Poszukiwanie i neutralizacja min, ale te ż odpieranie atak ów szybkich łodzi motorowych, samolot ów oraz dronów – to g ł ówne zadania spoczywaj ące na uczestnikach ćwiczenia „Baltic MCM”. Wśr ód nich jest ORP „Kontradmirał Xawery Czernicki”, od stycznia okręt flagowy SNMCMG1, jednego z czterech zespoł ów NATO. Zespół jest r ównie ż ważnym ogniwem operacji „Baltic Sentry”.
Kolejne dzwonki – znów alarm. Zagrożenie z powietrza, niezidentyfikowane jednostki pływające, konieczność przetoczenia paliwa na inny okręt, i tak na okrągło. Odkąd opuściliśmy port w Kilonii, względny spokój na pokładzie panował ledwie przez kilka godzin. Potem „Baltic MCM” zaczął się na dobre.
W ćwiczeniach organizowanych przez niemiecką marynarkę bierze udział 16 okrętów z państw NATO. Ważne zadanie przypadło ORP „Kontradmirał Xawery Czernicki”, który od stycznia odgrywa rolę jednostki flagowej SNMCMG1 – jednego z czterech stałych zespołów okrętowych Sojuszu. To właśnie z pokładu „Iksa” operuje międzynarodowy sztab, dowodzony przez polskiego oficera kmdr. por. Kacpra Sternego. Pod jego komendę trafiły niszczyciele min z kilku krajów. Teraz przeczesują one wody Zatoki Meklemburskiej.
Alarm za alarmem
Działaniom zespołu możemy przyglądać się z bardzo bliska. Na niemal tydzień zostaliśmy bowiem zaokrętowani na „Czernickim”. – Poligony, na których działamy, w dużej mierze zostały oczyszczone z pozostałości ostatnich wojen. Organizatorzy rozstawili tam jednak miny ćwiczebne z aktywnymi sensorami – mówi kmdr por. Sterne. – Potrafią one rejestrować popełnione przez nas błędy. W trakcie działań możemy więc otrzymać informację, że straciliśmy okręt – przyznaje oficer.
Realizacja: Łukasz Zalesiński, Kamil Jasiński
Ale to nie wszystko. – Min poszukujemy w rejonie szczególnie podatnym na zagrożenia asymetryczne. Załogi muszą więc być przygotowane do odparcia ataków z powietrza i wody, zwłaszcza uderzeń przeprowadzanych z użyciem dronów – tłumaczy kmdr por. Sterne.
Do symulowanych ataków dochodzi niemal codziennie. Już kilkadziesiąt godzin po wyjściu z portu załoga „Czernickiego” dostaje informację o nisko lecącym samolocie, który zmierza w stronę zespołu. Na okręcie zostaje ogłoszony alarm. Marynarze pełniący wachtę na mostku zakładają kominiarki i wciągają rękawiczki – taki ubiór jest obowiązkowy na wypadek trafienia i pożaru. W wąskich korytarzach drużyna strażacka rozwija węże gaśnicze i podłącza je do ujęć wody.
Specjaliści z działu artyleryjskiego stają przy WKM-ach, a jeden z nich zasiada w kabinie armaty przeciwlotniczej, która obraca się, monitorując przestrzeń powietrzną wokół okrętu. Jednocześnie „Iks” zaczyna manewrować – zwrot w prawo, potem w lewo, znów w prawo. Podobnie robią idące w jego sąsiedztwie niszczyciele min. Kilka minut później na horyzoncie pojawia się samolot. Kilkakrotnie przelatuje w sąsiedztwie okrętów, zostaje wzięty na celownik, wreszcie po kilku minutach znika.
– To tzw. Adex, czyli Air Defence Exercise – tłumaczy kmdr ppor. Mariusz Kujawa, dowódca ORP „Kontradmirał Xawery Czernicki”. – Dziś w momencie symulowanego ataku osłonę przeciwlotniczą zapewniała nam operująca w pobliżu niemiecka fregata. Niezależnie jednak od tego okręt taki jak nasz ma swoje procedury, które musi realizować. I moim zdaniem sprawdzian wypadł dobrze – dodaje.
Sonary i nurkowie
W kolejnych dniach załoga „Czernickiego” ćwiczyła walkę z dronami czy strzelanie do holowanej po morzu tarczy, co z kolei miało przygotować ją do odpierania ataków dywersantów operujących z szybkich łodzi. Najważniejsze jednak było samo poszukiwanie min. Sztab SNMCMG1 przydzielał tutaj zadania poszczególnym niszczycielom min – zarówno stałym członkom zespołu, jak też jednostkom, które zostały do niego przydzielone na czas „Baltic MCM”.
Ich załogi z kolei sprawdzały przypisane im rejony. – Skanujemy dno pas po pasie za pomocą okrętowego sonaru i autonomicznego pojazdu podwodnego Remus – tłumaczy Hidde (nazwiska nie podajemy ze względu na charakter służby), oficer walki minowej na holenderskim okręcie HNLMS „Schiedam”. – Kiedy trafimy na obiekt przypominający minę, przystępujemy do jego identyfikacji. Opuszczamy do morza pojazd SeaFox I albo wysyłamy na miejsce nurków – wyjaśnia oficer. – Jeśli okaże się, że faktycznie mamy do czynienia z miną, wysadzamy ją od razu albo oznaczamy na mapie – dodaje oficer. Ostateczne decyzja zależy od wielu czynników – choćby położenia obiektu albo uwarunkowań środowiskowych. Detonacja jest przeprowadzana przez nurków albo SeaFoxa I, tyle że w wersji bojowej.
Tymczasem zespół może również korzystać z nurków, którzy wyszli na misję na pokładzie „Czernickiego”. Niewielki zespół składa się z kierownika nurkowania i dwóch minerów. W razie potrzeby schodzą oni pod wodę, by zidentyfikować obiekt wykryty przez inne okręty. Podczas „Baltic MCM” oglądamy próbkę ich możliwości. Wychodzimy w morze na dwóch opuszczonych z „Iksa” łodziach RIB.
W oznaczonym miejscu nurkowie opuszczają do wody boję z obciążnikiem, który ląduje w pobliżu podwodnego znaleziska. Do boi podłączają linę i trzymając się jej, pływają wokół oznaczonego miejsca. Doświetlają obiekt, mierzą go, nagrywają krótki filmik. – Po wyjściu wspólnie przeanalizujemy zgromadzony przez nich materiał i ocenimy, czy obiekt zalegający na dnie jest niebezpieczny, czy też nie – tłumaczy Marcin(nazwiska nie podajemy ze względu na charakter służby), kierownik grupy nurkowej na „Czernickim”. W tym przypadku okazuje się, że to jedynie stara kotwica.
Niezależnie jednak od tego już pierwsze dni ćwiczenia przyniosły efekty – zarówno te spodziewane, jak i te nie do końca planowane. Jeden z niemieckich dronów SeaHund, które na czas „Baltic MCM” zostały włączone do zespołu, natrafił na minę ćwiczebną. Niedługo potem została namierzona kolejna.
Z kolei HNLMS „Schiedam” za pomocą sonaru wykrył obiekt przypominający starą torpedę. Aby zweryfikować znalezisko, pod wodę zeszli holenderscy nurkowie. Jak się wkrótce okazało, pierwsze rozpoznanie było dobre. Pod wodą spoczywa sześciometrowa niemiecka torpeda z czasów II wojny światowej. Obiekt został oznaczony na mapie i odtąd statki będą zmuszone go omijać.
Monitorowanie szlaków żeglugowych
Na tym jednak aktywność zespołu się nie kończy. SNMCMG1 jest również ważnym ogniwem natowskiej operacji „Baltic Sentry”. Została ona aktywowana przeszło rok temu, po serii incydentów związanych z uszkodzeniami podwodnych rurociągów i kabli komunikacyjnych. – Monitorujemy infrastrukturę krytyczną i kluczowe szlaki żeglugowe – przypomina kmdr por. Sterne.
Podczas tego rodzaju działań załogi sięgają m.in. po tzw. hailing. Na czym polega ta procedura, mamy okazję przekonać się podczas jednego z nocnych patroli u wybrzeży Niemiec. Oficer pełniący wachtę na mostku wywołuje statek wyłapany przez radar. Pyta m.in. o jego banderę, port przeznaczenia, ładunek. Dopytuje też, czy załoga jednostki jest świadoma, że NATO monitoruje ten akwen.
– „Baltic Sentry” to nie operacja blokadowa. Chcemy jedynie podkreślić swoją obecność i gotowość do działania w trosce o bezpieczeństwo żeglugi – podkreśla dowódca SNMCMG1. Dodaje, że do tej pory nie było jeszcze statku, który po takim wywołaniu odmówił podania informacji. Choć jednocześnie wszyscy na pokładzie „Czernickiego” mają świadomość, że każdy ruch zespołu jest pilnie śledzony. – Rosyjskie okręty są blisko nas praktycznie bez przerwy – przyznaje kmdr ppor. Thomas Støkket z norweskiej marynarki, który w SNMCMG1 sprawuje funkcję szefa sztabu. – Trzeba jednak przyznać, że zachowują się profesjonalnie i przewidywalnie. Nie prowokują, poprzestają na obserwacji – dodaje.
Samo ćwiczenie „MCM Baltic” potrwa do końca tygodnia. W kolejnych dniach jego uczestnicy będą operować u wybrzeży Szwecji. Z kolei misja zespołu pod polskim dowództwem zakończy się latem.
Polscy oficerowie dowodzili SNMCMG1 już pięciokrotnie. Raz też Polak stał na czele bliźniaczego zespołu SNMCMG2, który operuje na morzach południowej Europy. ORP „Kontradmirał Xawery Czernicki” jako okręt dowodzenia operuje pod flagą NATO po raz szósty. Obecnie polscy marynarze działają na misji w ramach kontyngentu PKW „Czernicki 26”.
autor zdjęć: Łukasz Zalesiński

komentarze