moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Piracki comeback w Zatoce Adeńskiej i na Oceanie Indyjskim

Podczas gdy Iran blokuje cieśninę Ormuz, a jemeńscy rebelianci Huti atakują statki handlowe na Morzu Czerwonym, dokładnie pomiędzy tymi akwenami pojawia się nowe – czy też wraca stare – niebezpieczeństwo. Po niemal dekadzie względnego spokoju, wykorzystując polityczno-wojenny chaos w regionie, na wodach Zatoki Adeńskiej i Oceanu Indyjskiego znów rozpoczęli łowy somalijscy piraci.

17 lipca na pokład tankowca MT „Asana” przepływającego przez Zatokę Adeńską wszedł i przejął na nim kontrolę – jak to ujęto w oficjalnych raportach – „nieautoryzowany personel”. Południowokoreański okręt wojenny ruszył na pomoc, ale było już za późno: marynarze trzymani jako zakładnicy zapewnili porywaczom bezpieczną drogę do Somalii. 

Statek został zakotwiczony pomiędzy miastami Eyl i Garacad leżącymi w granicach Puntlandu. To właśnie ten autonomiczny region, nieuznający władz w Mogadiszu, stanowił centrum działań somalijskich piratów w okresie ich największej aktywności. Eyl i Garacad były dobrze znanymi pirackimi portami, z których wyprawy wyruszały w głąb Oceanu Indyjskiego i gdzie przetrzymywano porwane statki wraz z załogami w oczekiwaniu na wypłatę okupu. W pewnym momencie miały wręcz status nieoficjalnych stolic prawdziwych zbójeckich państewek, w których rządzili przywódcy pirackich grup. Ani władze Somalii, ani Puntlandu nie były w stanie przez długi czas odzyskać kontroli nad tymi obszarami – zresztą nic dziwnego, skoro piraci otrzymujący wielomilionowe okupy za każdy porwany statek dysponowali znacznie większym budżetem niż lokalne siły bezpieczeństwa.

W szczytowym okresie, około 2010 roku, do pirackich ataków w tamtym regionie dochodziło średnio co półtora dnia, kilkadziesiąt statków rocznie było porywanych, a suma okupów w rekordowym 2011 roku wyniosła 150 mln dolarów – pięciokrotnie więcej niż roczny budżet całego Puntlandu. Dla światowej gospodarki aktywność piracka generowała straty w wysokości 6–12 mld dolarów rocznie. Piraci docierali aż do Zatoki Omańskiej, wybrzeży Indii, Seszeli czy Madagaskaru, ale najaktywniejsi byli w Zatoce Adeńskiej, a przebiegający przez nią szlak zyskał sobie wówczas wśród marynarzy miano „Alei Piratów”. 

REKLAMA

Brytyjski tankowiec w ogniu po ataku na Morzu Czerwonym

Od tego czasu morskie rozbójnictwo w regionie zostało niemal całkowicie stłumione, ale warto pamiętać, że zajęło to około 10 lat, pochłonęło ogromne środki i udało się tylko dzięki bezprecedensowej współpracy niemal całego świata. Rzadko się zdarza, by społeczność międzynarodowa była w jakiejkolwiek sprawie tak zgodna jak w przypadku somalijskiego piractwa. We wspólnych wysiłkach mających na celu wytępienie tego procederu brały udział dziesiątki państw, w tym nieraz wrogich sobie. Żyjące z eksportu ropy kraje Półwyspu Arabskiego sypnęły pieniędzmi na dofinansowanie somalijskich sił bezpieczeństwa. W operacjach antypirackich brały udział okręty wojenne krajów Unii Europejskiej, Indii, Rosji, Iranu, Korei Południowej, Japonii czy Chin. 

To się jednak zmienia. Atak i porwanie MT „Asana” nie jest jedynym takim incydentem w ostatnim czasie. Od marca tego roku przynajmniej kilka statków handlowych zostało porwanych u wybrzeży Somalii. Pojawiają się też raporty o atakach na „dhowy” – niewielkie drewniane stateczki używane powszechnie przez handlarzy, rybaków i przemytników w regionie Oceanu Indyjskiego. Choć piraci nie mogą liczyć na wysoki okup za tego typu zdobycz, to porywanie ich ma zupełnie inny cel: służą one potem jako tzw. statki matki do dalekich wypraw oceanicznych w poszukiwaniu odpowiedniego łupu. 

Nie jest przypadkiem, że nagły wzrost pirackiej aktywności zbiegł się w czasie z wybuchem wojny z Iranem. Przywódcy pirackich grup wiedzą, że czasy geopolitycznego chaosu to dla nich najlepszy okres. Gdy flota USA jest zaangażowana w Zatoce Perskiej, a państwa Unii Europejskiej koncentrują się na znacznie bliższym rosyjskim zagrożeniu, zaczyna brakować okrętów wojennych, które mogłyby ochraniać statki handlowe pływające przez Zatokę Adeńską.

