Wrak bombowca Avro Lancaster z czasów II wojny światowej spoczywa na dnie Bałtyku między portem w Gdyni a starą torpedownią. Odkrycia dokonali nurkowie z grupy Baltictech. Do wydobycia elementów maszyny przymierza się Muzeum Marynarki Wojennej. Samolot najpewniej został strącony latem 1944 roku podczas minowania portu w Gdyni.
Pierwsze wzmianki o bombowcu na dnie Bałtyku pojawiły się jeszcze w latach siedemdziesiątych. – Żołnierze wspominali, że podczas nurkowania w okolicach torpedowni natrafili na pozostałości maszyny z dwusterowym ogonem – wspomina Tomasz Stachura, szef grupy Baltictech, która zajmuje się badaniem bałtyckich wraków. Opowieści rychło jednak poszły w niepamięć. Odżyły niedawno, kiedy to na szczątki natknęli się nurkowie marynarki wojennej. Informację o nich przekazali członkom Baltictechu.
Ci do sprawy początkowo podchodzili z rezerwą, zwłaszcza że dno w tym rejonie zostało już przeskanowane kilkanaście lat temu. Co prawda sonar ze statku urzędu morskiego zarejestrował elementy jakiejś konstrukcji, ale eksperci widzieli w nich raczej pozostałości niewielkiej jednostki pływającej. – Tymczasem po tym, jak nasza ekipa dotarła na miejsce, okazało się, że rzeczywiście mamy do czynienia z samolotem – podkreśla Stachura.
Wrak spoczywa na głębokości 11 m, pomiędzy wejściem do portu w Gdyni a starą torpedownią. – Jest mocno zniszczony. Kadłub zachował się w niewielkiej części. W lepszym stanie są trzy silniki i łopaty śmigieł – relacjonuje Tomasz Zwara, jeden z nurków, którzy mieli okazję przyjrzeć się znalezisku z bliska. On też wziął na siebie główny ciężar identyfikacji samolotu i odtworzenia jego historii. – Na podstawie analizy zachowanych elementów można przyjąć, że to Avro Lancaster, brytyjski bombowiec z czasów II wojny światowej. Maszyny takie brały udział w nalotach na bazę Kriegsmarine w Gdyni, a także w minowaniu niemieckich portów – tłumaczy Zwara.
Nurek nawiązał kontakt z brytyjskimi pasjonatami, którzy gromadzą dane o operacjach RAF-u. Wojskowe raporty o stratach poniesionych w tej części Europy pozwalają wysnuć tezę, że bombowiec w okolicach Gdyni pojawił się w nocy z 26 na 27 sierpnia 1944 roku. Misja załogi polegała na zrzuceniu z pokładu min, które miały zablokować podejście do gdyńskiego portu. Był to element operacji „Gardening”, prowadzonej przez Brytyjczyków od kwietnia 1940 do maja 1945 roku, m.in. na Bałtyku i Morzu Północnym. Maszyna nie miała jednak szczęścia. Została zestrzelona – najpewniej przez obsługę małokalibrowej armaty, operującej z brzegu bądź pokładu jednego z niemieckich okrętów. Samolot wpadł do morza i poszedł na dno. Wszystko wskazuje na to, że siedmioosobowa załoga zginęła na miejscu.
– Ostateczna identyfikacja maszyny będzie możliwa po sprawdzeniu tabliczek znamionowych. Na pierwszym silniku takiego identyfikatora nie było. Kolejne dwa leżą w taki sposób, że tabliczki pozostają niewidoczne. Aby sprawdzić, czy w ogóle się zachowały, należałoby silniki poderwać z dna – tłumaczy Zwara. Być może w niedalekiej przyszłości do tego dojdzie. Wydobyciem elementów maszyny na powierzchnię wstępnie zainteresowane jest bowiem Muzeum Marynarki Wojennej. – Wygląda na to, że mamy do czynienia z niezwykle ciekawym zabytkiem techniki wojskowej. Nie jest on co prawda związany z marynarką wojenną, ale przecież nasze zbiory obejmują też artefakty innego pochodzenia. Eksponujemy na przykład silnik gwiazdowy bombowca B-25 Mitchell – mówi Tomasz Miegoń, dyrektor MMW. Placówka myśli o wzbogaceniu kolekcji. – Wcześniej jednak musimy przeprowadzić szczegółowe analizy. Musimy na przykład dowiedzieć się, jak postępować z silnikami, które przez kilkadziesiąt lat leżały w słonej wodzie. W jaki sposób zabezpieczyć je po ewentualnym wydobyciu na powierzchnię – dodaje dyrektor muzeum.
Avro Lancaster to ciężki czterosilnikowy bombowiec. Pierwsze takie maszyny do służby w RAF-ie trafiły w 1942 roku. Ich atutem była przede wszystkim ładowność. Każda z nich potrafiła pomieścić bomby o łącznej masie prawie 6,5 t. Lancastery przenosiły m.in. ogromnych rozmiarów bomby Tallboy, służące do niszczenia szczególnie ważnych celów punktowych – umocnień, schronów, składów amunicji. Waga pojedynczego Tallboya sięgała 5,5 t.
Podczas wojny brytyjskie lotnictwo używało dokładnie 7377 Avro Lancasterów. Wykonały one 156 tys. operacji bojowych. Z samolotów tego typu korzystali też lotnicy innych narodowości – choćby Polacy z 300 Dywizjonu Bombowego Ziemi Mazowieckiej.
autor zdjęć: Baltictech

komentarze