Przeciwnik zajął zabudowania po byłej farmie i zorganizował tam punkty obrony. Zadaniem operatora drona rozpoznawczego było określienie ich położenia, aby dron uderzeniowy mógł je zniszczyć. Tak ćwiczyli żołnierze 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej. Dronowcy z Międzyrzecza uruchamiają też laboratorium do produkcji części do bezzałogowców, a nawet całych urządzeń.
Kompania dronowa z 1 Batalionu Piechoty Zmotoryzowanej z Międzyrzecza, podległego 17 Wielkopolskiej Brygadzie Zmechanizowanej, do jesieni ma osiągnąć pełną zdolność bojową. Dlatego też żołnierze intensywnie szkolą się z operowania bezzałogowcami rozpoznawczymi i bojowymi oraz z użycia ich na polu walki. Ostatni epizod szkoleniowy zakładał wykrycie stanowisk przeciwnika w zabudowaniach gospodarczych oraz w okolicznym terenie.
– Doskonalimy się w jak najlepszym nawigowaniu dronami. Operatorzy kierują je w jak najgłębsze i najwęższe przestrzenie, by zyskać wysoką sprawność oraz mieć pełną kontrolę nad bezzałogowcami – mówi kpt. Mateusz, dowódca kompanii bezzałogowych systemów uzbrojenia z 1 Batalionu Piechoty Zmotoryzowanej z Międzyrzecza. Żołnierze z drużyn rozpoznawczo-bojowych używają mikrodronów o masie poniżej 5 kg. BSP rozpoznawcze, które są w wyposażeniu kompanii, to Autele 4T z rozwiniętą optoelektroniką. Natomiast drony FVP, uderzeniowe, z których korzystają żołnierze z Międzyrzecza, to FF10 Punktor.
– Podczas szkolenia operatorzy dronów rozpoznawczych mieli wykryć stanowiska obserwacyjne i ogniowe przeciwnika, m.in. w budynkach lub zaroślach. Stanowiska w lesie czy w krzakach są stosunkowo proste do wykrycia. Zupełnie inaczej wygląda wykrywanie przeciwnika w obiektach. Operator musi dokładnie „obejrzeć” dronem budynek z zewnątrz, by określić, gdzie jest przeciwnik, ewentualnie na przykład przez wybite okna, drzwi i inne prześwity wlecieć do środka. Nawigacja wewnątrz pomieszczeń jest znacznie trudniejsza – przyznaje dowódca „dronowców”. Jak podkreśla, taka operacja wiąże się z ryzykiem utraty drona rozpoznawczego, który w przeciwieństwie do uderzeniowych FPV nie jest jednorazowego użytku. – Urządzenie może stracić sygnał albo uderzyć w ścianę budynku. Ograniczenia kubaturowe, sufit – wszystko to utrudnia ewentualną ucieczkę bezzałogowca. Dlatego wymaga to dużych umiejętności od operatorów i opanowania – dodaje kpt. Mateusz.
W jednej drużynie dronowej są cztery osoby: dowódca, operator drona rozpoznawczego i uderzeniowego oraz kierowca. Przy czym funkcje te są pełnione zamiennie, więc każdy z żołnierzy musi umieć operować dronami. Do walki z piechotą przeciwnika dronowcy z Międzyrzecza używają często tzw. bomberów, czyli dronów zrzutowych, do których mogą być podczepione granaty rozpryskowe.– Taki bezzałogowiec ma funkcję obrotu kamery o 90 stopni, więc może widzieć to, co jest pod nim. W naszym przypadku siłę żywą przeciwnika, na którą precyzyjnie zrzuca ładunek – tłumaczy plut. Tomasz, dowódca jednej z drurzyn. Podoficer zaznacza, że w praktyce bojowej drony uderzeniowe pełnią funkcję rozpoznawczą, jeśli trzeba wlecieć do wnętrza budynków.– Urządzenie wlatuje, by potencjalnie zniszczyć przeciwnika, który znajduje się za murami, i od razu zamienia się też w nasze „oczy”, czyli rozpoznanie – dodaje plutonowy.
Laboratorium dronowe
Kompania bezzałogowców z 17 WBZ nie tylko szkoli się ze sprawnej obsługi dronów na polu bitwy, lecz także buduje własne laboratorium dronowe. Wszystko po to, by móc samodzielnie produkować części zamienne, a nawet całe drony. – Cel jest taki, by w laboratorium pracowali żołnierze, którzy mogą zbudować drona od podstaw, a więc znający zasady elektromechaniki, czyli potrafią na przykład lutować. Osoby pracujące w nim będą zajmować stanowisko technika platform latających – tłumaczy kpt. Mateusz.
17 Wielkopolska Brygada Zmechanizowana to obecnie jedna z dwóch brygad, w których pilotażowo utworzono kompanie dronowe. Pododdział tego typu bowiem funkcjonuje także w 12 Brygadzie Zmechanizowanej w Szczecinie.
autor zdjęć: Łukasz Kermel

komentarze