Obecna aktywność piracka w regionie jest jeszcze stosunkowo niewielka, przynajmniej w porównaniu z czasami jej „świetności” sprzed kilkunastu lat. Im bardziej jednak wzrasta geopolityczny chaos, tym większa pokusa dla grup pirackich, by wrócić do procederu, który niegdyś przynosił milionowe zyski. A jak pokazuje historia, dużo łatwiej jest dopuścić do odrodzenia się piractwa, niż później ponownie je zdławić.

17 lipca na pokład tankowca MT „Asana” przepływającego przez Zatokę Adeńską wszedł i przejął na nim kontrolę – jak to ujęto w oficjalnych raportach – „nieautoryzowany personel”. Południowokoreański okręt wojenny ruszył na pomoc, ale było już za późno: marynarze trzymani jako zakładnicy zapewnili porywaczom bezpieczną drogę do Somalii. Statek został zakotwiczony pomiędzy miastami Eyl i Garacad leżącymi w granicach Puntlandu. To właśnie ten autonomiczny region, nieuznający władz w Mogadiszu, stanowił centrum działań somalijskich piratów w okresie ich największej aktywności. Eyl i Garacad były dobrze znanymi pirackimi portami, z których wyprawy wyruszały w głąb Oceanu Indyjskiego i gdzie przetrzymywano porwane statki wraz z załogami w oczekiwaniu na wypłatę okupu. W pewnym momencie miały wręcz status nieoficjalnych stolic prawdziwych zbójeckich państewek, w których rządzili przywódcy pirackich grup. Ani władze Somalii, ani Puntlandu nie były w stanie przez długi czas odzyskać kontroli nad tymi obszarami – zresztą nic dziwnego, skoro piraci otrzymujący wielomilionowe okupy za każdy porwany statek dysponowali znacznie większym budżetem niż lokalne siły bezpieczeństwa.W szczytowym okresie, około 2010 roku, do pirackich ataków w tamtym regionie dochodziło średnio co półtora dnia, kilkadziesiąt statków rocznie było porywanych, a suma okupów w rekordowym 2011 roku wyniosła 150 mln dolarów – pięciokrotnie więcej niż roczny budżet całego Puntlandu. Dla światowej gospodarki aktywność piracka generowała straty w wysokości 6–12 mld dolarów rocznie. Piraci docierali aż do Zatoki Omańskiej, wybrzeży Indii, Seszeli czy Madagaskaru, ale najaktywniejsi byli w Zatoce Adeńskiej, a przebiegający przez nią szlak zyskał sobie wówczas wśród marynarzy miano „Alei Piratów”. Od tego czasu morskie rozbójnictwo w regionie zostało niemal całkowicie stłumione, ale warto pamiętać, że zajęło to około 10 lat, pochłonęło ogromne środki i udało się tylko dzięki bezprecedensowej współpracy niemal całego świata. Rzadko się zdarza, by społeczność międzynarodowa była w jakiejkolwiek sprawie tak zgodna jak w przypadku somalijskiego piractwa. We wspólnych wysiłkach mających na celu wytępienie tego procederu brały udział dziesiątki państw, w tym nieraz wrogich sobie. Żyjące z eksportu ropy kraje Półwyspu Arabskiego sypnęły pieniędzmi na dofinansowanie somalijskich sił bezpieczeństwa. W operacjach antypirackich brały udział okręty wojenne krajów Unii Europejskiej, Indii, Rosji, Iranu, Korei Południowej, Japonii czy Chin. To się jednak zmienia. Atak i porwanie MT „Asana” nie jest jedynym takim incydentem w ostatnim czasie. Od marca tego roku przynajmniej kilka statków handlowych zostało porwanych u wybrzeży Somalii. Pojawiają się też raporty o atakach na „dhowy” – niewielkie drewniane stateczki używane powszechnie przez handlarzy, rybaków i przemytników w regionie Oceanu Indyjskiego. Choć piraci nie mogą liczyć na wysoki okup za tego typu zdobycz, to porywanie ich ma zupełnie inny cel: służą one potem jako tzw. statki matki do dalekich wypraw oceanicznych w poszukiwaniu odpowiedniego łupu. Nie jest przypadkiem, że nagły wzrost pirackiej aktywności zbiegł się w czasie z wybuchem wojny z Iranem. Przywódcy pirackich grup wiedzą, że czasy geopolitycznego chaosu to dla nich najlepszy okres. Gdy flota USA jest zaangażowana w Zatoce Perskiej, a państwa Unii Europejskiej koncentrują się na znacznie bliższym rosyjskim zagrożeniu, zaczyna brakować okrętów wojennych, które mogłyby ochraniać statki handlowe pływające przez Zatokę Adeńską.Obecna aktywność piracka w regionie jest jeszcze stosunkowo niewielka, przynajmniej w porównaniu z czasami jej „świetności” sprzed kilkunastu lat. Im bardziej jednak wzrasta geopolityczny chaos, tym większa pokusa dla grup pirackich, by wrócić do procederu, który niegdyś przynosił milionowe zyski. A jak pokazuje historia, dużo łatwiej jest dopuścić do odrodzenia się piractwa, niż później ponownie je zdławić.

Stanisław Sadkiewicz , były żołnierz 6 Brygady Powietrznodesantowej, specjalista ds. bezpieczeństwa i zarządzania ryzykiem

autor zdjęć: Associated Press/East News

dodaj komentarz

komentarze


Drugie rozdanie SAFE
Dwie dekady na polskim niebie
Wojna o dane
Stulecie lotu Warszawa – Tokio
Artylerzyści z Wielbarku
Byliśmy i jesteśmy żołnierzami
Bezzałogowiec z Karwi – zestrzelony w czasie testów
Bataliony Chłopskie – bojowe szeregi polskiej wsi
Sojusz ćwiczy operacje jądrowe
Bombowiec na dnie Bałtyku
Mural na 65-lecie komandosów
Morscy lotnicy w akcji
„Zdrzałka” na pustyni
Projekt KCD MED TAC dla cywilnych medyków
Gorący lipiec PKW Łotwa
W powietrzu, na wodzie i lądzie: studenckie drony walczą o nagrodę szefa MON-u
Nowa dostawa Homarów do Czarnej Dywizji
Nowe Kleszcze dla rozpoznania
Ewakuacja medyczna pod ostrzałem
Uniewinniony za strzał na granicy
Zbrojna prowokacja na granicy Łotwy
Cywilne drony na służbie
Medale żołnierzy w strzelectwie, judo i taekwondo
Co z wysługą po powrocie do wojska?
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Wojna na satelitarnym łączu
Posłowie o Karcie Rodziny Mundurowej
Komisja Obrony pozytywnie o budżecie na 2027
Żołnierz podejrzewany o szpiegostwo
Rusza mały przegląd strategiczny
Wsparcie z powietrza
Co warto wiedzieć o opiniowaniu?
Nocny ogień na Łotwie
„Albatros” ćwiczy z NATO. Byliśmy na pokładzie
Dwukrotnie większa Daglezja u saperów z Dęblina
Lotnicze „drzwi” transportowe
Nowe Czarne Pantery w Braniewie
„Czterej pancerni i pies” w Żaganiu
Ratunek dla rannego nadleciał z powietrza
Będzie więcej polskiej amunicji 155 mm
Terytorialsi sprawdzili się w akcji na „Baltic Pipe ‘26”
Ratunek pod ogniem
Bursztynowa Dywizja obroniła prymat w boksie
Serce Rosomaka
Skąd nadleciał ukraiński dron?
Odporni na kryzys
Saperzy wywieźli niewybuchy z centrum Wrocławia
Zacięta rywalizacja o prymat w crossie
Drużyna Invictusa na starcie
Żołnierz przed strażakiem i policjantem w Biegu o Nóż Komandosa
Mocne wsparcie dla Homara-K
Ukraina kontra odrzutowe drony
Trwa zwycięska seria st. szer. Katarzyny Wasick
Nowy blok operacyjny w szpitalu w Tarnowie
Miliardy z SAFE dla polskich firm zbrojeniowych
Flanka pod strażą
Nowy wymiar laserowych ćwiczeń
Rowerowe upamiętnienie poległych
„Gdynia” koło Jastarni
Uratowali życie koledze z NATO
Wsparcie z morza
MON zmienia system gotowości obronnej
Ares kontra drony
Aplikacja wspomoże zdrowie psychiczne żołnierzy
Cztery medale żołnierzy w strzelectwie, pływaniu i podnoszeniu ciężarów
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Litwini ćwiczą masową ewakuację obywateli
Kormoran in the West
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
„Blue Eye ‘26”, czyli: po pierwsze drony!
Taktyczny robot miotany od PIAP-u
Abordaż z polskim wsparciem
Virtuti Militari czasu pokoju
Syreny wyją. Co robić?
Najważniejszy temat dla Polski: bezpieczeństwo
Więcej zawodowców, ćwiczenia bez zmian
Constans historii
Wirtualna wojna na AWL-u
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
„Horyzont” przedłużony
Debiut Szkoły Orląt w „Orle”
Przedsiębiorcy chcą zbudować autopilota dla wojska
Musimy powstrzymać agresora
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Jastrzębie w NATO: część 2 debaty o polskich F-16
MON i Narodowy Instytut Onkologii podejmują współpracę
Współdziałanie dla bezpieczeństwa
Więcej szwedzkich granatników w wojsku
Eksperci o Rosji, NATO i broni jądrowej

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO