moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Promień nie do zniesienia

Nie strzela pociskami, nie razi prądem i nie wymaga bezpośredniego kontaktu z człowiekiem. Wystarczy niewidzialna wiązka promieniowania, by wywołać tak silny ból, że trudno oprzeć się odruchowi ucieczki. Amerykanie opracowali taką broń ponad dwie dekady temu, a teraz rozważają jej wykorzystanie na granicy z Meksykiem.

We wrześniu sekretarz obrony USA Pete Hegseth podpisał memorandum zezwalające Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) na wypożyczenie jednego egzemplarza Active Denial System (ADS). Zgoda obejmuje siedem miesięcy, z możliwością przedłużenia. Jak ustaliła stacja CNN, służby mają przetestować urządzenie i opracować procedury jego ewentualnego wykorzystania. Nie wiadomo jeszcze, gdzie dokładnie odbędą się próby ani czy broń rzeczywiście zostanie użyta przeciw ludziom próbującym przedostać się z Meksyku do Stanów Zjednoczonych.

ADS wygląda jak skrzyżowanie wojskowej ciężarówki z mobilną stacją radarową. Na pojeździe zamontowano dużą antenę, która zamiast wykrywać obiekty, kieruje w ich stronę skoncentrowaną wiązkę promieniowania elektromagnetycznego. Nie widać jej ani nie słychać. Człowiek znajdujący się w zasięgu działania urządzenia nagle odczuwa gwałtowne pieczenie skóry. Wrażenie jest tak intensywne, że naturalną reakcją staje się natychmiastowe odsunięcie od źródła bólu.

REKLAMA

Amerykańscy wojskowi porównują to uczucie do gorąca uderzającego w twarz po otwarciu mocno rozgrzanego piekarnika. Tyle że w przypadku ADS wiązka może obejmować znaczną część sylwetki, a urządzenie działa z odległości setek metrów. Według danych amerykańskiej piechoty morskiej zasięg systemu może dochodzić nawet do kilometra.

Gorąco, coraz goręcej

Choć ADS bywa nazywany wielką mikrofalówką na kołach, takie porównanie jest tylko częściowo trafne. Urządzenie rzeczywiście wykorzystuje promieniowanie elektromagnetyczne, ale pracuje na częstotliwości 95 GHz, w zakresie fal milimetrowych. Dla porównania typowa domowa kuchenka mikrofalowa wykorzystuje częstotliwość około 2,45 GHz. Różnica jest istotna, ponieważ fale o różnych częstotliwościach w odmienny sposób oddziałują na ludzkie ciało.

Promieniowanie ADS jest pochłaniane przede wszystkim przez powierzchniowe warstwy skóry. Według badań prowadzonych na potrzeby amerykańskiego wojska głębokość jego wnikania wynosi około 0,4 mm. Większość energii nie dociera więc do mięśni czy narządów wewnętrznych, lecz koncentruje się blisko powierzchni ciała, gdzie znajdują się zakończenia nerwowe reagujące na wysoką temperaturę. W ciągu kilku sekund skóra nagrzewa się na tyle, że pojawia się silny ból.

Nie jest to zatem broń służąca do podgrzewania całego organizmu. Jej zadaniem jest wywołanie gwałtownego, ale krótkotrwałego bodźca, który zmusi człowieka do przerwania określonego działania. Kiedy osoba opuści obszar oddziaływania wiązki albo operator wyłączy urządzenie, nagrzewanie ustaje, a ból zazwyczaj szybko słabnie. Przy odpowiednio ograniczonym czasie ekspozycji nie powinno dochodzić do trwałego uszkodzenia tkanek.

Właśnie ta właściwość sprawiła, że ADS zainteresowało się wojsko. Tradycyjne środki przymusu mają swoje ograniczenia. Gumowe pociski mogą powodować ciężkie obrażenia, gaz łzawiący działa na większym obszarze i bywa niebezpieczny dla osób z chorobami układu oddechowego, a użycie broni palnej wiąże się z ryzykiem śmierci. Tymczasem ADS pozwala oddziaływać na ludzi z dużej odległości, bez konieczności fizycznego kontaktu i bez wystrzeliwania jakichkolwiek pocisków.

