moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Granice są po to, by je pokonywać

Były tygodnie, gdy spali zaledwie po kilka godzin na dobę lub wcale. Uczyli się taktyki, trenowali umiejętności ogniowe, prowadzili rozpoznanie, długodystansowe rajdy, planowali i wykonywali operacje specjalne. O „bazówce”, jednym z najtrudniejszych kursów, jakie w czasie służby przechodzą komandosi, opowiada „Żelu”, żołnierz Jednostki Wojskowej Komandosów.

Wybacz bezpośredniość, ale myślałam, że o szkoleniu podstawowym będę rozmawiała z doświadczonym żołnierzem… Ile masz lat?

„Żelu”: Dwadzieścia trzy i jestem jednym z najmłodszych absolwentów tegorocznego kursu podstawowego.

Wielu Twoich rówieśników nie ma sprecyzowanych planów na przyszłość, a Ty nie dość, że już przeszedłeś selekcję, to jeszcze ukończyłeś kurs podstawowy. Kiedy rozpocząłeś służbę w Jednostce Wojskowej Komandosów?

Pomysł wstąpienia w szeregi wojsk specjalnych narodził się jeszcze w liceum. Starannie się do tego przygotowywałem, bo już jako 17-latek wiedziałem, jak wygląda rekrutacja i selekcja do jednostki, jakie badania należy wykonać oraz jaką wiedzą i umiejętnościami trzeba się wykazać, aplikując do służby. Co więcej, wiedziałem już wtedy, że chcę służyć w konkretnej jednostce, czyli w Jednostce Wojskowej Komandosów w Lublińcu. Postawiłem sobie za punkt honoru, że przejdę selekcję. Miałem przekonanie, że jeśli osiągnę to jeszcze przed włożeniem munduru, jako cywil, to będzie oznaczać, że bez problemów spełnię wszystkie inne wymagania i osiągnę swój wymarzony cel.

Ktoś Cię inspirował, może podpowiadał?

O wojskach specjalnych opowiadał mi mój nauczyciel wychowania fizycznego, który jednocześnie był moim trenerem MMA. Można powiedzieć, że był moim mentorem i to on wskazał mi drogę. Nie bez znaczenia było także to, że uczyłem się w liceum o profilu wojskowym, więc w moim otoczeniu było wielu ludzi, którzy chcieli iść do wojska, ale jednocześnie niewielu, którym udało się dostać do wojsk specjalnych. Trener opowiedział mi kiedyś o swoim byłym uczniu, który służy w Formozie, a potem zorganizował nam w klubie sportowym spotkanie. Rozmowa z nim tylko mnie utwierdziła w decyzji. Dlatego też po maturze rozpocząłem intensywne treningi i przygotowania do selekcji. Zatrudniłem się jako ratownik wodny i przez kilka miesięcy każdą wolną chwilę spędzałem na treningach. Wziąłem też udział w kursie preselekcyjnym organizowanym przez JWK, bo przed sprawdzianem w terenie musiałem się jeszcze nauczyć nawigacji i pracy na wojskowej mapie. A żeby jeszcze zwiększyć swoje szanse i dostać się do jednostki, tuż przed selekcją postanowiłem, że nauczę się jeździć na nartach. To nie był jednak dobry pomysł, bo nabawiłem się kontuzji. I właśnie przez uraz nogi odpadłem w drugim dniu selekcji. 

Poczułeś smak porażki?

Przeciwnie, jeszcze bardziej się zawziąłem. Przeprowadziłem się w góry i tam też pracowałem jako ratownik na jednym z hotelowych basenów. Wolny czas pochłaniały mi treningi. Każdego dnia brałem ważący kilkadziesiąt kilogramów plecak, zakupione z myślą o selekcji buty i odzież i maszerowałem w góry. Ćwiczyłem na stromych podejściach i zejściach, trenowałem technikę marszu, podbiegi i nawigację. Po kolejnych dziesięciu miesiącach ponownie podszedłem do selekcji i tym razem ta próba zakończyła się sukcesem.

Przeszedłeś selekcję jako cywil?

Tak, miałem wtedy 21 lat. Potem sprawy potoczyły się już szybko. Zgłosiłem się na szkolenie podstawowe w ramach dobrowolnej zasadniczej służby wojskowej do jednej z jednostek 6 Brygady Powietrznodesantowej w Krakowie. A szkolenie specjalistyczne już robiłem w JWK. Trwało ono kilka miesięcy i zaraz po przejściu do zawodowej służby wojskowej wykonałem kolejny, chyba najważniejszy dla żołnierza wojsk specjalnych krok. Rozpocząłem szkolenie podstawowe.

Dlaczego jest ono takie ważne?

Mówi się, że to jedno z najtrudniejszych szkoleń, jakie w trakcie służby przechodzą specjalsi, a jednocześnie najważniejsze, bo ukończenie tzw. bazówki otwiera drogę do służby w pododdziałach bojowych jednostki. To piekielnie trudne szkolenie i bardzo wyczerpujące. Jeśli komuś wydaje się, że selekcja to hardcore, to „bazówka” jest taką selekcją, tylko do potęgi. Podczas kursu zmagamy się nie tylko z wysiłkiem fizycznym. Musimy nauczyć się taktyki wykorzystywanej przez jednostki specjalne, planowania operacji, prowadzenia rozpoznania specjalnego, wykonywania akcji bezpośrednich. Działamy na pełnych obrotach przez cały rok: desantujemy się ze śmigłowców za pomocą szybkiej liny, ćwiczymy przeloty pod śmigłem na tzw. grono, szturmujemy budynki, prowadzimy długodystansowe rajdy i działania niekonwencjonalne. Setki godzin spędzamy na poligonach w Polsce i za granicą. Do szkolenia wykorzystujemy także strzelnice i inne obiekty niewojskowe, np. szkoły, hotele czy opuszczone stare fabryki itp.

Czy było ciężko?

Szkolenie było tak intensywne, że trzeba było praktycznie zrezygnować z życia poza jednostką. Liczyły się tylko zajęcia, treningi, samokształcenie… I tak w kółko.

Bolały mięśnie?

Oj, bolały. Bolały też ręce, dłonie, kolana, biodra, miednica i stopy. W zasadzie chyba trudno znaleźć miejsce, które nas nie bolało. (śmiech)

Jakiego typu zajęcia utkwiły Ci najbardziej w pamięci?

Trudno wybrać, bo chyba wszystko mi się podobało. Niezależnie od tego, czy to była zielona taktyka, gdy z ważącym 37 kg ekwipunkiem musiałem maszerować po lesie 80 km, prowadzić trzydniową obserwację, a potem wrócić, czy gdy szkoliłem się z medycyny pola walki albo z działania na łodziach bojowych i z abordaży, czy gdy współdziałaliśmy z załogami śmigłowców. Gdybym musiał wybrać, to postawiłbym właśnie na czarną taktykę i śmigła. Bo desantowanie z lecącej z prędkością 120 km/h maszyny to jest coś! Taki zjazd z 30 m w dół na linie na dach, a potem szturmowanie budynku wywołuje naprawdę duże emocje.

Brzmi jak film…

No właśnie, każdy dzień „bazówki” to wyzwanie i pokonywanie kolejnych granic. I dopiero po fakcie, gdy przeanalizujesz na chłodno, co dziś zrobiłeś, okazuje się, że to wszystko przypomina film akcji.

Ukończyłeś kurs podstawowy. Co dalej?

Rozpocząłem służbę w jednym z zespołów bojowych jednostki. Trafiłem do grupy, która specjalizuje się w wykonywaniu skoków spadochronowych typu HALO/HAHO. Oznacza to, że będę się szkolił w skokach taktycznych, a więc długodystansowych rajdach spadochronowych oraz skokach z wysokości 10 tys. m, z aparaturą tlenową. Po prostu spełniam marzenia.

Rozmawiała: Magdalena Kowalska-Sendek

autor zdjęć: Daniel Dmitriew

dodaj komentarz

komentarze


Ratunek z powietrza
Sojusz Madrytu i Warszawy
Ratunek na polu walki
Musztra i marsz ubezpieczony
Polski wkład w operację „Overlord”
Marynarka świętuje i zaprasza na pokłady
Cyberparasol nad wyborami
Gdańsk centrum dyskusji o odbudowie Ukrainy
Czeskie śmigłowce w Polsce przeciw dronom
Śmierć w sercu Azji
MON i Łucznik podpisały kontrakt na nowe Groty
Twardy ma moc
Wojna pod lupą
Apetyt Smoka rośnie
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
USA i Iran z porozumieniem ws. pokoju w Zatoce
Orka tuż, tuż
Mundur, medale i duma
Wojskowa Akademia Medyczna w Łodzi – jest zgoda prezydenta
Koło zamachowe gospodarki
„Wojskowe Schengen” coraz bliżej
Pierwszy Kormoran pod flagą NATO
Dywizja za dywizję – Amerykanie w Polsce rotują
Nowa siła na północno-wschodniej flance NATO
Akcja na jeziorze
Kraków zaprosił weteranów
Bez zmian w emeryturach
Równanie z „Iksem”
Żołnierze na „Horyzoncie” do końca wakacji
Warszawa i Praga stawiają na dalszą współpracę wojskową
„Strzała weterana” spaja środowisko
„Ognista burza ’26”, czyli kompleksowy sprawdzian zdolności operacyjnych
Departament Funduszy Zagranicznych MON na nowo
Sportowe jubileusze
Miliardy na odbudowę i ukraińskie drony z Polski
Szermierze i pięściarki na podium
Sonda dla Jastrzębia
Kajakarze i judocy w medalowej formie
Nowy sprzęt dla pancerniaków z Wesołej
Bezzałogowe „nietoperze” nad Bałtykiem
Systemy antydronowe od europejskiego startupu
W oktagonie o Pas Ministra Obrony Narodowej
Ważne decyzje w Brukseli
PKW Irak zostaje w Jordanii
Podróż w ciemność
Zbrodnicza farsa
Zwierzchnik sił zbrojnych w bazie İncirlik
Grot A3 – zobacz jak wygląda
AMW oferuje mieszkania
Niebo bez dominacji
Elektronika dla obrony powietrznej
Baza amerykańska w Świętoszowie – pierwsza inwestycja gotowa
Zełenski traci Order Orła Białego?
Jeśli modernizacja, to tylko wspólna
Pamiętamy o bohaterach powstań śląskich
Spotkanie ministrów obrony V4 w Budapeszcie
Marsz gąsienicowych kolumn
Ramię w ramię z Amerykanami
Wyższe diety i rozłąkowe dla żołnierzy
Holenderskie Patrioty zostaną dłużej w Jasionce
Święto DGRSZ
At the Controls of F-35A Husarz
Wsparcie ma znaczenie
Przerzut Abramsów do Lublina
Atak w Porcie Elbląg
Powietrzne cysterny dla Polski
Jak Ślązacy stali się panami własnego domu

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO