić własnym, zbieranym do wiader, moczem. Przetrwali, choć w samej wsi bojówki zamordowały około 80 osób.

Jesienią 1939 roku na Wołyniu rzeczywiście dochodziło do rozbrajania wracających z frontu polskich żołnierzy, do rabowania opuszczonych przez Polaków dworów. Żołnierze sowieccy byli witani chlebem i solą przez ludność ukraińską i żydowską. Dla Niemców Ukraińcy budowali bramy tryumfalne. Wszystko to znajduje potwierdzenie w dokumentach i wspomnieniach, i to nam Smarzowski pokazuje.

W filmie mamy też bezpośrednie nawiązanie do historycznej postaci i jej losów. Polski oficer, który udaje się na spotkanie z UPA i zostaje rozerwany końmi, to ppor. Zygmunt Rumel, poeta i delegat rządu polskiego. W przeddzień Krwawej Niedzieli, na polecenie swoich dowódców, podjął próbę zahamowania masakr. Tak jak bohater „Wołynia”, zrezygnował z obstawy i broni. I podobnie jak on zapłacił za to najwyższą cenę. Jedyna różnica między filmem a autentyczną historią polega na tym, że u Smarzowskiego jednemu z trójki Polaków udało się uciec, by potem opowiedzieć o zbrodni.

W filmie znalazła się też scena święcenia narzędzi gospodarskich, które potem wykorzystywano do zabijania. Wywołała ona pewne dyskusje. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” prof. Grzegorz Motyka, historyk, ceniony znawca stosunków polsko-ukraińskich stwierdził, że brak dowodów potwierdzających takie rytuały.

Trudno mi się z tym zgodzić. O święceniu noży i narzędzi gospodarskich mówią nie tylko Polacy, którzy ocaleli z rzezi. Takie praktyki zostały potwierdzone przez dokumenty kościelne i materiały Rady Głównej Opiekuńczej. Prawosławni i księża grekokatoliccy (tych było na Wołyniu niewielu, grekokatolicy mieli tam zaledwie cztery parafie) brali też udział w symbolicznych pogrzebach Polski. Takich, jak na początku filmu, kiedy duchowny składa do grobu biało-czerwoną flagę i godło. Czasami zakopywany był także drut kolczasty, żeby pokazać, że oto „umarła ciemiężycielka”.

Ale postawa ukraińskiego duchowieństwa nie była jednolita. U Smarzowskiego sekwencja, w której jeden z księży nawołuje w cerkwi do zabijania Polaków została przepleciona inną, gdzie pop wzywa do odrzucenia nienawiści i pokojowego współżycia. Część duchownych obrządku wschodniego sprzeciwiała się UPA, potępiała mordy, co więcej – pomagała Polakom przeżyć, broniła ich i ukrywała. Wielu zapłaciło za to najwyższą cenę. UPA, o czym często się zapomina, zabijała nie tylko Polaków, ale też mieszkańców innych narodowości: Czechów, czy potomków holenderskich osadników, a nawet Ukraińców, którzy sprzeciwiali się ich polityce. Ale oczywiście przytłaczająca większość ofiar to ich polscy sąsiedzi.

Smarzowski wiele uwagi poświęcił ukazaniu wołyńskiej codzienności. W pierwszych scenach widzimy na przykład drobiazgowo odtworzone obrzędy weselne. Ale w niektórych recenzjach pojawia się zarzut, że trochę jednak mija się z prawdą. Chłopi na przykład wcale tak dobrze nie znali języka swoich sąsiadów, Ukraińcy używali raczej flag banderowskich, a nie tych znanych dziś...

Nie do końca. Społeczności polska, ukraińska i żydowska przenikały się ze sobą. Ludzie wspólnie pracowali, zapraszali się na zabawy, bez względu na różnice wyznań prosili się na kumów, czyli chrzestnych – kumem u Ukraińców był na przykład mój pochodzący ze wschodu dziadek. Ich dzieci bawiły się razem po obejściach, od małego przesiąkali językiem, którego używał sąsiad.

Co do flagi. Ta ukraińska zawsze była błękitno-żółta i takiej Ukraińcy używali. Czerwono-czarny sztandar banderowców, który symbolizował krew i ziemię pojawił się nieco później, kiedy OUN i UPA zaczęły zdobywać na wschodzie coraz większe wpływy.

Twórcy filmów zwykle jednak dokonują pewnych skrótów, uproszczeń, choćby po to, by dzieło było bardziej spójne.

