Złota Kopuła, tankowanie na orbicie, Andromeda, czyli program budowy systemu monitorowania kosmosu, ASAT, czyli prace nad budową broni satelitarnej… Projekty Stanów Zjednoczonych dotyczące kosmosu są imponujące. Idą za nimi pieniądze, jakich amerykańskie siły kosmiczne nigdy jeszcze nie miały. Ich przyszłoroczny budżet najpewniej zamknie się w kwocie 71 mld dolarów. Swoje potrzeby wojskowi tłumaczą w prosty sposób: gra nie toczy się już o to, by utrzymać przewagę nad przeciwnikiem, lecz by ją zwiększyć. A kosmos to niewidzialna linia frontu w każdym bez wyjątku konflikcie.
Space Systems Command (SSC) oraz Combat Forces Command (CFC) Amerykańskich Sił Kosmicznych
przeprowadziły start misji National Security Space Launch. Zdjęcie ilustracyjne
Współczesne armie żyją z przestrzeni kosmicznej. Krążące po orbicie satelity zapewniają im łączność i dostarczają danych wywiadowczych. Z takich rozwiązań korzystają już nie tylko globalne mocarstwa, ale też średniej wielkości gracze. Jednak tylko najwięksi są w stanie pójść o krok dalej. Amerykanie, Chińczycy czy Rosjanie intensywnie pracują nad rozwojem broni satelitarnej, by w razie potrzeby strącać, zagłuszać bądź przechwytywać urządzenia przeciwnika. Coraz odważniej spoglądają też poza orbitę okołoziemską – w kierunku Księżyca, a nawet Marsa.
W kosmicznej rywalizacji prym niezmiennie wiodą Stany Zjednoczone, które jednak coraz wyraźniej czują na plecach oddech Chin. Administracja Trumpa postanowiła nie tyle ten dystans utrzymać, co wręcz rywalom odskoczyć. Dowód: gigantyczne pieniądze dla Sił Kosmicznych USA. Projekt przyszłorocznego budżetu obronnego zakłada, że na funkcjonowanie i rozwój otrzymają one przeszło 71 mld dolarów, czyli… o 77 proc. więcej niż obecnie.
40 mld z tej kwoty ma powędrować na różnego typu projekty badawcze i testy, prowadzone wespół z prywatnymi koncernami. A tutaj Amerykanie robią naprawdę wiele. Sporą uwagę skupiają na przykład na programie „Tactically Responsive Space”, który ma im zapewnić zdolność do natychmiastowego, rzec by można alarmowego, wyniesienia satelitów na orbitę. Tego typu próba została przeprowadzona trzy lata temu. Rakieta należąca do firmy Firefox Aerospace przetransportowała na orbitę pojazd Victus Nox. Od wydania rozkazu do finalizacji misji upłynęła nieco ponad doba.
Ale na tym nie koniec. Jeszcze w tym roku powinna zostać przeprowadzona pierwsza w historii operacja polegająca na kosmicznym tankowaniu. Należący do firmy Astroscale statek APS-R zasili w paliwo satelitę Tetra-5 – własność armii USA. Kolejne takie testy zostały zaplanowane na przyszły rok. Amerykanie chcą w ten sposób przedłużać żywotność krążących wokół Ziemi urządzeń.
Spore pieniądze Pentagon wydaje także na inwestycje, które – używając wojskowej nomenklatury – mają wzmocnić świadomość sytuacyjną w domenie kosmicznej. A mówiąc prościej, Amerykanie rozbudowują sieć złożoną z naziemnych systemów obserwacji i satelitów, by móc jeszcze wnikliwiej niż dotąd monitorować sytuację wokół Ziemi. Dzięki temu łatwiej i szybciej będą w stanie wykryć potencjalne zagrożenia. Temu właśnie służyć ma program „Andromeda”, do którego zaproszonych zostało kilkanaście prywatnych firm. Ich kontrakty będą obowiązywać przez najbliższą dekadę.
Wspomniana świadomość sytuacyjna jest ważna chociażby w kontekście projektu Złota Kopuła, o którym w ostatnim czasie wielokrotnie wspominał prezydent Donald Trump. Pod tą nazwą kryje się zaawansowany technologicznie system obrony przed pociskami zmierzającymi w stronę terytorium Stanów Zjednoczonych. Rakiety mają być namierzane przez satelity i niszczone jeszcze w przestrzeni kosmicznej. Według doniesień Reutersa, firmy SpaceX, Palantir i Anduril zaproponowały umieszczenie na orbicie pojazdów wyposażonych w rakiety przechwytujące i działka laserowe.
Trump zapowiada, że amerykańska tarcza antyrakietowa zostanie ukończona w ciągu trzech lat. W projekcie przyszłorocznego budżetu na ten cel zapisano 17 mld dolarów, ale to dopiero początek gigantycznych wydatków. Bo według eksperckich szacunków, w ciągu dwóch dekad Amerykanie wydadzą na ten cel przeszło 500 mld.
Tymczasem Stany Zjednoczone nie zamierzają skupiać się wyłącznie na „bliskim” kosmosie. W ostatnim czasie głośno było o misji Artemis II, której celem był lot astronautów na orbitę okołoksiężycową. W nieodległej przyszłości USA ponownie zamierzają wysłać człowieka na Księżyc. Oczywiście wszystko to przedsięwzięcia realizowane przez NASA, a więc bezpośrednio niepowiązane z armią. Jednak siły kosmiczne w taki czy inny sposób biorą w nich udział. W przypadku Artemis II naziemny personel armii sprawował na przykład nadzór nad startem rakiety i zabezpieczał misję na wypadek sytuacji awaryjnych. Jednocześnie wojskowi sami przygotowują się do działań w przestrzeni cislunarnej. W 2027 roku ma zostać wystrzelony eksperymentalny satelita, który będzie monitorował przestrzeń pomiędzy Księżycem a Ziemią.
Do tego dochodzą prace nad wspomnianą już bronią satelitarną, czyli ASAT. Tutaj Amerykanie mocno stawiają na różnego typu systemy zakłócające działanie urządzeń przeciwnika, choćby Meadowlands, który miał zostać dostarczony siłom kosmicznym w początkach tego roku. „Miał”, bo jeśli chodzi o ASAT, w dużej mierze zdani jesteśmy na medialne przecieki i spekulacje.
Kosmiczny wyścig nabiera rozpędu, zaś Amerykanie robią wszystko, by odskoczyć w nim rywalom. Nakłady na badania i rozwijanie systemów związanych z wojskową obecnością w przestrzeni kosmicznej zapewne będą systematycznie rosły. Jeszcze w latach sześćdziesiątych wiceprezydent USA Lyndon B. Johnson stwierdził: „Kto jest pierwszy w kosmosie, w oczach świata jest pierwszy we wszystkim”. Dziś jasno widać, że słowa te w najmniejszym stopniu nie straciły na aktualności.
autor zdjęć: Brittany Curry

komentarze