Trwa intensywna operacja USA i Izraela mająca na celu zniszczenie potencjału militarnego Iranu. Jednak mimo ich wyraźnej przewagi wojskowej, Teheran nie został pozbawiony zdolności do odwetu i skutecznie atakuje infrastrukturę krytyczną oraz globalne szlaki handlowe. Nowym elementem są irańskie próby uderzeń dalekiego zasięgu oraz wsparcie ukraińskich ekspertów dla USA w obronie przeciw dronom.
Bombowiec B-1 sił powietrznych USA ładuje bomby, 16 marca 2026 r. (Ben Birchall / PA Images / Forum)
Kluczowym elementem obecnej fazy wojny pozostaje szeroko zakrojona amerykańska operacja powietrzno-morska. Dowództwo USA informuje o ponad dziewięciu tysiącach trafionych celów – od instalacji rakietowych i zakładów produkcyjnych, po jednostki morskie (ponad 140 okrętów i łodzi). Skala operacji wskazuje na systematyczną próbę zniszczenia potencjału militarnego i przemysłowego Iranu.
Uzupełnieniem tych działań jest zmasowana kampania powietrzna Izraela. W ostatnich dniach uderzenia objęły przede wszystkim infrastrukturę Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), zakłady produkcji rakiet oraz zaplecze wywiadowcze. Według danych strony izraelskiej w ciągu jednej doby dochodzi do ponad 200 ataków, a łączna liczba zniszczonych lub uszkodzonych wyrzutni rakiet balistycznych ma sięgać około 330 z 470 posiadanych przez Iran.
Mimo tej intensywności działań nie widać efektu strategicznego przełomu. Iran nadal dysponuje zdolnościami do prowadzenia działań odwetowych, a jego struktury państwowe funkcjonują.
Zuchwały atak na tyły
Teheran konsekwentnie realizuje strategię asymetryczną. Nie próbuje konkurować z przewagą powietrzną USA i Izraela. Zamiast tego uderza tam, gdzie koszt odpowiedzi przeciwnika jest najwyższy – w infrastrukturę krytyczną, ośrodki miejskie oraz globalne szlaki transportowe. Dużą rolę odgrywają przy tym środki stosunkowo tanie i trudne do zwalczania, czyli drony i rakiety.
W ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin Iran przeprowadził kolejne fale uderzeń rakietowych na Izrael. Atakowane były m.in. Tel Awiw, Hajfa i rejon Jerozolimy; część pocisków przełamała obronę powietrzną, powodując zniszczenia infrastruktury oraz raniąc ludność. Jednocześnie Teheran uderza na cele w państwach Zatoki Perskiej, atakuje infrastrukturę oraz instalacje wojskowe USA w regionie.
Nowym i szczególnie niepokojącym elementem eskalacji jest wątek bazy wojskowej Diego Garcia. Według doniesień z ostatnich kilkunastu godzin Iran miał podjąć próbę uderzenia w tę bazę – kluczowy amerykański węzeł logistyczny na Oceanie Indyjskim, wykorzystywany m.in. do operacji lotniczych i wsparcia działań na Bliskim Wschodzie. W grę wchodził atak z użyciem środków dalekiego zasięgu – najprawdopodobniej rakiet.
Dostępne informacje są ograniczone i częściowo sprzeczne, ale wskazują, że atak nie przyniósł znaczących strat. Według źródeł amerykańskich obrona bazy została postawiona w stan wysokiej gotowości, a zagrożenie zostało przechwycone lub nie osiągnęło celu. Sam fakt podjęcia próby jest jednak kluczowy: oznacza, że Iran testuje możliwość rażenia celów oddalonych o kilka tysięcy kilometrów i sygnalizuje gotowość do uderzeń w strategiczne zaplecze USA.
