Przez ostatni tydzień poligon w Drawsku pełnił rolę Afryki dla prawie dwóch tysięcy żołnierzy, a to za sprawą rozgrywanych tu ćwiczeń „Common Challenge’15”. Ich scenariusz zakładał realizację zadań na kontynencie afrykańskim przez Grupę Bojową Unii Europejskiej V4 tzw. Wyszehradzkiej Grupy Bojowej. W jej skład wchodzą kontyngenty wystawione przez Polskę, Czechy, Słowację, Węgry oraz pododdział armii Ukrainy. Miałem okazję obserwować pracę oficerów i podoficerów poszczególnych komórek sztabowych podczas tego ćwiczenia. Jestem pod wrażeniem profesjonalizmu i spokoju, z jakim wykonywali swoje obowiązki. Mimo bardzo krótkiego czasu, w którym należało zrealizować zadania, nie odczuwało się nerwowej atmosfery. „Spokój cechą mistrzów” – można powiedzieć.
Wyszehradzka Grupa Bojowa została sformowana na bazie 12 Brygady Zmechanizowanej im. gen. J. Hallera w Szczecinie (Force HQ, batalion manewrowy oraz mniejsze pododdziały). Stacjonuje w dwóch bazach: FHQ w Main Operation Base Entebbe (Ziemsko) oraz batalion manewrowy w Forward Operation Base Oskar (Konotop). Kierownictwo ćwiczenia pracuje na terenie 16 WOG w Olesznie oraz w Krakowie (OHQ).
Podczas zajęć „w polu” kompanie i plutony były sprawdzane ze znajomości i realizacji procedur obowiązujących w różnego rodzaju działaniach taktycznych, które przewidziano w scenariuszu ćwiczenia. Realizmu tym sprawdzianom dodawał udział odpowiednio ubranych i ucharakteryzowanych pozorantów, np. z „pododdziału niezadowolenia społecznego”.
Z kolei dla poszczególnych komórek sztabowych FHQ ćwiczenie było okazją do przetestowania procedur działania w różnych okolicznościach i wariantach. Zakres czynności wykonywanych na misji przez sztab szczebla brygady jest ogromny. Trzeba przyznać, że OHQ w Krakowie dbało, aby ćwiczący sztabowcy się nie nudzili. Dlatego niezmordowanie „bombardowało” EU BG FHQ zarządzeniami (Fragmentary Order, czyli Frago), które miały być zrealizowane zarówno przez sztab, jak i pododdziały. To z kolei uruchamiało procesy planistyczne i decyzyjne. Nie były to czynności tak widowiskowe, jak działanie pododdziałów w terenie, ale efekty pracy sztabowców można było potem zauważyć „w polu”. Działanie pododdziałów i praca sztabu były na bieżąco oceniane przez międzynarodowy zespół certyfikujący.
Obecna grupa bojowa ma specyficzny skład narodowościowy. Batalion manewrowy, JLSG (Joint Logistic Support Group) oraz pozostałe pododdziały grupy składają się z jednorodnych pod względem narodowościowym kompanii, plutonów oraz drużyn i zespołów. Inaczej jest w dowództwach i sztabach Grupy Bojowej oraz podległych pododdziałów, gdzie poszczególne wydziały i sekcje są dosyć dokładnie wymieszane pod tym względem. Przykładem jest moja sekcja łącznikowa, która składa się z czterech oficerów: Polaka, Czecha, Węgra i Słowaka. Bardziej „zmiksować się” już nie dało. Ale dzięki temu, mimo że to angielski jest językiem dowodzenia i współdziałania, jesteśmy w stanie sprawnie „łączyć” się w różnych kierunkach. Cóż, jednostki wojskowe o podobnym składzie narodowościowym były już kiedyś formowane, tyle że w armii austro-węgierskiej podczas I wojny światowej. Wtedy obowiązującym językiem dowodzenia był jednak niemiecki.
Miałem sposobność obserwować pracę oficerów i podoficerów poszczególnych komórek sztabowych podczas tego ćwiczenia. Jestem pod wrażeniem profesjonalizmu i spokoju, z jakim wykonywali swoje obowiązki. Mimo bardzo krótkiego czasu, w którym należało wykonać zadania, nie odczuwało się nerwowej atmosfery. „Spokój cechą mistrzów” – można powiedzieć.
Kadra FHQ jest bardzo dobrze przygotowana językowo, chociaż z Czechami, Słowakami i Ukraińcami od biedy można porozumieć się również po polsku. Trzeba jednak pamiętać o językowych minach i pułapkach. Kiedyś usłyszałem, jak w ferworze walki jeden z Polaków rzucił w obecności Czecha: „Szukam pułkownika X!”. Ta, wydawałoby się niewinna wieść, niemal raziła czeskiego oficera. Bo choć słowo „szukam” brzmi w obu językach identycznie, oznacza coś zupełnie innego. Co więcej, u naszych sąsiadów zaliczane jest do słów „powszechnie uważanych za obraźliwe”. Bezpieczniej jest więc powiedzieć: „I am looking for colonel X!”.
Dodam jeszcze, że plan przeprowadzenia ćwiczenia był chyba uzgodniony na bardzo wysokim szczeblu, ponieważ od pierwszego dnia panowała pogoda, dzięki której można było przetestować jakość mundurów. Ciągła mżawka przechodząca od czasu do czasu w ulewny deszcz z porywistym wiatrem nie pokonała wojskowych ubrań ochronnych (tzw. gore-tex). W gorszej sytuacji byli żołnierze, którzy zamiast gore-texu mieli na sobie zamiennik w postaci kurtki polowej z podpinką wz. 93.
komentarze