Platformy bezzałogowe stały się już nieodłącznym elementem współczesnego pola walki. W tej technologicznej rewolucji bierze udział także Wojsko Polskie, które rozbudowuje własne zdolności. Celem jest nie tylko pozyskiwanie nowego sprzętu, szybkie reagowanie na nowe trendy i koncepcje, lecz także odpowiednie przygotowanie żołnierzy do nowych zadań.
Gdy rankiem 24 lutego 2022 roku prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin ogłaszał rozpoczęcie specjalnej wojskowej operacji w Ukrainie, zarówno on, jak i jego generałowie, spodziewali się szybkiego zwycięstwa sił rosyjskich. Zresztą kremlowscy propagandyści lekceważyli możliwość ukraińskiego oporu, czego znakiem stały się memy o tym, że operacja rozpocznie się po śniadaniu, Kijów zostanie zdobyty po obiedzie, a wieczorem odbędzie się już defilada zwycięstwa na Chreszczatyku.
Naprawdę mało kto spodziewał się wtedy, że obliczona na trzy dni operacja cztery i poł roku później trwać będzie w najlepsze. Jednak absolutnie nikt nie był w stanie wtedy przewidzieć, że po takim okresie Ukraina będzie nie tylko nadal się bronić, ale też wyprowadzać poważne uderzenia na rosyjskie cele daleko poza linią frontu. Taka jest mniej więcej skala zmian, jakie zaszły w czasie krótszym niż połowa dekady.
Ale w ciągu dziesiątków miesięcy wojny w Ukrainie zmieniły się nie tylko sytuacja na froncie, lecz także środki prowadzenia walki. Symbolem tego konfliktu stały się rożnego typu bezzałogowe platformy, które zrewolucjonizowały sposób myślenia żołnierzy – od sztabowców po szeregowych. Ta rewolucja w mniejszym lub większym stopniu zaczęła promieniować także na inne kraje świata.
Front na wojnie rosyjsko-ukraińskiej rozciąga się na dystansie przeszło 1000 km. Zmienia się jednak powoli i w niewielkim zakresie. Żołnierze obydwu stron siedzą w okopach. Oddziela ich przeorana pociskami i zaminowana przestrzeń, gdzie prowadzenie jakichkolwiek działań pozostaje ekstremalnie trudne. Powód? Teren jest bacznie obserwowany z powietrza za pomocą dronów. Ich operatorzy mogą w razie potrzeby podać odpowiednie koordynaty artylerii albo samemu zaatakować przeciwnika. Ale wojna wcale nie zamknęła się w obrębie frontu. Obydwie strony, używając dronów dalekiego zasięgu, uderzają w cele usytuowane setki, a nawet tysiące kilometrów poza strefą codziennych walk. Dzięki bezzałogowcom wreszcie – zarówno tym powietrznym, jak i pływającym – Ukraińcy zdołali w znacznym stopniu zneutralizować przewagę Rosjan także na morzu.
Drony w działaniu
Wykorzystanie dronów w działaniach zbrojnych to nie nowość, armie sięgają po nie od kilku dekad. W ostatnich latach użycie bezzałogowców wyraźnie jednak wzrosło. Wystarczy wspomnieć Amerykanów, którzy za pomocą uzbrojonych platform MQ-1 Predator i MQ-9 Reaper uderzali w cele na terytorium Afganistanu, Somalii czy Iraku. Był to element szeroko zakrojonej walki z terroryzmem. Bodaj najgłośniejszym tego typu zdarzeniem stał się zamach na irańskiego generała Ghasema Solejmaniego, który odpowiadał za organizację i wspieranie szyickich bojówek. Wojskowy zginął w styczniu 2020 roku, po uderzeniu drona na lotnisku w Bagdadzie. Bezzałogowce w dużej mierze pomogły też armii Azerbejdżanu pobić separatystyczne wojska Ormian w wojnie o Gorski Karabach w 2020 roku.