Przyblokowana cieśnina
Kluczowym elementem obecnej fazy wojny pozostaje sytuacja w Cieśninie Ormuz. Iran faktycznie ograniczył żeglugę przez ten strategiczny szlak, przez który normalnie przepływa około 20% światowego handlu ropą. Według danych firm monitorujących ruch morski liczba przejść tankowców spadła w ostatnich dniach o około 30–40% względem średniej z początku miesiąca. Część armatorów wstrzymuje rejsy, inne jednostki oczekują poza Zatoką Perską na rozwój sytuacji, a koszty ubezpieczenia transportu gwałtownie rosną.
Teheran działa wielotorowo. Irańska marynarka i Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zwiększyły obecność w rejonie cieśniny, operując małymi, szybkimi jednostkami i prowadząc działania kontrolne wobec wybranych statków. Według informacji amerykańskich Iran rozmieścił w akwenie miny morskie i sygnalizuje gotowość do dalszej eskalacji, w tym ataków na jednostki handlowe, oraz prób faktycznego zablokowania torów wodnych.
Stany Zjednoczone utrzymują w regionie stałą obecność sił morskich, skoncentrowanych przede wszystkim wokół 5 Floty z bazą w Bahrajnie. W ostatnich dniach zwiększono intensywność patroli lotniczych, choć brakuje potwierdzonych informacji o wprowadzeniu pełnoskalowego systemu eskort konwojowych. Wiele wskazuje na to, że Waszyngton stara się jednocześnie utrzymać swobodę żeglugi i uniknąć kroku, który oznaczałby otwartą konfrontację morską z Iranem.
Indyjski statek Shivalik do przewozu skroplonego gazu ziemnego (LPG) przybywa do portu Mundra przez Cieśninę Ormuz, 16 marca 2026 r. (
Amit Dave / Reuters / Forum
)
Szok naftowy
W ostatnich dniach wyraźnie wyodrębnił się nowy wymiar konfliktu, w którym energetyka staje się jednocześnie polem walki i narzędziem nacisku politycznego. Stany Zjednoczone zdecydowały się na pięciodniowe wstrzymanie uderzeń w irańskie instalacje energetyczne, jednocześnie kontynuując ataki na cele wojskowe. Decyzja ta zbiegła się z deklaracjami Donalda Trumpa o „produktywnych rozmowach” z Iranem.
Jednocześnie Teheran zaprzecza, by jakiekolwiek negocjacje miały miejsce, określając amerykańskie komunikaty jako manipulację. Powstaje w ten sposób obraz chaosu informacyjnego, w którym trudno rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia z realnymi próbami rozmów, czy raczej z operacją oddziaływania na rynki i opinię publiczną.
Nie można wykluczyć, że kontakty odbywają się pośrednio, z udziałem państw trzecich. Równie prawdopodobne są jednak działania dezinformacyjne lub próba stworzenia politycznej „ścieżki wyjścia” z konfliktu bez faktycznego ograniczania działań zbrojnych. W praktyce operacje militarne nie słabną.
Równolegle wojna uderza w globalny system energetyczny. Ceny ropy znów zbliżają się do poziomu 100 dolarów za baryłkę, a poważne zakłócenia dotknęły rynek gazu, zwłaszcza LNG. Część instalacji eksportowych, w tym w Katarze, została wyłączona z eksploatacji na dłuższy czas po ataku irańskich dronów. Szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej Fatih Birol porównuje skalę obecnego kryzysu do połączonych skutków szoków naftowych lat 70. i wojny w Ukrainie.
Spadochroniarze w gotowości?
W mediach za oceanem pojawiają się doniesienia o mobilizacji wybranych komponentów Sił Zbrojnych USA, przede wszystkim jednostek specjalnych oraz wojsk powietrznodesantowych. Według informacji z ostatnich dni zwiększono gotowość elementów sił specjalnych operujących w regionie, a także postawiono w stan podwyższonej gotowości wybrane jednostki 82 Dywizji Powietrznodesantowej i sił szybkiego reagowania. Ruchy te obejmują zarówno przerzut personelu i sprzętu, jak i przygotowanie zaplecza logistycznego w bazach na Bliskim Wschodzie.
Tego typu działania zwykle oznaczają przygotowanie do kilku możliwych scenariuszy. Najbardziej oczywisty to wzmocnienie ochrony amerykańskich instalacji i personelu w regionie oraz gotowość do ewakuacji w razie dalszej eskalacji. Siły specjalne mogą też prowadzić działania rozpoznawcze i wskazywać cele dla uderzeń precyzyjnych, zwłaszcza przeciwko mobilnym wyrzutniom rakiet czy elementom systemu dowodzenia.
Jednak katalog możliwych użyć jest szerszy. W grę wchodzą operacje zabezpieczające materiały wrażliwe, w tym ewentualne próby przejęcia lub neutralizacji zapasów materiałów rozszczepialnych i infrastruktury związanej z programem nuklearnym Iranu. Tego typu działania wymagają właśnie komponentu sił specjalnych oraz szybkiego wsparcia wojsk powietrznodesantowych.
Innym wariantem są ograniczone operacje zajęcia wybranych obiektów lub punktów terenowych o znaczeniu strategicznym. Mogą to być instalacje wojskowe, węzły logistyczne albo wyspy i porty istotne dla kontroli szlaków morskich w rejonie Zatoki Perskiej. W tym kontekście pojawiają się spekulacje o scenariuszach związanych z przejęciem kontroli nad wybranymi punktami na akwenach przybrzeżnych, które mogłyby zostać wykorzystane przez Iran do zakłócania żeglugi.
Nie można też wykluczyć operacji o charakterze „punktowego wejścia”, czyli krótkotrwałego zajęcia obiektu, wykonania zadania i wycofania sił. Taki wariant mógłby dotyczyć uderzeń na szczególnie istotne elementy infrastruktury wojskowej, których nie da się skutecznie zniszczyć wyłącznie z powietrza. Wszystkie te scenariusze łączy jedno: nie oznaczają one klasycznej operacji lądowej na dużą skalę. Chodzi raczej o zwiększenie elastyczności działania i przygotowanie narzędzi do szybkiej, ograniczonej interwencji.
Ukraiński know-how
Na koniec warto wspomnieć o tym, że na teatrze działań pojawił się nowy, istotny aktor – ukraińscy specjaliści od zwalczania bezzałogowców. Według doniesień zachodnich mediów i źródeł wojskowych, niewielkie zespoły doradczo-operacyjne zostały skierowane do wsparcia systemów obrony powietrznej Izraela oraz wybranych instalacji amerykańskich w regionie. Ich obecność nie jest przypadkowa, ponieważ Ukraińcy dysponują dziś najbardziej praktycznym doświadczeniem w zwalczaniu masowych ataków dronowych, zdobytym w trakcie wojny z Rosją.
Ich zadania obejmują przede wszystkim optymalizację warstwowej obrony przeciwko dronom, w której łączy się środki kinetyczne i walkę radioelektroniczną. Wspierają także integrację systemów wykrywania i neutralizacji celów niskolecących oraz doradzają, jak zarządzać obroną w warunkach zmasowanych ataków, aby nie dopuścić do jej przeciążenia.
Z dostępnych informacji wynika, że ich doświadczenia już przynoszą efekty. W ostatnich dniach wzrosła skuteczność zwalczania części irańskich dronów, zwłaszcza tych wolniejszych i działających w rojach. Kluczowe okazało się wykorzystanie sprawdzonych na Ukrainie procedur selekcji celów oraz łączenie środków zakłócających z ogniem artyleryjskim i rakietowym krótkiego zasięgu.
Obecność ukraińskich specjalistów ma również wymiar polityczny i systemowy. Pokazuje transfer doświadczeń z wojny w Europie na Bliski Wschód oraz rosnącą rolę Ukrainy jako dostawcy unikalnego know-how w zakresie nowoczesnego pola walki.
autor zdjęć: Ben Birchall / PA Images / Forum, Amit Dave / Reuters / Forum

komentarze