U Smarzowskiego jest jedna scena, w moim odczuciu niepełna. Pod koniec filmu błąkająca się po lasach główna bohaterka, Zosia wychodzi wprost na zabudowania, przed którymi stoją ukraińscy chłopi. Ci zauważają ją i coś krzyczą. Dziewczyna uchodzi z życiem za sprawą kolumny niemieckich żołnierzy. Oddział właśnie maszeruje przez wieś, a ona chroni się pomiędzy wehrmachtowcami. Już za wsią, jeden z oficerów wyciąga mapę i wskazuje Zosi dalszą drogę.

Podczas masakr na Wołyniu Polacy czasem szukali ratunku u Niemców. Część nawet  uciekała za Bug, do Generalnego Gubernatorstwa. A Niemcy niemal natychmiast zamykali ich w specjalnych obozach, by zaraz potem wysłać do Rzeszy na roboty przymusowe. Wielu Polaków o tym wiedziało, ale to był dla nich jedyny sposób, by ocalić życie.

Pewien niedosyt, ale z zupełnie innych powodów, pozostawia też scena finałowa. Jest ona pełna niedomówień. My, widzowie nie dowiadujemy się, co ostatecznie stało się z główną bohaterką. Możemy tylko domniemywać, że nie przeżyła. Tym bardziej że widzimy jak spotyka swojego ukochanego Ukraińca, który przecież wcześniej został zastrzelony przez sowieckiego oficera. Smarzowski pierwotnie planował inne zakończenie, ale z powodu braku czasu i pieniędzy musiał zrezygnować z niektórych scen. Z drugiej strony ta finałowa scena jest bardzo piękna i wymowna. Bo kto wywozi bohaterkę z piekła? Dobry Ukrainiec. Do tego przejeżdżają most. Wiem, że dzieje się tak nieprzypadkowo. Smarzowski był zafascynowany pomysłem grekokatolickiego duchownego z Lublina, ks. Stefana Batrucha. To z jego inicjatywy na granicy Polski z Ukrainą budowany jest co roku most pontonowy, którym mieszkańcy mogą przechodzić z brzegu na brzeg, spotykać się. Potem mosty są rozbierane, ale coś z tych spotkań w ludziach zostaje, są bliżej siebie...

***

Ludobójstwo na Kresach

Masowych morderstw Polaków zamieszkałych na wschodnich kresach dawnej Rzeczypospolitej dokonywały oddziały nacjonalistów z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) oraz ukraińskie chłopstwo. Był to zakrojony na szeroką skalę plan, który miał „oczyścić” te ziemie z osób innych narodowości. Ukraińcy liczyli, że będzie to wstęp do utworzenia jednolitego etnicznie państwa. Rzezie rozpoczęły się na Wołyniu, w pierwszych miesiącach 1943 roku. Apogeum osiągnęły 11 lipca, kiedy podczas tzw. Krwawej Niedzieli zaatakowano 99 zamieszkanych przez Polaków miejscowości. Zdaniem dr. Leona Popka w sumie podczas rzezi na Wołyniu zginęło 60 tysięcy Polaków. Ale na tym ludobójstwo się nie zakończyło. Kiedy Wołyń dogasał, mordy rozpoczęły się we wschodniej Małopolsce, w powiatach lwowskim, tarnopolskim i stanisławowskim, a potem na terenach obecnej Polski: na Lubelszczyźnie oraz Rzeszowszczyźnie. Na tej ostatniej dochodziło do regularnych walk z wyjątkowo silnymi tam polskimi oddziałami partyzanckimi. W sumie podczas konsekwentnie realizowanej czystki etnicznej Ukraińcy zabili około 150 tysięcy Polaków, pustosząc cztery tysiące ustoszono owsytańcza Armia - red.miejscowości.

dr Leon Popek – historyk, doktor nauk humanistycznych, naczelnik Wydziału Kresowego Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN, prezes Towarzystwo Przyjaciół Krzemieńca i Ziemi Wołyńsko-Podolskiej. Sprawą ludobójstwa na Kresach zajmuje się od lat 70., kiedy to rozpoczął zbieranie relacji ocalałych ofiar zbrodni. W latach 80. był jednym z inicjatorów postawienia pierwszego pomnika upamiętniającego rzeź wołyńską. Stanął on we wsi Ruda-Huta na Lubelszczyźnie. Dr Popek był konsultantem historycznym „Wołynia”.

