To było sportowe wyzwanie, którego celem było oddanie hołdu poległym polskim i amerykańskim żołnierzom oraz okazanie wsparcia ich rodzinom. Ponad 800-kilometrowa trasa rajdu rowerowego prowadziła przez stan Illinois. – Każdy jechał ze swoim bliskim w sercu – mówi Lidia Kordasz-Garniewicz ze Stowarzyszenia Rodzin Żołnierzy Poległych „Pamięć i Przyszłość”.
Polscy i amerykańscy weterani wyruszyli na trasy w stanie Illinois, aby upamiętnić poległych kolegów w ramach dziesiątej edycji rajdu rowerowego Gold Star 500. Przedsięwzięcie zorganizowało amerykańskie stowarzyszenie Gold Star Mission, pielęgnujące pamięć o poległych żołnierzach z tego stanu. Do współpracy włączyła się Gwardia Narodowa z Illinois, której wielu żołnierzy ma polskie korzenie.
W tegorocznej edycji rajdu wzięli udział m.in. amerykańscy weterani i przedstawiciele rodzin poległych z USA, a także polscy żołnierze z Dowództwa Generalnego RSZ, Centrum Weterana Działań poza Granicami Państwa, uczniowie z Branżowej Szkoły I Stopnia im. Weteranów Działań Poza Granicami Państwa we Włoszakowicach oraz członkowie Stowarzyszenia Rodzin Poległych Żołnierzy „Pamięć i Przyszłość”. Każdy mógł wybrać, czy codziennie pokona na rowerze ponad 150 km, czy też będzie pracować jako wolontariusz w zespołach zabezpieczających przejazd rowerzystów.
Uczestnicy rajdu wyruszyli z Chester w stanie Illinois i po pięciu dniach jazdy zameldowali się na mecie w Streamwood na przedmieściach Chicago. Każdy z pięciu etapów zaczynał się wspólnym okrzykiem: „Always Remember – Never Forget!” oraz „Zawsze pamiętamy – nigdy nie zapominamy!”.
– Przez pięć dni przejechaliśmy 830 km. Sam prawdopodobnie nie zmusiłbym się do takiego wysiłku. W grupie jest inaczej. Wspieraliśmy się, motywowaliśmy i kilometrów ubywało – wspomina Mariusz Sybilski, kierownik Zespołu Edukacji i Tradycji w Centrum Weterana. Jak dodaje, każdy uczestnik rajdu miał przypiętą do roweru tabliczkę z nazwiskiem poległego, w intencji którego jechał.
Wczesne pobudki i męczące dni
Gdy codziennie o 4.45 rowerzyści przygotowywali się do wyruszenia w trasę, pierwsza grupa wolontariuszy była już w drodze, aby na odległym o 20–30 km przystanku przygotować dla nich przekąski i napoje. Drugi zespół mobilny jechał już na kolejny przystanek. Podczas każdego etapu rajdu było kilka takich postojów.
– Udział w rajdzie był sporym fizycznym wyzwaniem. Brałem w nim udział już po raz trzeci, więc wiedziałem, że czekają mnie wczesne pobudki, a dni będą dość męczące – wspomina syn ppłk. Grzegorza Kordasza, weterana z Kosowa, Iraku i Afganistanu, który zginął w 2016 roku. Michał Kordasz przejechał podczas rajdu ponad 240 km, a potem pracował jako wolontariusz i tłumacz, bo dobrze zna język angielski.
Na każdym z przystanków razem z innymi wolontariuszami wystawiał też tablice z portretami poległych polskich i amerykańskich żołnierzy. Słuchał, jak ich bliscy opowiadali, jakimi byli ludźmi, czym się interesowali i gdzie pełnili służbę. – Często myślałem o tacie, ale nie o stracie i żałobie. Byłem dumny, że jestem częścią społeczności Gold Star Mission. Organizacja ta przyjęła do swojego grona polskie rodziny, których bliscy polegli na misjach. Wspólnie ich wspominaliśmy, bo jesteśmy z nich dumni – przyznaje Michał Kordasz.
Wzruszające wspomnienia
Kierowcą jednego z busów, którym poruszali się polscy wolontariusze, był amerykański weteran. – Byliśmy zaskoczeni, gdy na kolejnym przystanku do wystawionych przez nas portretów poległych żołnierzy dołączył on tablicę z wizerunkiem kpr. Piotra Nity, który zginął w 2007 roku w Iraku podczas ataku na polski konwój – mówi Lidia Kordasz-Garniewicz, prezes stowarzyszenia „Pamięć i Przyszłość”. Jak się okazało, kierowca służył wówczas w amerykańskiej armii i był świadkiem tego tragicznego wydarzenia. Uczestnikiem rajdu była siostra kpr. Nity, Lidia Kuta, która ze wzruszeniem wysłuchała wspomnień weterana.
Jednak największe wrażenie na uczestnikach rajdu robiły wystąpienia rodzin poległych. Bliscy żołnierzy opowiadali historie z ich życia. Nie tylko opisywali okoliczności ich śmierci, lecz także wspominali radosne momenty. – W tych pełnych emocji chwilach wyrażali ból po stracie, ale i dumę z tego, że ich bliski poświęcił życie za ojczyznę – mówi Mariusz Sybilski.
Weterani armii USA wspominali podczas rajdu misje, w których brali udział. Jeden z nich, członek zarządu Gold Star Mission, obecnie pilot pasażerskich linii lotniczych i instruktor lotnictwa, opowiadał o służbie jako pilot samolotów-cystern. Uczestniczących w wydarzeniu uczniów ze szkoły we Włoszakowicach najbardziej zainteresowały szczegóły techniczne tankowania w powietrzu.
Misja trwa dalej
Na zakończenie rajdu Barry Tobias, prezes Gold Star Mission, napisał: „Rowerzyści się zatrzymali, ale misja trwa dalej. Dziękujemy każdej społeczności, szkole, weteranowi, ratownikowi, wolontariuszowi i wspierającemu, którzy pomogli nam upamiętnić historie naszych poległych w całym Illinois”. – Udział naszego stowarzyszenia w rajdzie rowerowym był możliwy dzięki wsparciu Fundacji PGZ – dodaje Lidia Kordasz-Garniewicz.
autor zdjęć: Strona organizatora raidu Gold Star Mission

komentarze