Mówiono o nim pierwszy w polskiej marynarce okręt wojenny „z prawdziwego zdarzenia”. ORP „Wicher”, polski kontrtorpedowiec, został oficjalnie wcielony do służby w lipcu 1930 roku i był wówczas największą tego typu jednostką na Bałtyku. Choć miał swoje wady, m.in. problemy ze statecznością i prędkością, stał się wizytówką marynarki.
ORP „Wicher” – widok z pokładu innego okrętu; 1931. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Od razu może nasuwać się pytanie – skąd ta modyfikacja? Czy okręt zmienił klasę? A może został przebudowany? Odpowiedź jest prozaiczna. Po prostu doszło do zmiany w polskiej nomenklaturze. W okresie międzywojennym w naszej Marynarce Wojennej niszczyciele nosiły miano kontrtorpedowców. Skąd się wzięła ta nietypowa nazwa? Otóż pod koniec XIX wieku pojawiła się klasa niewielkich okrętów zwanych torpedowcami. Posiadały one lekkie uzbrojenie artyleryjskie oraz wyrzutnie torpedowe. Przeznaczone były do wykonywania ataków torpedowych na większe jednostki przeciwnika. Stanowiły duże zagrożenie.
Do zwalczania torpedowców stworzono kontrtorpedowce, szybkie, uniwersalne, silnie uzbrojone okręty (posiadały uzbrojenie artyleryjskie, torpedowe i przeciwpodwodne), świetnie radzące sobie również w misjach eskortowych. Polską nazwę dla tej klasy jednostek zaczerpnięto z francuskiego: le contre-torpilleur. Po wybuchu II wojny światowej i przejściu polskich kontrtorpedowców do Wielkiej Brytanii przyjęto nazwę niszczyciel (zaczerpniętą z angielskiego: destroyer).
Po zakończeniu Wielkiej Wojny i odzyskaniu przez Polskę niepodległości zabiegi dyplomatyczne doprowadziły do przyznania Rzeczypospolitej w 1919 roku – w ramach traktatu wersalskiego – około 140-kilometrowego odcinka wybrzeża. Doświadczenia wojny polsko-bolszewickiej uwidoczniły potrzebę posiadania morskich szlaków zaopatrzeniowych oraz sił zbrojnych do ich ochrony. Wynikało to z położenia geograficznego kraju. W czasie formowania się granic po okresie zaborów Polska skonfliktowana była prawie z wszystkimi sąsiadami, a wojna na wschodzie wymagała nieprzerwanych dostaw materiałów wojennych oraz zaopatrzenia.
Na początku lat dwudziestych Marynarka Wojenna się rozrastała. Działo się tak m.in. za sprawą decyzji Rady Ambasadorów, czyli międzynarodowego organu wykonawczego nadzorującego wprowadzenie w życie traktatu wersalskiego, przyznającej Polsce sześć poniemieckich torpedowców oraz cztery trałowce, zwane w tamtym okresie traulerami. Ponadto zakupiono w Finlandii dwie kanonierki (małe okręty artyleryjskie do prowadzenia działań przybrzeżnych). Tak więc w przeciągu kilku lat Polska Marynarka Wojenna została wyposażona w okręty wojenne różnych klas. Ich uzupełnieniem było lotnictwo morskie oraz skromna jak na tamte czasy artyleria nadbrzeżna. Choć jednostek pływających i latających mieliśmy coraz więcej, zdolności operacyjne Marynarki Wojennej były niewielkie.
Pierwszy polski kontrtorpedowiec
W 1924 roku Kierownictwo Marynarki Wojennej przedstawiło „Program rozbudowy floty na lata 1925–1928”. Zakładał on wprowadzenie do służby m.in. trzech kontrtorpedowców. Dostawcę jednostek wybrano nieprzypadkowo, ponieważ w ramach umacniania polsko-francuskiego sojuszu polityczno-wojskowego starano się zwiększyć zakres współpracy pomiędzy krajami. Trudna sytuacja odradzającego się państwa wymusiła jednak zmiany w programie. Zamówiono dwie, a nie jak pierwotnie planowano trzy jednostki tej klasy. Budowa pierwszej z nich rozpoczęła się 19 lutego 1927 roku w Stoczni Blainville-sur-Orne, niedaleko Caen. Okręt wzorowano na francuskim typie Bourrasque. Jednostkę wodowano 10 lipca 1928 roku, a matką chrzestną została małżonka ambasadora RP w Paryżu Helena Chłapowska. ORP „Wicher” – taką nazwę otrzymał pierwszy polski kontrtorpedowiec – został oficjalnie wcielony do Marynarki Wojennej 8 lipca 1930 roku. Pierwszym dowódcą został komandor podporucznik Tadeusz Podjazd-Morgenstern (późniejszy dowódca dywizjonu kontrtorpedowców – najsilniejszej formacji Polskiej Marynarki Wojennej II RP). Był to pierwszy duży okręt wojenny, jak to określono, „z prawdziwego zdarzenia”.
W porównaniu z torpedowcami, kanonierkami i trałowcami, które były na wyposażeniu Polskiej Marynarki Wojennej jednostka ta wyglądała naprawdę okazale. Marynarze służący na starych jednostkach zazdrościli tym, którzy otrzymali przydział do załogi wzbudzającego zachwyt okrętu.
ORP „Wicher” w całej krasie. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Kontrtorpedowiec miał wyporność 2010 ton. Posiadał smukły kadłub z wychyloną mocno dziobnicą, prostym kilem oraz rufą krążowniczą. Na dziobie okrętu znajdowało się pojedyncze działo 130 mm wz. 24 Schneider-Creusot artylerii głównej. Kolejne było na przedzie nadbudówki dziobowej, mieściły się tam również: główne stanowisko dowodzenia wraz z dalmierzem, mostek nawigacyjny, pomieszczenie radiostacji i inne pomieszczenia techniczne. W tyle nadbudówki dziobowej ustawiono potężny trójnożny maszt ze stanowiskiem obserwacyjnym. Na śródokręciu znajdowały się trzy kominy, które nadawały tym jednostkom charakterystyczny dostojny i elegancki wygląd. Dalej za kominami umiejscowiono dwa potrójne aparaty torpedowe 550 mm. Nadbudówka rufowa mieściła kuchnię oficerską, pomieszczenia dla personelu oraz urządzenia techniczne. Na jej dachu umieszczono trzecie działo artylerii głównej oraz maszt rufowy, a zaraz za nią, na pokładzie rufowym – czwarte działo. Po bokach nadbudówki rufowej zamontowano dwa automatyczne działa przeciwlotnicze 40 mm, wz. 28 Vickers-Armstrong. Polski kontrtorpedowiec mógł zabrać do 60 min morskich oraz bomby głębinowe. Okręt rozwijał maksymalną prędkość 33 węzły i miał zasięg 3000 mil morskich (przy prędkości 15 węzłów). W 1935 roku okręt dozbrojono w dwa podwójnie sprzężone najcięższe karabiny maszynowe 13,2 mm, wz. 30 Hotchkiss (ustawione na skrzydłach pomostu dowodzenia).
Opisujący „Wichra” marynarz Stanisław Piaskowski, który służył na torpedowcu ORP „Ślązak”, wspominał: „Zdumiewającą była nieskazitelna nowość okrętu. Wszystko lśniło czystością. Potężne działa (w porównaniu do starych 75 mm, jakie mieliśmy na torpedowcach) napawały zaufaniem. Wyposażenie pomostu dowodzenia przyprawiało o zawrót głowy. Nawet kolega specjalista musiał nadrabiać fantazją, aby wyjaśnić »fachowo« znaczenie różnego rodzaju wskaźników, przekaźników, rurek i całej sieci połączeń elektrycznych i głosowych”.
