Wypoczynek w Czarnogórze niespodziewanie przerodził się w walkę o ludzkie życie. Kpr. Marek Mikulski z Żandarmerii Wojskowej dostrzegł kobietę, która dryfowała nieprzytomna w morzu, i bez chwili wahania ruszył na pomoc. Dzięki jego opanowaniu turystka odzyskała oddech i trafiła pod opiekę ratowników. – Każdy powinien nauczyć się podstaw pierwszej pomocy – apeluje żandarm.
Rodzinny urlop w kurorcie Rafailovići mógł zakończyć się tragedią. 17 lipca kpr. Marek Mikulski z Wydziału Żandarmerii Wojskowej w Wędrzynie od rana wypoczywał na plaży wraz z żoną i synem. To był przedostatni dzień ich pobytu w Czarnogórze, chcieli nacieszyć się morzem i pogodą. Nic nie zapowiadało dramatu.
– Była godzina 13.00, najgorsze słońce. Kazałem synowi wyjść z wody, chcieliśmy pójść do hotelu, schłodzić się. Pamiętam, że chwilę wcześniej zwróciliśmy z żoną uwagę na tę kobietę – miała około 70 lat – wchodziła do wody, a wyglądała na wyraźnie osłabioną – opowiada żołnierz.
Chłopcu jednak tak bardzo podobała się zabawa w Adriatyku, że nie spieszył się z wyjściem na brzeg. Jak to dziecko, przeciągał powrót do hotelu. Kwadrans później uwagę żandarma ponownie przykuła starsza kobieta znajdująca się w wodzie. – Zobaczyłem, jak wypływa zza łódki. Myślałem, że po prostu nurkuje, ale zacząłem liczyć sekundy. Po 10–15 sekundach stwierdziłem, że coś jest nie tak. Miała na głowie słomkowy kapelusz, który zaczął jej się zsuwać – mówi kapral.
Wtedy nie czekał już ani chwili. Natychmiast zaczął biec w stronę morza. Zaraz dołączył do niego inny turysta, który przebywał obok i również zauważył, co się dzieje. Woda sięgała Markowi do szyi. Obaj wyciągnęli nieprzytomną seniorkę na brzeg. Na piasku okazało się, że sytuacja jest krytyczna. Kobieta nie oddychała i nie miała wyczuwalnego tętna. Kpr. Mikulski natychmiast rozpoczął resuscytację krążeniowo-oddechową. Liczyła się każda sekunda.
– Dla mnie to trwało chwilę. Żona mówi, że co najmniej pięć minut, zanim kobieta zaczęła oddychać. Położyliśmy ją w pozycji bezpiecznej i czekaliśmy na pogotowie. Zespół przyjechał bardzo szybko, minęło może 10 min – wspomina podoficer. – Ratownicy poprosili, abyśmy przenieśli poszkodowaną do karetki. Później przybiegła do mnie jej córka z podziękowaniem. Podszedł też mąż córki, żeby powiedzieć, że wszystko będzie ok i kobieta odzyskała przytomność – dodaje bohaterski żandarm.
Dopiero, gdy poszkodowana była już bezpieczna, emocje dały o sobie znać. Adrenalina puściła i ręce żołnierza zaczęły się trząść. Choć kpr. Mikulski ma za sobą kilkanaście lat służby, doświadczenie w strukturach dochodzeniowo-śledczych i udział w misji zagranicznej w jednym z krajów Dalekiego Wschodu, nigdy wcześniej nie musiał prowadzić resuscytacji podczas prawdziwej walki o życie. Podkreśla jednak, że w decydującym momencie pomogło mu wyszkolenie, jakie przechodzą żołnierze ŻW. – Byłem bardzo zadowolony, że się udało. Naprawdę fajne uczucie, jak ludzie podchodzili, gratulowali i dziękowali – podkreśla żandarm, który ma za sobą kurs KPP (kwalifikowana pierwsza pomoc). Także żona i syn są z niego dumni. Mimo licznych słów uznania, nie uważa się jednak za bohatera. – Dla mnie to było normalne. Zrobiłem to, co dla mnie należało. Do tego jako żołnierze jesteśmy szkoleni, aby pomagać ludziom – zaznacza kapral.
Historia z plaży w Rafailovići jest dowodem na to, że o ludzkim życiu często decydują momenty i odwaga przypadkowej osoby, która zdecyduje się działać. Gdyby kpr. Mikulski nie rozpoznał zagrożenia i nie wykorzystał umiejętności zdobytych podczas szkoleń, finał wakacyjnego dnia mógłby zakończyć się tragicznie.
Sam żandarm, który wrócił już do Polski i codziennych obowiązków służbowych, apeluje, aby każdy poświęcił czas na naukę pierwszej pomocy, bo nigdy nie wiadomo, kiedy ta wiedza okaże się bezcenna. – Jeżeli ktoś ma możliwość, niech weźmie udział w szkoleniach z pierwszej pomocy. Naprawdę zachęcam. Nawet samo uciskanie klatki piersiowej potrafi uratować życie – podkreśla kpr. Mikulski.
autor zdjęć: Wydział Żandarmerii Wojskowej w Wędrzynie

komentarze