moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

56 dni w piekle

Przez dwa miesiące czterech operatorów Wojsk Specjalnych brało udział w kursie dowódców sekcji, prowadzonym w dżungli Gujany Francuskiej przez instruktorów Legii Cudzoziemskiej.

Mięso smażonego kajmana smakiem przypomina rybę. Pieczeń z iguany jest gumowata i nadaje się jedynie do żucia. Różne pędraki po usmażeniu przypominają frytki, ale trzeba ich nałapać bardzo dużo, aby się najeść. Pożywne są bulwy i korzenie roślin pod warunkiem, że się wie których. Z nimi jest podobnie jak z owocami roślin. Dwa bardzo podobne mają zupełnie różny smak. Jeden jest pyszny, drugi trujący.

Dżungla rządzi się swoimi prawami. Silniejszy pożera słabszego. Tubylcy mówią, że w tropikalnym lesie wszystko jest jadalne, włącznie z człowiekiem, sęk tylko w tym, że nie wszystko da się łatwo złapać.

Wodny świat

Kapitan Piotr Kowalski i plutonowy Karol Wojciechowski (imiona i nazwiska zmienione) z jednostki Wojsk Specjalnych AGAT mówią, że dwa miesiące (styczeń i luty) spędzone w Gujanie Francuskiej były najtrudniejsze w ich życiu. Gdy zostali wytypowani na kurs walki w dżungli dla dowódców sekcji, przypuszczali, że będzie ciężko. Nie sądzili jednak, że aż tak. Dzisiaj wiedzą, że człowiek jest zdolny dwa miesiące przeżyć w mokrym ubraniu i butach, jedząc przez długi czas jedynie to, co uda się schwytać.

7 stycznia trafili do równikowego zamorskiego departamentu francuskiego w Ameryce Południowej. Trwała akurat pora deszczowa, zdaniem tubylców niespotykana od lat. Deszcz lał przez cały czas kursu – 56 dni.

Na lotnisku w Cayenne, stolicy departamentu, wylądowało 44 żołnierzy z 16 krajów świata. Komandosów powitała delegacja legionistów z 3 Regimentu Legii Cudzoziemskiej – jak się okazało rodowici Polacy.

Na dłuższą integrację z ziomalami nie było jednak czasu. Dwa dni po przylocie rozpoczęła się  wstępna selekcja dopuszczająca kandydatów do udziału w tym morderczym przedsięwzięciu. Polegała na sprawdzeniu sprawności fizycznej operatorów, z naciskiem na umiejętności działania w wodzie.

Nasi komandosi, uprzedzeni o czekających ich wodnych zmaganiach, sporo ćwiczyli w kraju. Odpowiednio przygotowali swoje uniformy, aby były lżejsze. Powypruwali z nich podpinki i wszystkie wewnętrzne kieszenie stawiające opór w wodzie. Zaopatrzyli się w lekkie buty. Wszystko na nic. Instruktorzy Legii Cudzoziemskiej zarządzili, że sprawdziany kwalifikacyjne wszyscy kursanci przejdą w takich samych, francuskich mundurach z  jednolitym wyposażeniem.

Utwardzanie twardzieli

Kto zaliczył mordercze kwalifikacje, mógł przystąpić do drugiego etapu szkolenia, tak zwanego utwardzania. Polegało ono na dwutygodniowym totalnym fizycznym i psychicznym zamęczaniu komandosów.

– Organizowano nam różnorodne tory przeszkód, wielokilometrowe marsze przez dżunglę z minimalną liczbą przerw. Dawano mało czasu na jedzenie. Byliśmy budzeni w nocy. Polecano nam przenosić obozowisko z miejsca na miejsce. Taplaliśmy się w błocie, sypialiśmy w mokrych mundurach. Cały czas musieliśmy wystawiać warty i jak oka w głowie pilnować ognia – opowiadają operatorzy.

Przez te wszystkie dni działali i spali w mokrych mundurach. Sporadycznie udawało im się na noc wyjąć z plecaka i foliowego worka suchy mundur.

W takich warunkach obowiązkiem każdego żołnierza było dbanie o nogi. W każdej wolnej chwili komandosi zdejmowali buty i  wyżymali skarpety. Stopy spryskiwali płynem dezynfekującym oraz posypywali talkiem.