W momencie wejścia do służby ORP „Wicher” był największym kontrtorpedowcem na Bałtyku. Stał się jednostką reprezentacyjną Polskiej Marynarki Wojennej i ulubionym okrętem marszałka Józefa Piłsudskiego. „Wicher” poważnie wzmacniał pozycję odradzającego się państwa. O sile kraju świadczyła obecna na morzu flota, której bandera była reprezentowana w portach całego świata. Już latem 1930 roku, czyli krótko po wprowadzeniu do służby, ORP „Wicher” został wysłany w pierwszą wizytę kurtuazyjną do estońskiego Tallina. Następnie w 1931 roku odbył rejs na portugalską Maderę, co było dużym wyczynem dla młodej załogi okrętu nieobytej jeszcze w operowaniu tak dużą jednostką na tak trudnym akwenie, jakim jest Ocean Atlantycki. Celem tej szczególnej podróży było przywiezienie do kraju marszałka Piłsudskiego, który przebywał na leczeniu i wypoczynku w mieście Funchal. Już po śmierci marszałka, 12 maja 1936 roku na „Wichrze” zamontowano specjalną tabliczkę upamiętniającą pobyt Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych na okręcie.
W trakcie eksploatacji zarówno „Wichra”, jak i bliźniaczej „Burzy” niestety szybko okazało się, że okręty te mają sporo wad. Polski inżynier okrętownictwa Aleksander Potyrała wskazywał: „Wicher i Burza miały zalet stosunkowo niewiele, natomiast wad – i to zasadniczych – znacznie więcej. Przyczyny tego stanu rzeczy leżały częściowo poza możliwościami Polskiej Marynarki, częściowo jednak wynikały z niedopatrzenia naszych ludzi. Były to niszczyciele typowo francuskie, niezbyt udane, przeznaczone na Atlantyk. Do ich wad zaliczyć należy:
a) zbyt małą stateczność początkową, w związku z czym również niezadowalającą zwrotność;
b) zbyt małą szybkość;
c) maszynownia wspólna, zamiast podzielonej dla obu turbin głównych osobno;
d) działa główne nie dość szybkostrzelne;
e) obrona lotnicza minimalna;
f) trzy kominy i dwa maszty, ułatwiające nieprzyjacielowi określenie kąta kursowego i wstrzeliwanie się;
g) pomieszczenia załóg rozplanowane według stopnia służbowego, a nie według przydziału w alarmie bojowym”.
W tej sytuacji dalszą rozbudowę floty postanowiono realizować w oparciu o innego niż francuski dostawcę. W 1934 roku rozpisano przetarg na budowę kolejnych kontrtorpedowców, który wygrała brytyjska stocznia John Samuel White. Powstały tam dwie udane jednostki typu Grom: OORP „Grom” oraz „Błyskawica”, które weszły do służby w 1937 roku.
Misja specjalna „Wichra”
W czerwcu 1932 roku ORP „Wicher” przeprowadził najbardziej spektakularną misję w swojej przedwojennej służbie. Był to czas apogeum konfliktu między Polską a Wolnym Miastem Gdańskiem (WMG), zwanego „kryzysem gdańskim”. Jego podłożem stała się polityka gdańskich władz, które ograniczały uprawnienia Rzeczypospolitej w mieście, w tym prawo do reprezentacji WMG na arenie międzynarodowej i stacjonowania polskich okrętów w porcie. Polska zmuszona była siłą egzekwować swoje prawa. 14 czerwca 1932 roku ORP „Wicher” wpłynął do portu gdańskiego w celu powitania wizytującej Gdańsk brytyjskiej jednostki HMS „Cambel”, manifestując należne Polsce prawo gospodarza.
Polski kontrtorpedowiec otrzymał zgodę użycia siły w razie próby przeciwdziałania ze strony władz WMG. Zdecydowana reakcja Rzeczypospolitej ostatecznie doprowadziła do odnowienia przez gdański senat umowy o korzystaniu przez Polską Marynarkę Wojenną z portu w Gdańsku. Akcja ta miała również inny pozytywny skutek. Marszałek Piłsudski – zapewne pod wrażeniem możliwości samego kontrtorpedowca i sił morskich w ogóle – wyraził zgodę na zamówienie kolejnych dwóch okrętów tej klasy.
„Wicher” w obronie Wybrzeża
Po zakończeniu Wielkiej Wojny i powstaniu Republiki Weimarskiej odrodzona II Rzeczpospolita wzmocniona sojuszem z Francją początkowo marginalizowała zagrożenie ze strony Niemiec, chociaż je dostrzegano. Zdawano sobie sprawę, że Polska Marynarka Wojenna nie dorówna potencjałem zbrojnym niemieckim siłom morskim. Tak więc w przypadku konfliktu z Niemcami kontrtorpedowce będą ostatecznie zmuszone opuścić Polskę i udać się do portów sojuszniczych, co Kierownictwo Marynarki Wojennej brało pod uwagę już w końcu lat dwudziestych. W historiografii plan ten, powstały w 1939 roku, zostanie oznaczony kryptonimem „Pekin” („Peking”). Zakładał on wycofanie do Wielkiej Brytanii dywizjonu kontrtorpedowców w składzie: OORP „Wicher”, „Burza”, „Grom” i „Błyskawica”. Zdecydowano jednakże, aby pozostawić w kraju ORP „Wicher”, ponieważ wyznaczono mu zadanie ubezpieczania stawiacza min ORP „Gryf” w trakcie wykonywania przez niego zadań minowych w ramach operacji „Rurka”, polegającej na postawieniu zagrody minowej blokującej dostęp do polskiego Wybrzeża.
ORP „Wicher” w porcie gdyńskim; 1933. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Pierwszego dnia wojny „Wicher” stacjonował w porcie w Gdyni. Od rana stał się celem nalotów Luftwaffe. Podniesiono kotwicę i okręt opuścił port, aby zyskać możliwość manewru dla uniknięcia trafień. Tego dnia doszło do pierwszej bitwy powietrzno-morskiej w historii II wojny światowej, kiedy to polskie okręty zostały zaatakowane przez samoloty niemieckie w drodze z Gdyni na Hel. Głównym celem ataku był „Gryf”. Zginęło pięciu członków załogi wraz z dowódcą. Uznano, że z powodu uszkodzeń stawiacz min nie jest w stanie wykonać operacji „Rurka”. O zawieszeniu działań nie poinformowano „Wichra”, który zajął wyznaczone stanowisko bojowe. Dowódca okrętu komandor por. Stefan de Walden pozostał posłuszny rozkazom atakowania nieprzyjaciela tylko wtedy, jeśli zagrażałby on operacji minowania. Stracił przez to możliwość zaatakowania niemieckich okrętów, które znajdowały się na pozycji dogodnej do ataku torpedowego.
Wkrótce napłynęły nowe rozkazy, które były nie lada zaskoczeniem dla załogi okrętu. Otóż podjęło decyzję, aby OORP „Wicher” i „Gryf” przekształcić w pływające baterie artylerii dla wzmocnienia obrony Helu. Zakotwiczone okręty, pozbawione możliwości manewru, stały się łatwym celem dla artylerii i lotnictwa przeciwnika. Polskie jednostki wraz z baterią artylerii nadbrzeżnej (tzw. baterią cyplową) 3 września 1939 roku odparły atak niemieckich okrętów. Nie były jednak w stanie odeprzeć ataku bombowców wroga. Tego dnia, po południu, podczas nalotu ORP „Wicher” został trafiony czterema bombami i zatonął. Zginął jeden marynarz, a ponad 20 zostało rannych. Podobny los spotkał „Gryfa”. Większość ocalałych marynarzy zdolnych do walki weszła w skład obrony lądowej Półwyspu Helskiego i walczyła do czasu kapitulacji, do 2 października 1939 roku.
Dalsze losy okrętu
Po zakończeniu działań wojennych na Wybrzeżu Niemcy podnieśli okręt, ponieważ planowali jego remont i wcielenie do Kriegsmarine. Wybrano nawet nową nazwę dla niego: „Seerose” [lilia wodna]. Ostatecznie zrezygnowano z tego planu i wrak okrętu spoczął ponownie na dnie, tym razem przy falochronie helskiego portu. W 1945 roku Niemcy wysadzili wrak, tak aby „Wicher” nigdy nie nadawał się do odbudowy. W okresie powojennym płetwonurkowie Polskiej Marynarki Wojennej wysadzili szczątki jednostki, które wystawały ponad powierzchnię wody, ponieważ stanowiły zagrożenie. W ten oto sposób ostatnie elementy okrętu na zawsze skryły się w wodach Zatoki Gdańskiej.
autor zdjęć: Narodowe Archiwum Cyfrowe

komentarze