Rozmawiał Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN

dodaj komentarz

komentarze

~skoczek
1499798040
Witam. Z okazji Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa, dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP warto zapoznać Polaków z tym materiałem. Zygmunt Maguza jeszcze jest z nami, warto zasięgnąć wspomnień z jego życia bo jest to prawdziwa lekcja historii. http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Przeglad_Historyczno_Wojskowy/Przeglad_Historyczno_Wojskowy-r2014-t15_(66)-n2_(248)/Przeglad_Historyczno_Wojskowy-r2014-t15_(66)-n2_(248)-s119-142/Przeglad_Historyczno_Wojskowy-r2014-t15_(66)-n2_(248)-s119-142.pdf Pozdrawiam Leszek Giergielewicz - JWK
B7-6A-AF-B5

Wsparcie z morza
Dwie dekady na polskim niebie
Najważniejszy temat dla Polski: bezpieczeństwo
Eksperci o Rosji, NATO i broni jądrowej
Wsparcie z powietrza
Constans historii
Artylerzyści z Wielbarku
Dwukrotnie większa Daglezja u saperów z Dęblina
Przedsiębiorcy chcą zbudować autopilota dla wojska
Abordaż z polskim wsparciem
Rowerowe upamiętnienie poległych
Uniewinniony za strzał na granicy
Zacięta rywalizacja o prymat w crossie
Więcej zawodowców, ćwiczenia bez zmian
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Terytorialsi sprawdzili się w akcji na „Baltic Pipe ‘26”
Bezzałogowiec z Karwi – zestrzelony w czasie testów
Cztery medale żołnierzy w strzelectwie, pływaniu i podnoszeniu ciężarów
Wirtualna wojna na AWL-u
Flanka pod strażą
Drużyna Invictusa na starcie
Co z wysługą po powrocie do wojska?
Nocny ogień na Łotwie
Stulecie lotu Warszawa – Tokio
Ewakuacja medyczna pod ostrzałem
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Bombowiec na dnie Bałtyku
„Albatros” ćwiczy z NATO. Byliśmy na pokładzie
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
Jastrzębie w NATO: część 2 debaty o polskich F-16
Wojna o dane
Żołnierz podejrzewany o szpiegostwo
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
„Blue Eye ‘26”, czyli: po pierwsze drony!
Skąd nadleciał ukraiński dron?
Ratunek pod ogniem
Nowe Kleszcze dla rozpoznania
Morscy lotnicy w akcji
Współdziałanie dla bezpieczeństwa
Ukraina kontra odrzutowe drony
Mocne wsparcie dla Homara-K
Rusza mały przegląd strategiczny
Posłowie o Karcie Rodziny Mundurowej
Nowa dostawa Homarów do Czarnej Dywizji
Byliśmy i jesteśmy żołnierzami
„Czterej pancerni i pies” w Żaganiu
Nowy blok operacyjny w szpitalu w Tarnowie
Ratunek dla rannego nadleciał z powietrza
MON zmienia system gotowości obronnej
Będzie więcej polskiej amunicji 155 mm
Nowy wymiar laserowych ćwiczeń
Litwini ćwiczą masową ewakuację obywateli
Drugie rozdanie SAFE
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Debiut Szkoły Orląt w „Orle”
Ares kontra drony
Uratowali życie koledze z NATO
Lotnicze „drzwi” transportowe
Żołnierz przed strażakiem i policjantem w Biegu o Nóż Komandosa
Co warto wiedzieć o opiniowaniu?
Kormoran in the West
Mural na 65-lecie komandosów
Medale żołnierzy w strzelectwie, judo i taekwondo
Projekt KCD MED TAC dla cywilnych medyków
Nowe Czarne Pantery w Braniewie
Saperzy wywieźli niewybuchy z centrum Wrocławia
„Zdrzałka” na pustyni
Zbrojna prowokacja na granicy Łotwy
Cywilne drony na służbie
Bataliony Chłopskie – bojowe szeregi polskiej wsi
Musimy powstrzymać agresora
Trwa zwycięska seria st. szer. Katarzyny Wasick
Syreny wyją. Co robić?
Wojna na satelitarnym łączu
MON i Narodowy Instytut Onkologii podejmują współpracę
„Horyzont” przedłużony
Taktyczny robot miotany od PIAP-u
Gorący lipiec PKW Łotwa
Sojusz ćwiczy operacje jądrowe

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO