W przeciwnika uderzyły roje dronów, bezzałogowiec naziemny minował pole i raził ogniem karabinu maszynowego, Rosomaki i czołgi Leopard 2PL rozpoczęły ostrzał z armat. Żołnierzom na lądzie wsparcie z powietrza zapewniły myśliwce F-16 i śmigłowce Apache. Czarna Dywizja zaprezentowała w Wędrzynie nowy model prowadzenia walki przez wojska zmechanizowane.
Na pasie ćwiczeń taktycznych Trzemeszno Lubuskie działania 11 Dywizji Kawalerii Pancernej obserwowali oficerowie z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, wiceminister obrony Paweł Bejda, przedstawiciele producentów testowanego uzbrojenia oraz dziennikarze. Tzw. media day zorganizowany podczas manewrów „Czarny obrońca” był okazją do zaprezentowania współpracy wojsk zmechanizowanych z lotnictwem, działania bojowych wozów i czołgów według nowych założeń taktycznych oraz batalionu Model 44, czyli pododdziału, w którym część platform bojowych – czołgów czy transporterów opancerzonych – zastąpiono dronami.
Drony w powietrzu i na lądzie
Scenariusz ćwiczeń zakładał, że batalion Model 44 z 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej, wzmocniony pododdziałami czołgów Leopard 2PL oraz wsparciem lotniczym, ma odeprzeć natarcie przeciwnika. Jako pierwsze do akcji ruszyły bezzałogowce. Obszar zajęty przez wroga obserwował z wysokości kilku kilometrów dron rozpoznawczy FlyEye. Po zlokalizowaniu stanowiska dowodzenia na tyłach wrogich sił, dowódca batalionu wezwał bezpośrednie wsparcie lotnicze. Do walki włączył się myśliwiec F-16, który zrzucił na wskazane pozycje bomby. Następnie wsparcie lotnicze zapewniły śmigłowce Apache. Po koordynacji działań w powietrzu przez wysuniętych nawigatorów naprowadzania lotnictwa (tzw. JTAC – joint terminal attack controller), do akcji ruszyły roje dronów. – Drony prowadzą szereg działań, rozpoznanie, wsparcie pododdziałów walczących w bezpośrednim kontakcie z przeciwnikiem. Wykonują też operacje uderzeniowe jako m.in. wsparcie artylerii, pozwalając odepchnąć przeciwnika – wymienia gen. bryg. Sławomir Kocanowski, dowódca 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej.
Z kolei dowódca Czarnej Dywizji gen. dyw. Sławomir Lidwa podkreśla, że dla tego typu ćwiczeń, które łączą zarówno różne systemy uzbrojenia, jak i wsparcie w powietrzu, wielkie znaczenie mają systemy łączności i zarządzania polem walki oraz dobrze wyszkoleni nawigatorzy JTAC. – Do uderzeń na przeciwnika wykorzystywaliśmy nie tylko drony FPV czy amunicję krążącą, lecz także armatohaubice Krab, czyli artylerię. Umiejętna koordynacja ognia artylerii z lotnictwem i możliwości, jakie daje rój dronów, jest niezwykle ważna, np. ze względu na to, żeby w momencie lotu F-16 nie uruchomić ostrzału artyleryjskiego – tłumaczy gen. Lidwa. I dodaje, że zajmujący się tym nawigatorzy JTAC wyposażeni są w tablety taktyczne, z systemami zarządzania polem walki, takimi jak ATAK czy BMS Legion. – Oni naprowadzają lotnictwo, wzywają śmigłowce, kierują ogniem artylerii i rojami dronów, bo przepływ informacji jest kluczowy. Dziś informacja jest bronią – dodaje dowódca.
W tym samym czasie, gdy trwał atak prowadzony z powietrza przez lotnictwo i drony, na otwartym terenie pasa ćwiczeń działał bezzałogowiec naziemny testowany przez Czarną Dywizję. Jego zadaniem było najpierw zaminowanie określonego obszaru, a potem wspomaganie batalionu piechoty zmechanizowanej ogniem karabinu maszynowego.
Po osłabieniu przeciwnika uderzeniami roju dronów FPV, z zalesionych terenów po obu skrzydłach pola działań zaczęły wyjeżdżać Leopardy 2PL i transportery Rosomak.
Pancerna karuzela
Czołgi oraz Rosomaki parami zajmowały pozycje strzeleckie. Po oddaniu kilku strzałów z armat cofały się z otwartego terenu w pobliski zagajnik, a w ich miejsce po chwili wyjeżdżały kolejne. Taka rotacja to jeden z elementów współczesnej taktyki wojsk zmechanizowanych, która wynika m.in. z doświadczeń wojny w Ukrainie. – Ta nowa taktyka w skrócie sprowadza się do tego, by unikać liniowego rozmieszczenia wszystkich środków ogniowych, tak jak to było stosowane dotychczas. Pamiętajmy, że przeciwnik też dysponuje rozpoznaniem dronowym i dronami uderzeniowymi. Wozy bojowe czy Leopardy wyjeżdżają więc z terenów ukrytych i po wykonaniu ataku ogniowego chowają się. Następnie można je wprowadzić do walki z innego stanowiska, którego przeciwnik jeszcze nie zlokalizował – tłumaczy gen. Kocanowski.
W składających się z wielu mniejszych ćwiczeń manewrach „Czarny obrońca” bierze udział w sumie 11 tys. żołnierzy. Główną rolę odgrywają w nich wojska zmechanizowane 11 Dywizji, ale ćwiczą również jednostki powietrzne, powietrznodesantowe, marynarka wojenna i Żandarmeria Wojskowa. W manewrach uczestniczą też pododdziały armii francuskiej. Najważniejszym celem jest trening współdziałania różnych rodzajów wojsk oraz systemów uzbrojenia. – To największe ćwiczenia obronne drugiej połowy roku 2026. Są testem batalionu Model 44. Pamiętamy, że w zeszłym roku powstał Inspektorat Bezzałogowych Systemów Uzbrojenia, a wojska bezzałogowe będą przypisane do każdego rodzaju sił zbrojnych – podkreślał wiceminister obrony Paweł Bejda.
autor zdjęć: 11 DKPanc

komentarze