Wojna ukraińsko-rosyjska wyniosła jednak użycie dronów na niespotykany wcześniej poziom. Bezzałogowce zaczęto wykorzystywać powszechnie i masowo, na wszystkich szczeblach funkcjonowania sił zbrojnych – nie tylko strategicznym czy operacyjnym, ale też taktycznym. Z myślą o ich pozyskiwaniu i maksymalnie efektywnym wykorzystaniu armie obydwu stron stworzyły specjalne struktury. Ukraińcy w czerwcu 2024 roku powołali własne siły systemów bezzałogowych. To odrębny rodzaj sił zbrojnych, w dużym stopniu zdecentralizowany i otwarty na współpracę z rożnego typu start-upami. Dzięki zminimalizowaniu biurokratycznych procedur oddziały są w stanie w krótkim czasie testować i pozyskiwać zupełnie nowe rozwiązania, reagując na zmieniające się warunki na froncie. Decyzje o pozyskiwaniu i testowaniu nowych rozwiązań nierzadko zapadają już na szczeblu batalionu. – Ukraińscy oficerowie wyjaśniali mi, że po rozpoczęciu w lutym 2022 roku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji drony często kupowały stowarzyszenia i inne organizacje społeczne, a następnie przekazywały je jednostkom Sił Zbrojnych Ukrainy w formie darowizn. Pozwalało to znacznie szybciej dostarczać sprzęt na front niż w ramach standardowych procedur zakupowych – wyjaśnia płk dr hab. Tadeusz Zieliński, prorektor ds. naukowych Akademii Sztuki Wojennej. Siły zbrojne Ukrainy ten proces usystematyzowały, zachowując jednak samą ideę: zakupy mają być proste i szybkie.
Rosjanie postawili na rozwiązanie bardziej scentralizowane. Powołali Wojska Systemów Bezzałogowych, które obecnie liczą przeszło 100 tys. żołnierzy i korzystają z masowej produkcji państwowego przemysłu. Specjaliści z Rosji wypracowali też ściśle określony model ich użycia, zwany linią dronów. Określa on dokładnie, w jakich okolicznościach poszczególne pododdziały powinny sięgnąć po określone środki rozpoznania i rażenia. Funkcjonalność obydwu rozwiązań jest weryfikowana na bieżąco – na polu walki.
Multiplikowanie możliwości
Największe zmiany spowodowane masowym użyciem systemów bezzałogowych są obecnie widoczne na poziomie taktycznym. – Kluczowe jest tu pojęcie battlefield transparency, czyli zwiększonej przejrzystości pola walki. Nie oznacza ono pełnej wiedzy o przeciwniku. Chodzi o to, że wskutek masowego użycia dronów i innych sensorów ruch, koncentracja oraz przygotowania wojsk przeciwnika mogą być wykrywane znacznie szybciej niż dotychczas – podkreśla płk dr hab. Zieliński. Zwiększona możliwość obserwacji pola walki wymusza zmianę sposobu działania wojsk. – Coraz trudniej dokonać tradycyjnego ześrodkowania większych sił. Rośnie znaczenie mniejszych, rozproszonych i bardziej mobilnych pododdziałów, częstych zmian położenia oraz maskowania. Nie oznacza to rezygnacji z koncentracji wysiłku, lecz zmianę jej formy. Siły mogą pozostawać rozproszone, natomiast w wybranym miejscu i czasie koncentruje się efekty ich działania – wyjaśnia ekspert. Zaraz jednak dodaje, że wszelkie poglądy degradujące rolę wojsk pancernych, zmechanizowanych, artylerii czy lotnictwa są błędne. – Zintegrowane z tymi wojskami systemy bezzałogowe mogą znacząco zwiększyć ich skuteczność: prowadzić rozpoznanie, szybciej przekazywać dane o celach, korygować ogień oraz zwiększać precyzję i tempo rażenia – zaznacza.
Zgadza się z tym dr hab. inż. Marian Łopatka, profesor WAT-u, dyrektor Instytutu Robotów i Konstrukcji Maszyn Wojskowej Akademii Technicznej: – W miarę rozwoju technologii platformy bezzałogowe będą w stanie realizować coraz więcej niebezpiecznych oraz wyczerpujących misji i zadań –, wskazuje ekspert. I wylicza: – Pozwalają one na zminimalizowanie ekspozycji i zagrożenia dla personelu wojskowego. Zwielokrotniają też siły personelu, zwłaszcza w trakcie działań siłami rozproszonymi. Odciążają ponadto personel od żmudnych czynności wymagających często wysokiej koncentracji.