W ciągłym deszczu na niewiele się to zdało. Doszło nawet do tego, że Francuzi na cztery dni musieli przerwać szkolenie, ponieważ większość uczestników kursu nie mogła chodzić. Po jako takim zagojeniu ran międzynarodowa grupa specjalsów znów wyruszyła w dżunglę. Odparzenia i rany na stopach szybko powróciły. Kapitan i plutonowy wrócili do kraju z mocno odparzonymi stopami.                                                      

Faza combat  

Najważniejszą częścią kursu była faza combat, czyli nauka żołnierskiego działania w tropikalnej dżungli. Nowicjuszom zaczęto wpajać podstawowe zasady przeżycia w tym środowisku. Jedna dotyczyła tego, że nie jada się małp. Ostrzegano, że to ssaki inteligentne, trudno je złapać i szkoda tracić siły, skoro łatwiej można upolować coś innego. Nie dodano, że francuskie wojsko z naczelnymi miało złe doświadczenia. Kiedyś oficerowie legii zrobili sobie ucztę. Zabili i zjedli małpę. Małpa była zakażona i dwóch francuskich komandosów  zmarło.

Uczestnikom kursu wpajano, że w tropikalnym lesie nie jada się niczego co czerwone. Każdy czerwony owoc, bulwa, pęd czy korzeń jest bowiem trujący. Przestrzegano, że nie wolno wsadzać rąk do żadnych jam, dziur czy w krzaki. Nie wspominano jednak o plecakach. Pewnego dnia jeden z polskich komandosów, wyjmując coś z plecaka, poczuł nagle silny ból dłoni. Gdy wyrzucił wszystko na ziemię, okazało się, że w jego wojskowym dobytku schronienie znalazł skorpion. Na szczęście nie był z odmiany najbardziej jadowitych. Medykamenty zaaplikowane przez sanitariusza szybko ukoiły ból i postawiły komandosa na nogi.

Incydent ze skorpionem unaocznił jednak komandosom, na czym polegają prawa dżungli i słynna dewiza obowiązująca w legii: „maszeruj albo giń”.

Walka o ogień

Kapitan Kowalski, na co dzień dowódca grupy rozpoznawczej w zespole Alfa jednostki AGAT, i plutonowy Wojciechowski, dowódca sekcji szturmowej, wcześniej brali udział w misji w Czadzie i Kongo. O ile afrykańskie doświadczenia opisują jako trudne, o tyle 56-dniowy kurs w Gujanie nazywają wycieńczającym. A wszystko przez ciągle padający deszcz.

W takiej aurze bardzo ważny był ogień. W deszczowy dzień w podmokłym terenie, gdzie wszystko jest mokre, rozpalenie ogniska jest bardzo skomplikowane, ale możliwe. Trzeba znaleźć drzewo odpowiedniego gatunku, ściąć je we właściwy sposób oraz umiejętnie zedrzeć z konara wierzchnią warstwę. Nad paleniskiem musi być zadaszenie.

–  Dopiero tam przekonaliśmy się, że człowiek po kilku dniach bez pożywienia i snu, przebywając ciągle na deszczu, zaczyna działać w zwolnionym tempie. Wtedy wycięcie maczetą małego krzaka, aby utorować sobie drogę przez dżunglę, jest równie trudne jak w normalnej sytuacji ścięcie pokaźnego drzewa – opowiadają w rozmowie z portalem „Polska Zbrojna”.

Dodają, że marsze przez dżunglę są bardzo wyczerpujące. Jeśli trasę od początku trzeba sobie wycinać maczetami, dziennie można pokonać najwyżej od 6 do 10 kilometrów. Rąbiąc chaszcze, trzeba ciągle patrzeć pod nogi, aby nie nadepnąć na jakiegoś węża czy innego gada. Spać można tylko w hamakach rozwieszonych między drzewami.

Edukacyjne zakusy legionistów

Polscy komandosi pojechali do Gujany Francuskiej na zaproszenie francuskich Wojsk Specjalnych, z którymi nasze Dowództwo Wojsk Specjalnych współpracuje od lat. Nie musieli płacić za dwumiesięczną edukację, która kosztuje niemało. Holenderscy specjalsi na przykład za kurs musieli zapłacić około 15 tysięcy euro od żołnierza.

W głównej bazie 3 Regimentu można było nawet usłyszeć, że Francuzi promują Gujanę na główną bazę szkoleniową NATO, jeśli chodzi o działania w dżungli. Sojusz atlantycki takiej bazy nie posiada, więc pomysł francuzów wydaje się trafiony.

Bogusław Politowski

autor zdjęć: Archiwum uczestników kursu

dodaj komentarz

komentarze


Taktyczny robot miotany od PIAP-u
Kormoran in the West
Abordaż z polskim wsparciem
Najważniejszy temat dla Polski: bezpieczeństwo
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Komisja Obrony pozytywnie o budżecie na 2027
Flanka pod strażą
Nowa dostawa Homarów do Czarnej Dywizji
Ratunek pod ogniem
Ares kontra drony
Bursztynowa Dywizja obroniła prymat w boksie
Uniewinniony za strzał na granicy
Aplikacja wspomoże zdrowie psychiczne żołnierzy
Gorący lipiec PKW Łotwa
„Blue Eye ‘26”, czyli: po pierwsze drony!
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Drużyna Invictusa na starcie
Constans historii
Terytorialsi sprawdzili się w akcji na „Baltic Pipe ‘26”
Posłowie o Karcie Rodziny Mundurowej
Co z wysługą po powrocie do wojska?
Jastrzębie w NATO: część 2 debaty o polskich F-16
Wojna o dane
Nowe Czarne Pantery w Braniewie
Zacięta rywalizacja o prymat w crossie
Wsparcie z powietrza
Więcej zawodowców, ćwiczenia bez zmian
Musimy powstrzymać agresora
Żołnierz podejrzewany o szpiegostwo
Co warto wiedzieć o opiniowaniu?
Dwukrotnie większa Daglezja u saperów z Dęblina
Bezzałogowiec z Karwi – zestrzelony w czasie testów
Sojusz ćwiczy operacje jądrowe
Ewakuacja medyczna pod ostrzałem
Nowy blok operacyjny w szpitalu w Tarnowie
Współdziałanie dla bezpieczeństwa
Litwini ćwiczą masową ewakuację obywateli
Trwa zwycięska seria st. szer. Katarzyny Wasick
Nowe Kleszcze dla rozpoznania
Wirtualna wojna na AWL-u
Drugie rozdanie SAFE
Ratunek dla rannego nadleciał z powietrza
Nocny ogień na Łotwie
Debiut Szkoły Orląt w „Orle”
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Stulecie lotu Warszawa – Tokio
Uratowali życie koledze z NATO
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
„Czterej pancerni i pies” w Żaganiu
MON zmienia system gotowości obronnej
Nowy wymiar laserowych ćwiczeń
Eksperci o Rosji, NATO i broni jądrowej
Byliśmy i jesteśmy żołnierzami
Cztery medale żołnierzy w strzelectwie, pływaniu i podnoszeniu ciężarów
Zbrojna prowokacja na granicy Łotwy
Cywilne drony na służbie
MON i Narodowy Instytut Onkologii podejmują współpracę
Wsparcie z morza
Skąd nadleciał ukraiński dron?
Wojna na satelitarnym łączu
Serce Rosomaka
Żołnierz przed strażakiem i policjantem w Biegu o Nóż Komandosa
Ukraina kontra odrzutowe drony
Artylerzyści z Wielbarku
W powietrzu, na wodzie i lądzie: studenckie drony walczą o nagrodę szefa MON-u
Będzie więcej polskiej amunicji 155 mm
Medale żołnierzy w strzelectwie, judo i taekwondo
Dwie dekady na polskim niebie
Bombowiec na dnie Bałtyku
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
„Horyzont” przedłużony
Rowerowe upamiętnienie poległych
Więcej szwedzkich granatników w wojsku
Miliardy z SAFE dla polskich firm zbrojeniowych
Morscy lotnicy w akcji
Mocne wsparcie dla Homara-K
Projekt KCD MED TAC dla cywilnych medyków
Saperzy wywieźli niewybuchy z centrum Wrocławia
Syreny wyją. Co robić?
„Albatros” ćwiczy z NATO. Byliśmy na pokładzie
Rusza mały przegląd strategiczny
Mural na 65-lecie komandosów
Bataliony Chłopskie – bojowe szeregi polskiej wsi
„Zdrzałka” na pustyni
Lotnicze „drzwi” transportowe
Przedsiębiorcy chcą zbudować autopilota dla wojska

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO