Kiedy przeciętny Polak wyobraża sobie uczestnika misji zagranicznych, przywołuje na myśl żołnierza w błękitnym berecie lub hełmie ONZ-etu, pomagającego potrzebującym w odległym zakątku globu. Ponad 70 lat udziału Polski w misjach poza granicami kraju pokazuje, że obraz ten nie oddaje skali i charakteru zaangażowania polskich żołnierzy i pracowników MON-u w tego typu operacje.
Polski misjonarz w towarzystwie naszych pielęgniarek przed Polskim Szpitalem Polowym podczas misji UNEF II. Z kolekcji Janiny Żabińskiej
Po zakończeniu II wojny światowej nie wszędzie nastąpiły spokój i stabilizacja. W 1950 roku na Półwyspie Koreańskim wybuchła wojna. Wbrew ustaleniom z Poczdamu Kim Ir Sen – przy wsparciu Chin i Związku Sowieckiego – chciał zająć i włączyć do swego kraju Republikę Korei leżącą na południu półwyspu. Rada Bezpieczeństwa ONZ wezwała kraje członkowskie do sformowania wspólnych sił zbrojnych celem interwencji na Półwyspie Koreańskim. Rozpoczął się krwawy konflikt trwający trzy lata. 27 lipca 1953 roku wszedł w życie układ rozejmowy, który kończył zatargi i ustanawiał komisję mającą nadzorować respektowanie ustaleń rozejmowych. Do komisji zaproszono po dwa kraje reprezentujące interesy obu stron konfliktu. W imieniu Korei Południowej występowały Szwecja i Szwajcaria, a Korei Północnej – Polska i Czechosłowacja. Tak powstała Komisja Nadzorcza Państw Neutralnych (Neutral Nations Supervisory Commission; NNSC). Jej symbolem stał się kwadrat podzielony przekątnymi tworzącymi trójkąty w kolorach nawiązujących do barw flag krajów wchodzących w skład NNSC. Zadaniami Komisji Nadzorczej były nadzór nad wykonywaniem postanowień układu rozejmowego, badanie wypadków naruszenia rozejmu oraz opracowywanie sprawozdań z dochodzeń i przedstawianie ich Wojskowej Komisji Rozejmowej. Członkowie NNSC nadzorowali wymianę jeńców wojennych oraz kontrolowali rejon strefy zdemilitaryzowanej, żeby minimalizować ryzyko incydentów pomiędzy wrogimi stronami. Była to misja wymagająca dużej ostrożności. Realia zimnej wojny nie ułatwiały zadania naszym żołnierzom.
Natomiast już po przemianach ustrojowych, w 1995 roku w obliczu starań Polski o wejście do NATO Korea Północna odmówiła nam możliwości stacjonowania w jej granicach i nasi przedstawiciele przenieśli się na stronę Korei Południowej. Komisja Nadzorcza działa nieprzerwanie od 1953 roku i jest to najdłużej funkcjonująca wojskowa misja zagraniczna z udziałem Polaków. W 1954 roku w Genewie toczyły się rokowania w sprawie przyszłości krajów indochińskich. Rosjanie zaproponowali powołanie komisji złożonej z państw neutralnych na wzór utworzonej w Korei. Brak postępu w rokowaniach wykorzystał minister spraw zagranicznych Chin i zaproponował trzy państwa niezaangażowane – Indie, Polskę i Kanadę – jako przyszłych członków Międzynarodowej Komisji Nadzoru i Kontroli w Indochinach (ICSC). Obszar prac komisji obejmował trzy kraje: Wietnam, Laos i Kambodżę. Do jej zadań należało kontrolowanie wycofania wojsk francuskich, nadzorowanie wymiany jeńców i osób internowanych, nadzorowanie portów i lotnisk – w szczególności ustalanie pochodzenia transportów uzbrojenia i personelu wojskowego. W latach 1954– 1975 w pracach międzynarodowych komisji w Indochinach wzięło udział około 2,5 tys. Polaków.
Wyjazd członków komisji do strefy zdemilitaryzowanej; Korea, 1954. Władysław Antos
Od Indochin po Afrykę
W latach 1972–1975 Polska wystawiła delegację do Międzynarodowej Komisji Kontroli i Nadzoru w Wietnamie Południowym (ICCS). W jej skład oprócz Polski weszły Węgry, Kanada i Indonezja. Komisja nadzorowała przestrzeganie przerwania ognia na terenie Wietnamu Południowego, całkowite wycofanie wojsk Stanów Zjednoczonych, wymianę jeńców wojennych oraz respektowanie zakazu wprowadzania na teren Wietnamu sprzętu wojskowego, personelu i uzbrojenia. Wiosną 1975 roku oddziały Ludowej Armii Wyzwoleńczej przypuściły generalną ofensywę, w wyniku której komuniści opanowali Sajgon, a delegacje narodowe stopniowo zaczęły wycofywać się z rejonu. Ostatecznie 18 czerwca 1975 roku minister spraw zagranicznych nowego rządu poinformował, że uważa działalność ICCS za zakończoną. W 1968 roku Polacy zostali zaproszeni do grupy obserwatorów w Nigerii. Trwała tam wojna domowa spowodowana próbą odłączenia się Biafry, jednego ze stanów tworzących federację. Realizując plan zachowania jedności państwa, rząd Nigerii zwrócił się do Kanady, Polski, Szwecji i Wielkiej Brytanii o skierowanie swych przedstawicieli wojskowych do międzynarodowej komisji mającej zbadać zasadność oskarżeń dotyczących rzekomej eksterminacji ludności plemienia Ibo zamieszkującego Biafrę. Nasi oficerowie w okresie działalności komisji od 24 września 1968 do 30 stycznia 1970 roku wzięli udział w 69 inspekcjach w obszarach objętych wojną. Wynikiem tego był raport komisji, który potwierdzał bezpodstawność oskarżeń o dokonywanie przez żołnierzy federalnych aktów ludobójstwa. Zaproszenia do kolejnych komisji były dowodem na to, że Polska na arenie międzynarodowej cieszyła się dużym zaufaniem.
Zaczęło się na Synaju
Aktywność Polski w tzw. komisjach międzynarodowych działających w Indochinach i Afryce stanowiła preludium do o wiele większego zaangażowania się naszego kraju w operacje z dala od granic Polski. Przełomową datą w tym aspekcie okazał się rok 1973, kiedy w listopadzie pierwsi polscy żołnierze wzięli udział w operacji pokojowej pod egidą ONZ-etu. Misja UNEF II (Second United Nations Emergency Force), w której w latach 1973–1979 współuczestniczyli nasi żołnierze, tworząc Polską Wojskową Jednostkę Specjalną na Bliskim Wschodzie (PWJS), została powołana po zakończeniu wojny Jom Kippur. Celem misji było rozdzielenie wojsk egipskich i izraelskich oraz nadzorowanie zawieszenia broni. W skład UNEF II weszły kontyngenty 12 państw, którym powierzono różne zadania. Polsce i Kanadzie przydzielono sprawy logistyczne. Pierwsza misja w ramach ONZ-etu stanowiła duże wyzwanie dla władz PRL-u, dotychczas bowiem żołnierze znad Wisły nie uczestniczyli w działaniach pod błękitną flagą. Także powierzone im funkcje oraz skala zaangażowania okazały się nowością.
Stacjonujący na Synaju Polacy wykonywali zadania saperskie i związane z transportem. Nasi żołnierze udzielali również wsparcia medycznego, zarówno błękitnym hełmom, jak i ofiarom konfliktu, prowadząc szpital polowy w Ismailii. W trakcie sześcioletniej służby Polacy wykryli i zniszczyli około 15 tys. sztuk min, bomb i pocisków artyleryjskich, a także ponad 280 tys. sztuk amunicji strzeleckiej, które zalegały w miejscu starć egipsko-arabskich. Dodatkowo nasi specjaliści od uzdatniania wody przygotowali na potrzeby UNEF II ponad 383 tys. m3 wody.
Działalność PWJS nie tylko uzyskała znakomite opinie wśród przedstawicieli pozostałych państw uczestniczących w misjach na Bliskim Wschodzie, ale i zapoczątkowała okres kilkudziesięcioletniego zaangażowania Polski w misje pokojowe pod flagą ONZ-etu. Już w 1974 roku polskie wojska trafiły do Syrii, na sporne Wzgórza Golan. Jednostki wydzielone z II zmiany UNEF II miały tworzyć kontyngent w ramach sił UNDOF (United Nations Disengagement Observer Force). Wspomniane siły powołane zostały w celu utrzymania zawieszenia broni między Izraelem a Syrią, nadzorowania wycofania wojsk izraelskich i syryjskich oraz kontrolowania obszarów separacji między stronami konfliktu. Polski kontyngent wykonywał początkowo zadania zaopatrzeniowo-transportowe i inżynieryjno-saperskie, z czasem zwiększając swoją liczebność i przechodząc do działań operacyjnych, takich jak patrole czy obsadzanie posterunków obserwacyjnych. Misja Polaków w Syrii trwała nieprzerwanie aż do roku 2009 i jest najdłuższą z operacji prowadzonych przez nasz kraj pod flagą ONZ-etu.
Polscy żołnierze przez ponad 30 lat pełnili służbę w ramach misji UNDOF w Syrii. Z kolekcji Jarosława Gromadzińskiego
Szczególne miejsce w historii wojskowych misji zagranicznych pod egidą ONZ-etu z udziałem Polaków zajmuje ta prowadzona w Kambodży w latach 1992–1994. Zapowiadająca się na kolejną operację pokojową misja UNTAC (United Nations Transitional Authority in Cambodia) stała się areną pierwszych w powojennej historii starć z udziałem WP. Głównym zadaniem UNTAC był nadzór nad przeprowadzeniem demokratycznych wyborów w Kambodży (której Pol Pot i jego zwolennicy zmienili nazwę na Demokratyczna Kampucza), mających zakończyć okres krwawych rządów Czerwonych Khmerów. Do podstawowych zadań polskiego 700-osobowego kontyngentu należało: zapewnienie transportu w rejonie odpowiedzialności, zaopatrzenie kontyngentów operacyjnych w wodę, żywność i paliwo, budowa oraz naprawa dróg i mostów, zapewnienie funkcjonowania centralnych magazynów zaopatrzenia sił ONZ-etu. Początkowy okres służby nie zapowiadał dramatycznych wydarzeń, które nadeszły w 1993 roku. Wiosną tegoż roku w Siĕm Réab, a następnie Kâmpóng Thum Czerwoni Khmerzy zaatakowali miejsca stacjonowania polskich kompanii logistycznych. Mimo ataków z użyciem m.in. moździerzy i broni maszynowej nasi żołnierze odparli wrogie natarcia, nie ponosząc przy tym strat.
Zaangażowanie Polski w operacje pod egidą ONZ-etu to nie tylko udział dużych kontyngentów wojskowych, np. do Libanu (UNIFIL), do byłej Jugosławii (UNPROFOR) czy Namibii (UNTAG), lecz także działalność setek obserwatorów i ekspertów, którzy często ryzykując zdrowie i życie, monitorują sytuacje kryzysowe, nadzorują przestrzeganie porozumień pokojowych (np. zawieszenia broni) czy też wspierają procesy stabilizacyjne w regionach dotkniętych konfliktami. Czynili tak w trakcie misji UNGOMAP (mającej na celu monitorowanie wycofania wojsk sowieckich z Afganistanu oraz dobrowolnego powrotu uchodźców z Pakistanu) czy też próbując zapobiec ludobójstwu w Rwandzie w ramach misji UNAMIR.
Wkład polskiej armii w budowę pokoju na świecie został doceniony na arenie międzynarodowej. Dobitnym przykładem tego jest rok 1988 i udział żołnierza WP w ceremonii odebrania Pokojowej Nagrody Nobla dla błękitnych beretów ONZ-etu. Zaszczytu tego, obok ośmiu kolegów wytypowanych wśród przedstawicieli państw najbardziej zaangażowanych w misje pokojowe, dostąpił starszy chorąży sztabowy Edward Ziobro. Jego udział w ceremonii w Oslo był nie tylko oznaką szacunku dla całości działań Polaków pod flagą ONZ-etu, także wyróżnieniem dla samego chorążego, który w trakcie swojej 25-letniej służby ponad 10 lat spędził poza granicami kraju, wykonując zadania podczas misji w Syrii, Egipcie, Libanie, Namibii, Iraku i na Bałkanach.
Edward Ziobro z kolegą w czasie misji ONZ w Syrii przy zestrzelonym śmigłowcu na Hermonie. Z kolekcji Edwarda Ziobry
Ceną udziału Sił Zbrojnych RP w misjach ONZ-etu była też krwawa danina, która oznaczała śmierć 42 żołnierzy. Do dzisiaj Polska zaangażowała się łącznie w ponad 30 misji i operacji pod flagą ONZ-etu, wnosząc istotny wkład w umacnianie pokoju i bezpieczeństwa na świecie.
W kręgu złotych gwiazd
Od kilkudziesięciu lat nasi żołnierze uczestniczą także w misjach zagranicznych pod egidą Unii Europejskiej. Ich początek datować należy na wczesne lata dziewięćdziesiąte XX wieku, kiedy to w 1991 roku władze Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, poprzedniczki UE, zdecydowały o powołaniu misji ECMM (European Community Monitoring Mission) na terenie Bałkanów Zachodnich mającej na celu monitorowanie sytuacji w trakcie wojny w Jugosławii. Oprócz 12 państw EWG w jej skład weszło także pięć państw-członków Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, w tym dwóch przedstawicieli polskiej armii, którzy zajmowali się kwestiami pomocy humanitarnej.
Region Bałkanów był także teatrem działań prowadzonych przez naszych żołnierzy w ramach pierwszej w historii operacji pokojowej UE o kryptonimie „Concordia”. W 2003 roku w Macedonii kilkudziesięciu żołnierzom PKW, sformowanego w oparciu o 1 Pułk Specjalny
Komandosów z Lublińca, przyszło wykonywać zadania polegające m.in. na ochronie obserwatorów Unii Europejskiej i OBWE, konwojów z pomocą humanitarną, a także na reagowaniu w sytuacjach kryzysowych, do których mogło dochodzić na obszarze mandatowym. Niestety, także tym razem nie obeszło się bez strat wśród żołnierzy znad Wisły. 4 marca 2003 roku podczas rutynowego patrolu samochód polskiego kontyngentu, w którym znajdowała się grupa komandosów 1 PSK, wjechał na ułożone jedna na drugiej miny. W wyniku wybuchu zginęło dwóch Polaków. Od zakończenia II wojny światowej to pierwsi żołnierze wojsk specjalnych, którzy ponieśli śmierć na misji poza granicami kraju.
W kolejnych latach zaangażowanie Polski w operacje wojskowe Unii Europejskiej sięgnęło swoim zasięgiem poza obszar kontynentu europejskiego. W Afryce Polakom, głównie z Żandarmerii Wojskowej, przyszło służyć w ramach sił EUFOR zarówno w Demokratycznej Republice Konga (2006), gdzie zabezpieczali przebieg wyborów parlamentarnych i prezydenckich, jak też w Czadzie i Republice Środkowoafrykańskiej. W tej ostatniej operacji, prowadzonej w latach 2008–2009, zadaniami członków PKW była ochrona uchodźców z sąsiedniego ogarniętego wojną domową Darfuru oraz udzielających im pomocy pracowników organizacji humanitarnych i sił pokojowych ONZ. Ta organizacja w 2009 roku przejęła odpowiedzialność za zapewnianie stabilności w regionie i powołała w tym celu misję MINURCAT, którą wsparli swoją obecnością nasi żołnierze.
Polscy żołnierze w chabrowych beretach Unii Europejskiej od kilku lat są także obecni na pograniczu Afryki i Europy, w basenie Morza Śródziemnego. Wykonują tam zadania w ramach EUNAVFOR MED (European Union Naval Force Mediterranean). W latach 2018–2020, tworząc PKW Sophia, stacjonując w Rzymie (kwatera główna misji), ale przede wszystkim w bazie NATO Sigonella na Sycylii, polscy marynarze z Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej, dysponujący samolotami patrolowymi PZL M28B R1 Bryza i wspierani do 2019 roku przez zespół abordażowy Jednostki Wojskowej Formoza, wykonywali zadania zmierzające do ograniczenia nielegalnego przemytu ludzi i towarów do Europy. Dodatkowo ich zadaniem było wsparcie libijskich sił bezpieczeństwa w szkoleniu i działaniach na rzecz ograniczenia nielegalnej emigracji. Od kwietnia 2020 roku w ramach PKW Irini Polacy kontynuują te zadania, zwiększając tym samym bezpieczeństwo na południowej flance UE.
Droga do NATO
Polska po przemianach systemowych w 1989 roku pogłębiała stale zmiany demokratyczne. Było pewne, że sojusz militarny, w którym trwała od 1955 roku – Układ Warszawski – nie może gwarantować naszego bezpieczeństwa. W lipcu 1991 roku w Pradze został on rozwiązany, co otworzyło nam drogę do rozmów o przyjęcie do NATO. Potwierdził to sekretarz generalny Sojuszu Północnoatlantyckiego podczas wizyty w Polsce w marcu 1992 roku. Było jasne, że nie stanie się to od razu. Integracja procedur i sprzętu, wyszkolenie kadry posługującej się językiem angielskim to tylko niektóre z barier. Dodatkowo konieczne było zbudowanie zaufania co do naszych intencji i możliwości realizacji zadań.
Okazja do zaprezentowania się przed przyszłymi sojusznikami pojawiła się już w 1994 roku. Rozmowa telefoniczna prezydentów Polski i Stanów Zjednoczonych zaowocowała decyzją o wysłaniu do Republiki Haiti kontyngentu złożonego z tajnej jednostki antyterrorystycznej GROM podlegającej Ministerstwu Spraw Wewnętrznych. Sformowany kontyngent skierowany został wcześniej na szkolenie do bazy amerykańskiej w Camp Santiago w Puerto Rico, a następnie do wykonywania zadań na Haiti. Sojusznicy z USA mogli ocenić poziom wyszkolenia i sposób działania naszych wojsk specjalnych, a mieliśmy się czym pochwalić. Po misji GROM był oceniany w samych superlatywach.
Kolejna okazja do współpracy pojawiła się szybko. W 1995 roku, po podjęciu przez ONZ decyzji o wycofaniu misji UNPROFOR z terenu byłej Jugosławii, Polska została włączona do sił implementacyjnych IFOR pod dowództwem NATO. Dwa lata później podjęto decyzję o przyjęciu do Sojuszu Polski, Czech i Węgier. Rozmowy akcesyjne zostały zwieńczone sukcesem 12 marca 1999 roku w miejscowości Independence w stanie Missouri, gdzie symbolicznie przekazano akt przystąpienia Polski do NATO.
Polski żołnierz podczas patrolu w Afganistanie w otoczeniu ciekawskich dzieci.
Nasze zaangażowanie pokazywaliśmy na wielu płaszczyznach. Nie tylko w ramach misji NATO, ale też misji sojuszniczych pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych w walce o światowe bezpieczeństwo. Misja sojusznicza w Iraku oraz misja w Afganistanie były najbardziej rozpoznawalne i wymagające. Obie okupione zostały daniną krwi. W Iraku życie oddało 23 polskich żołnierzy, a w Afganistanie – 44. Obie operacje były trudne i przełomowe w kontekście rozwoju techniki wojskowej i wyszkolenia naszych żołnierzy. Dynamika zmian okazała się olbrzymia. Praktycznie każda kolejna rotacja docierająca w rejon działań cechowała się lepszym wyszkoleniem i wyposażeniem. Zagrożenia również ulegały zmianom, a żołnierze musieli adekwatnie dostosowywać swoje procedury. Efektem naszego rozwoju było pojawienie się misji szkoleniowych, w ramach których mogliśmy dzielić się swoją wiedzą z partnerami. Przykładem takich misji jest NTM-I w Iraku czy Resolute Support w Afganistanie.
Niekończąca się historia
Udział w misjach NATO lub sojuszniczych ma nie tylko charakter interwencyjny. Organizowane są misje prewencyjne i odstraszające, które zniechęcają potencjalnych przeciwników do działań zaczepnych względem członków Sojuszu. Do takich misji należą eFP (enhanced Forward Presence) na Łotwie i tFP (tailored Forward Presence) w Rumunii. Polskie komponenty wojskowe stacjonujące w tych krajach oprócz funkcji odstraszania zapewniają możliwość błyskawicznego rozwinięcia oraz utrzymania stałego przepływu komunikacji pomiędzy sojusznikami.
Omawiając misje NATO, nie sposób nie wspomnieć o lotniczych i morskich. W ramach Baltic Air Policing nasze samoloty pełnią dyżury, pilnując przestrzeni powietrznej Litwy, Łotwy i Estonii. Do 2015 roku zadania realizowano na myśliwcach MiG-29, a od 2017 roku – na F-16. Misja prowadzona jest rotacyjnie z innymi krajami Sojuszu w cyklach pięciomiesięcznych. To wyraźny sygnał dla Rosji i Białorusi, by nie ryzykować przelotu w rejonie odpowiedzialności naszych pilotów.
Cykliczny charakter mają również misje morskie realizowane w ramach Stałych Zespołów Morskich NATO. Zespoły SNMG 1 i SNMG 2 składają się z niszczycieli i fregat, a SNMCMG 1 i SNMCMG 2 z niszczycieli min i trałowców. Obie grupy stanowią trzon morskiego komponentu sił najwyższej gotowości. Nasi marynarze ćwiczą procedury wspólnie z innymi krajami NATO, skracając czas reakcji i demonstrując swoją skuteczność. Niszczyciele min neutralizują niebezpieczne ładunki wybuchowe w rejonie Morza Bałtyckiego i Morza Północnego, co przyczynia się do zwiększenia bezpieczeństwa żeglugi w tym rejonie. Oprócz praktycznych, militarnych funkcji Marynarka Wojenna RP, zawijając do portów innych państw NATO, staje się naszym ambasadorem i wizytówką Polski na świecie.
Przez ponad 70 lat Wojsko Polskie wzięło udział w więcej niż 100 misjach zagranicznych. Kształtowały one oblicze naszych sił zbrojnych, napędzały rozwój w obszarze wyposażenia i uzbrojenia, a także miały niebagatelny wpływ na wyszkolenie polskich żołnierzy. Wysiłek w ramach wojskowych misji zagranicznych doprowadził nas do miejsca, w którym jesteśmy. Wojsko Polskie uważane jest nie tylko za jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się armii w NATO, lecz także za niezawodnego sojusznika, który udowodnił to niejednokrotnie w trakcie misji zagranicznych.
autor zdjęć: Z kolekcji Janiny Żabińskiej; z kolekcji Edwarda Ziobry; Władysław Antos; z kolekcji Jarosława Gromadzińskiego

komentarze