Jest jednak oczywiste, że samymi maszynami nie da się walczyć. A systemy bezzałogowe nie zastąpią pozostałych komponentów sił zbrojnych. –Najwyraźniej widać to na poziomach operacyjnym i strategicznym – przekonuje płk dr hab. Tadeusz Zieliński. Bo ujmując rzecz brutalnie – same drony nie zajmą i nie utrzymają określonego terytorium. Do tego nadal potrzebne są wojska lądowe. – Muszą być one zorganizowane, wyposażone i wyszkolone tak, by działać w warunkach stałej obserwacji oraz zagrożenia ze strony systemów bezzałogowych przeciwnika. Bezzałogowce są więc ważnym elementem zintegrowanego systemu walki, ale nie jego samowystarczalnym zamiennikiem – podkreśla płk dr hab. Tadeusz Zieliński.
I tu kłaniają się wszelkiego rodzaju systemy antydronowe – od radarów i szybkostrzelnych działek po urządzenia do prowadzenia walki radioelektronicznej, którymi armie nasycane są w coraz większym stopniu. Jednocześnie eksperci robią wszystko, by z rąk przeciwnika – czy to potencjalnego, czy faktycznego – wytrącić i ten atut. Oddziaływaniu zagłuszarek wymykają się na przykład drony prowadzone na światłowodzie. Te jednak siłą rzeczy mają mniejszy zasięg operacyjny.
Wojna w Ukrainie nie przekreśliła roli tradycyjnych systemów uzbrojenia, a jednak otworzyła drzwi do zupełnie nowej rzeczywistości. Państwa śledzące ten konflikt z boku nie mogą pozostać na ten fakt obojętne. Dotyczy to zwłaszcza krajów przyfrontowych – w tym Polski.
Testy i rekomendacje
Polska armia przechodzi dronową rewolucję. – Nie będzie bezpiecznej Polski bez armii dronów […]. We wszystkich domenach, we wszystkich jednostkach, każdy żołnierz Wojska Polskiego będzie miał styczność z dronami – wskazywał wiosną 2025 roku wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak- Kamysz. Zmiany już zachodzą, a o ich skali świadczą proste liczby. – W 2023 roku na systemy bezzałogowe w polskim wojsku wydawaliśmy 100 mln złotych. W 2026 roku na drony i systemy antydronowe wydamy łącznie 25 mld złotych – podkreślał w lipcu wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk.
Siły Zbrojne RP wykorzystują kilkadziesiąt rożnego typu dronów – od niewielkich FPV po solidnych rozmiarów Bayraktary, które stacjonują w istniejącej od dekady 12 Bazie Bezzałogowych Statków Powietrznych w Mirosławcu. Mamy drony rozpoznawcze i bojowe, operujące w powietrzu, na morzu i pod jego powierzchnią. Trwa proces pozyskiwania zaawansowanych technologicznie bezzałogowcow lądowych i… systemów antydronowych. Jednocześnie, wzorem Ukrainy, w Dowództwie Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych powołany został Inspektorat Wojsk Bezzałogowych Systemów Uzbrojenia (IWBSU).
Armia krok po kroku tworzy rozbudowany i spójny system, który ma obejmować procedury związane zarówno z testowaniem i zakupami dronów, szkoleniem żołnierzy, jak i funkcjonowaniem bezzałogowców w strukturach pododdziałów, a co za tym idzie – ich użyciem na polu walki. A Inspektorat ma stać się tutaj swego rodzaju zwornikiem, katalizatorem, który wesprze i przyspieszy ten proces.
– Pracy przed nami ciągle sporo – przyznaje gen. bryg. Witold Bartoszek, który od początku października stoi na czele IWBSU. I dodaje, że jednym z podstawowych wyzwań jest uproszczenie procedur związanych z pozyskiwaniem sprzętu i jego późniejszym wykorzystywaniem. Dotyczy to zwłaszcza prostych dronów rozpoznawczych i uderzeniowych. Dowódcy jednostek, jak zauważa, muszą dostać więcej swobody. – Chodzi o to, by do pewnego stopnia mogli samodzielnie budować i uzupełniać zasoby. Dostosowywać je do własnych potrzeb, oczywiście przy naszym wsparciu – podkreśla gen. bryg. Bartoszek. Słowem: przepisy i doktryny powinny być na tyle pojemne, by nie ograniczać kreatywności żołnierzy.
Ważne jest również skrócenie łańcucha dostaw, a jednocześnie powiększenie palety dostawców. – W związku z tym, że prywatny sektor technologii bezzałogowych systemów, z uwzględnieniem wielu startupów, intensywnie rozwija się w naszym kraju, grzechem byłoby nieuwzględnianie polskich nowinek technologicznych w obszarze deep-tech, sztucznej inteligencji czy zarządzania procesami wielodomenowo – mówi generał. Jednocześnie wojsko musi rozwijać własne kompetencje związane z budową bezzałogowców. Żołnierze wybranych jednostek uczą się już składać proste drony w technologii 3D. Wojskowe uczelnie tworzą własne laboratoria. – Należy jednak te działania zsynchronizować, rozwinąć i upowszechnić – podkreśla gen. Bartoszek.
To kwestia nie tylko wypełniania luk po ewentualnych stratach na froncie, ale też szybko zmieniającej się technologii. Dotyczy to zwłaszcza niewielkich konstrukcji, których ewolucja postępuje w błyskawicznym tempie. W tym kontekście kluczowa okazać się może wydana przez Ministerstwo Obrony Narodowej decyzja nr 123. W jaki sposób działa? W skrócie: armia formułuje zapotrzebowanie, ogłasza je, a w ślad za tym zgłaszają się do niej firmy. Inspektorat powołuje zespół, który wstępnie ocenia poszczególne propozycje, przygotowuje metodykę testów i wskazuje jednostkę, która je przeprowadzi. A kiedy testy się zakończą, opracowuje raport i wysyła rekomendację do ministra. I to po jego stronie leży decyzja o wszczęciu przyspieszonej procedury zakupowej. W 2025 roku Inspektorat zdążył przeprowadzić jeden test małego systemu bezzałogowego na potrzeby szkoleń. Zakończył się on zakupem. W tym roku powstało już kilka innych raportów. Pod okiem Inspektoratu prowadzone były testy bezzałogowych systemów lądowych, rozpoznawczych systemów ISR (Intelligence, Surveillance and Reconnaissance, czyli wywiad, obserwacja i rozpoznanie) i niewielkich dronów FPV. Do ministra powędrowały trzy kompletne rekomendacje.
Odrębną kwestią jest znalezienie w strukturze Wojska Polskiego miejsca dla wojsk dronowych. Pomysłem na to jest testowana w dwóch brygadach zmechanizowanych nowa organizacja batalionu Model 44. Przewiduje ona, że jedną z czterech kompanii bojowych zastąpi kompania bezzałogowych systemów uzbrojenia.
Szeroka implementacja dronów, w zgodnej opinii ekspertów, będzie miała fundamentalny wpływ na działanie armii. Dzięki bezzałogowcom na przykład nawet niewielki pododdział może przeprowadzić rozpoznanie i uderzenie poza linią horyzontu. Wszystko to modyfikuje tzw. punkty styczności. A mówiąc inaczej: odsuwa od siebie walczące strony – na odległość kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu kilometrów. Nadal też prawdopodobnie będzie rosła możliwość wykonywania głębokich uderzeń za linią przeciwnika.
Trwa rewolucja
Równie ważna kwestia to przygotowanie kadr i szkolenie – nie tylko poszczególnych żołnierzy, ale także całych pododdziałów. Chodzi o nabywanie wiedzy o możliwościach, jakie dają technologie bezzałogowe, oraz o metodach obrony i ochrony przed nimi.
O tym, jak istotne jest właściwe przygotowanie, świadczą przypadki z ćwiczeń i symulacji prowadzonych w warunkach poligonowych. Wymowny był przypadek odbywających się wiosną ćwiczeń „Combined Resolve”, gdy doświadczeni w bojach ukraińscy operatorzy bezzałogowców bez większych problemów wykryli, a następnie zasymulowali zniszczenie całej amerykańskiej brygady pancernej z 1 Dywizji Kawalerii. Scenariusz walk kilkakrotnie powtarzano i za każdym razem straty Amerykanów były poważne, choć mieli oni własne systemy bezzałogowe i specjalistyczny sprzęt do zwalczania dronów przeciwnika.
Wyszkolenie i zdobywanie doświadczenia są istotnymi elementami wdrażania systemów bezzałogowych, ale nie jedynymi. Ich wprowadzanie to bowiem proces wymagający ciągłych zmian w bardzo wielu dziedzinach. Przekonuje o tym dr hab. inż. Marian Łopatka: – Chodzi na przykład o dostosowanie taktyki działania wojsk: ona powinna się zmieniać wraz z pojawiającymi się nowymi możliwościami technologicznymi. Bezzałogowce rozwijają się bowiem bardzo dynamicznie i właściwie każdy miesiąc przynosi nowe pomysły i rozwiązania – mówi. Przykładem są nowe, szybsze drony wykorzystujące napęd odrzutowy albo drony hakerskie. Właściwej reakcji wymaga także np. stosowana na frontach wojny rosyjsko-ukraińskiej taktyka tzw. saturacji, czyli przeciążania obrony przeciwlotniczej przeciwnika dużą liczbą celów. Ekspert zauważa także, że istotnymi elementami całościowego wykorzystania platform bezzałogowych są systemy wymiany informacji, dowodzenia oraz organizacji ugrupowania bojowego.
Eksperci zwracają uwagę na jeszcze inny aspekt – nawet w przypadku niewielkich platform potrzebujemy solidnego zaplecza logistycznego. Ktoś musi drona dostarczyć na pole bitwy, ktoś inny sprawdzić warunki meteorologiczne, jeszcze inni specjaliści odpowiadają za jego obsługę techniczną: serwis, utrzymanie. Budując armię dronów, należy o to zadbać. Ale i to nie wszystko. Dr hab. inż. Marian Łopatka zauważa, że wyzwaniem pozostaje także konieczność dostosowania obowiązującego systemu prawnego do nowych wyzwań w taki sposób, by regulował on zasady użycia systemów bezzałogowych, ale nie ograniczał przy tym ich rozwoju. Kwestie prawne są istotne np. w zakresie technologii bezzałogowych wykorzystujących sztuczną inteligencję do autonomicznej decyzji o zniszczeniu celu. W Ukrainie takie systemy już działają, są używane do detekcji i niszczenia rosyjskich dronów uderzeniowych. – Systemy bezzałogowe mają być systemami wspomagającymi, kluczowe decyzje powinien podejmować człowiek – podsumowuje ekspert.
Z mieczem i tarczą
Swoisty przykład tego, jak może wyglądać zintegrowany system obrony wykorzystujący platformy bezzałogowe, stanowi program „Tarcza Wschód”. Rola systemów bezzałogowych jest tu bardzo szeroka. Mówił o tym wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz podczas sierpniowego podsumowania dwóch lat istnienia programu: – To z jednej strony poruszające się po lądzie bezzałogowce Kuna, mogące oddziaływać rożnego rodzaju efektorami, np. karabinami maszynowymi, ale również służące do transportu i ewakuacji. Pojazd minowania narzutowego Baobab, również zakupiony z programu SAFE, czy Gladiusy – to wszystko produkty polskie – wymieniał szef MON-u.
Istotnym elementem pozostają także drony rozpoznawcze i obserwacyjne. Działają one w sposób zintegrowany z siecią sensorów naziemnych, a pozyskiwane przez nie dane są przekazywane bezpośrednio do systemów zarządzania ochroną granicy (np. do platform klasy PSIM – Physical Security Information Management, integrujących setki rozproszonych sensorów w jeden spójny obraz sytuacji operacyjnej). To jednak nie koniec. W sierpniu 2026 roku został zainicjowany program „Wschodni miecz”, który będzie realizowany w ramach „Tarczy Wschód”. Akcentuje on potrzebę budowy zdolności dalekiego i precyzyjnego rażenia na dystansach powyżej 1000 km. Będzie tu miejsce także dla dronów dalekiego zasięgu.
Dla Wojska Polskiego szerokie wykorzystanie systemów bezzałogowych jest rodzajem nowego otwarcia – mowa bowiem o technologii, która rewolucjonizuje współczesne pole walki. Wyzwaniem jest nie tylko efektywne pozyskiwanie nowego sprzętu zgodne z zapotrzebowaniem, szybkie reagowanie na nowe trendy i koncepcje, ale także troska o należyte przygotowanie personelu do nowych zadań. Fala zmian już jednak ruszyła. I dobrze, bo bez systemów bezzałogowych skutecznych działań operacyjnych nie da się już dziś prowadzić.
autor zdjęć: USMC, 8 FOW, Łukasz Krasowski/16 DZ

komentarze