Wyobraźmy sobie wojskowy posterunek, do którego zbliża się grupa ludzi. Żołnierze nie wiedzą, czy mają do czynienia z demonstrantami, czy z przeciwnikiem zamierzającym przeprowadzić atak. Mogą ostrzegać, blokować drogę, użyć środków przymusu, a w ostateczności otworzyć ogień. ADS miał dawać im dodatkową możliwość: zatrzymania zbliżających się osób, zanim sytuacja wymknie się spod kontroli.

Broń, która nie zrobiła kariery

Początki tej technologii sięgają końca lat osiemdziesiątych XX wieku, kiedy naukowcy z amerykańskiego Air Force Research Laboratory badali oddziaływanie fal milimetrowych na organizm człowieka. W kolejnej dekadzie rozpoczęto prace nad praktycznym wykorzystaniem odkrytego zjawiska, a na początku XXI wieku powstały prototypy urządzeń przeznaczonych dla wojska.

W styczniu 2007 roku ADS zaprezentowano publicznie w bazie Moody w stanie Georgia. Pokaz zrobił wrażenie. Ochotnicy ustawiali się przed anteną, po czym na sygnał operatora uruchamiano urządzenie. Reakcje były natychmiastowe: ludzie cofali się, odskakiwali, próbowali jak najszybciej wydostać się z obszaru działania wiązki. Technologia wydawała się obiecująca, choć od udanej demonstracji do zastosowania na polu walki droga była jeszcze daleka.

Amerykańska armia rozważała wykorzystanie jej podczas operacji w Iraku i Afganistanie. ADS miał pomagać w ochronie baz, konwojów i posterunków kontrolnych, a także w rozpraszaniu agresywnych tłumów. W 2010 roku jeden z systemów rzeczywiście wysłano do Afganistanu. Nie doczekał się jednak bojowego debiutu. Urządzenie wycofano, nie używając go wobec przeciwnika.

Dlaczego broń, która podczas demonstracji wyglądała tak obiecująco, nie zrobiła kariery? Jednym z powodów były jej rozmiary i skomplikowana konstrukcja. ADS nie jest urządzeniem, które żołnierz może zabrać na patrol. Wymaga odpowiedniego pojazdu lub stanowiska, zasilania i obsługi technicznej. Jego rozbudowana aparatura utrudnia również naprawy w warunkach polowych.

W raporcie z 2010 roku amerykańska Government Accountability Office (GAO), instytucja kontrolująca wydatki i funkcjonowanie administracji federalnej, wskazywała na problemy związane z przygotowaniem do służby jednej z wersji ADS-u. System zawierał m.in. żyrotron wytwarzający promieniowanie, falowody, magnesy nadprzewodzące i dużą antenę. Korpus Piechoty Morskiej uznał, że tak skomplikowane podzespoły utrudniają naprawy w terenie, a uszkodzenie anteny może stworzyć poważne problemy logistyczne. Zwracano również uwagę na ograniczoną mobilność wynikającą z gabarytów i masy urządzenia. Ostatecznie marines wycofali zgłoszone wcześniej zapotrzebowanie na tę wersję systemu.

Do tego dochodziły ograniczenia wynikające z samej zasady działania. ADS wymaga możliwości skierowania wiązki na cel, a przeszkody terenowe mogą ją blokować. System, który znakomicie sprawdza się na otwartym placu podczas pokazu, niekoniecznie będzie równie przydatny w ciasnej zabudowie czy podczas działań manewrowych.

Istniał też problem wizerunkowy. Broń wywołująca intensywny ból za pomocą niewidzialnego promieniowania łatwo mogła zostać przedstawiona jako narzędzie tortur. W Afganistanie, gdzie Amerykanie starali się zdobywać zaufanie miejscowej ludności, jej wykorzystanie mogłoby przynieść szkody polityczne. Nie ma jednak wystarczających podstaw, by uznać te obawy za główną przyczynę rezygnacji z bojowego użycia ADS-u.

Nie zabija, ale może skrzywdzić

Amerykanie od początku przedstawiali ADS jako broń nieśmiercionośną. Przed dopuszczeniem urządzenia do prób przeprowadzono szeroko zakrojone badania dotyczące oddziaływania fal milimetrowych na ludzkie ciało. Sprawdzano m.in. ryzyko uszkodzeń skóry i oczu oraz skutki ekspozycji. Według Air Force Research Laboratory wyniki pozwalały wyznaczyć parametry pracy zapewniające znaczny margines bezpieczeństwa.

Nie oznacza to jednak, że urządzenie jest całkowicie nieszkodliwe. Podczas prób zdarzały się oparzenia drugiego stopnia. Jeden z takich przypadków odnotowano w 1999 roku, kolejny w 2007, kiedy podczas wojskowych testów doszło do nadmiernej ekspozycji wskutek błędów proceduralnych. Poszkodowany lotnik powrócił do zdrowia. Przypadki te pokazały jednak, że nawet broń projektowana jako nieśmiercionośna może spowodować rzeczywiste obrażenia.

Ryzyko rośnie, gdy ekspozycja trwa zbyt długo lub człowiek nie może opuścić obszaru działania wiązki. To właśnie możliwość ucieczki stanowi jeden z fundamentów koncepcji ADS. Broń ma zmusić człowieka do odsunięcia się, a nie utrzymywać go w stanie ciągłego bólu. Co jednak, jeśli osoba znajduje się w tłumie, jest unieruchomiona albo nie ma dokąd uciec? Co, jeśli próbując uniknąć promieniowania, wpadnie pod samochód, spadnie z wysokości lub zostanie stratowana przez innych?

Takie pytania powracają dziś w związku z możliwością wykorzystania ADS-u na granicy amerykańsko-meksykańskiej. Jak ustalił CNN, przedstawiciele służb granicznych rozważali już wcześniej zastosowanie urządzenia w miejscach, gdzie dochodzi do licznych prób nielegalnego przekroczenia granicy. W 2018 roku ówczesna sekretarz bezpieczeństwa krajowego Kirstjen Nielsen odrzuciła propozycję wykorzystania systemu przeciw migrantom.

Jedną z obaw było to, że ludzie uciekający przed bólem mogą znaleźć się w jeszcze większym niebezpieczeństwie, np. wpaść do rzeki i utonąć. Problemem pozostaje również możliwość oddziaływania na osoby przebywające jeszcze po meksykańskiej stronie granicy, a więc na terytorium innego państwa.

To pokazuje podstawową słabość określenia „broń nieśmiercionośna”. Nie jest ono obietnicą, że użycie danego środka nigdy nie doprowadzi do śmierci. Oznacza jedynie, że broń została zaprojektowana z myślą o ograniczeniu prawdopodobieństwa śmiertelnych obrażeń. W praktyce bezpieczeństwo zależy od okoliczności, sposobu użycia i zachowania osób, przeciwko którym zastosowano dany środek.

Warto przy tym odróżnić ADS od innych rodzajów broni wykorzystującej promieniowanie elektromagnetyczne, nad którymi pracują współczesne armie. Coraz większe zainteresowanie budzą systemy, w których impulsy mikrofalowe dużej mocy zostały użyte do zakłócania lub uszkadzania elektroniki, zwłaszcza w dronach. Mimo że opierają się na pokrewnych zjawiskach fizycznych, ich przeznaczenie jest zupełnie inne. ADS ma oddziaływać na człowieka, natomiast broń przeciwko elektronice ma unieszkodliwiać urządzenia.

Czy amerykański „promień gorąca” doczeka się wreszcie praktycznego zastosowania? Po ponad dwóch dekadach prób trudno przewidywać przełom. Technologia działa, ale samo działanie nie wystarcza, aby broń stała się użyteczna. Musi jeszcze być niezawodna, łatwa w obsłudze, odpowiednio mobilna i dawać przewagę nad rozwiązaniami już dostępnymi.

Decyzja Pentagonu pokazuje jednak, że Amerykanie nie zamierzają całkowicie rezygnować z ADS-u. Być może system, który nie znalazł dla siebie miejsca na polach bitew Iraku i Afganistanu, okaże się przydatny w ochronie granic. Pozostaje pytanie, czy możliwość powstrzymania człowieka bez oddania strzału rzeczywiście wystarczy, by uzasadnić użycie broni, której podstawowym mechanizmem działania jest zadawanie bólu.

Marcin Ogdowski

autor zdjęć: Lance Cpl. Alejandro Bedoya

dodaj komentarz

komentarze


Legion Medyczny rozwija się
Polska i Wielka Brytania umacniają strategiczne partnerstwo
Ukraina kontra odrzutowe drony
ASzWoj stawia na bezpieczeństwo
Promień nie do zniesienia
Miliardy z SAFE dla polskich firm zbrojeniowych
Ratunek pod ogniem
Modułowe schrony i zdalne koparki
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Nigdy nie zostawiamy swoich
Medale żołnierzy w strzelectwie, judo i taekwondo
Bursztynowa Dywizja obroniła prymat w boksie
Abordaż z polskim wsparciem
Posłowie o Karcie Rodziny Mundurowej
Odporni na kryzys
„Tarcza Wschód” – bezpieczne granice i odporność społeczna
„Edukacja z wojskiem”, czyli lekcja patriotyzmu i odporności
Bój na cyberpoligonie
Kolejne sukcesy „armii mistrzów”
Nowe mosty szturmowe
Flanka pod strażą
Bazy F-16. O kulisach służby opowiadają dowódcy
Modelowy test na poligonie
Powrót do wojska, pytania o emeryturę
Grecki test współdziałania
Terytorialsi sprawdzili się w akcji na „Baltic Pipe ‘26”
„Horyzont” przedłużony
Hub serwisowy pocisków PAC-3 w Polsce
Jelcze, Rosomaki i czołgi ze Śląska z mniejszym CIT
MON zmienia system gotowości obronnej
Byliśmy i jesteśmy żołnierzami
Szkoleniowe wsparcie dla Ukrainy
Kolejne MiG-i-29 polecą do Ukrainy
Constans historii
Ratunek dla rannego nadleciał z powietrza
Szpej dla wojska
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Skąd nadleciał ukraiński dron?
Bataliony Chłopskie – bojowe szeregi polskiej wsi
Wojna o dane
Bombowiec na dnie Bałtyku
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Gorący lipiec PKW Łotwa
Mały start-up też może mieć wpływ na zmiany pola walki
Co z wysługą po powrocie do wojska?
SkyGuardian w styczniu
Nowość dla żołnierzy. Sprawdź, co znajdziesz w aplikacji
MON dementuje informacje o braku pilotów F-16
Generał z cienia
Leopardy atakują z zarośli
„Gdynia” koło Jastarni
W powietrzu, na wodzie i lądzie: studenckie drony walczą o nagrodę szefa MON-u
Cztery medale żołnierzy w strzelectwie, pływaniu i podnoszeniu ciężarów
Debiut Szkoły Orląt w „Orle”
Zacięta rywalizacja o prymat w crossie
DiBaX ‘26 – eksperymenty dla rozwoju NATO
Kolejne Kraby w Czarnej Dywizji
Kleszcze w Białej Podlaskiej
Dziesiąty Husarz już w domu
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
AWL uruchomi centrum badawcze z Koreańczykami
Wojna na satelitarnym łączu
‘Blind’ Sees More
Pomnik Jordan-Rozwadowskiego odsłonięty
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Przyszli komandosi na start
Kroton-bis gotowy do działania

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO