moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Moja Karbala

Dwadzieścia dwa lata temu w irackim mieście Karbala rozegrała się bitwa o City Hall – najpoważniejsze starcie polskich żołnierzy od zakończenia II wojny światowej. Po zwycięskiej batalii walki o miasto z udziałem Polaków trwały jeszcze wiele dni i nocy. Wydarzenia te stały się symbolem bohaterstwa naszej armii, jednak początkowo panowała wokół nich zmowa milczenia.

Był 3 kwietnia 2004 roku. Mimo późnej pory Karbala nie spała. W centrum co jakiś czas rozlegały się serie z broni maszynowej. Ogień koncentrował się wokół ratusza, znanego jako City Hall. Im głębiej w noc, tym bardziej kanonada gęstniała, zmieniał się też jej charakter. To już nie były tylko serie z broni ręcznej. Syk wystrzeliwanych „erpegów” i ich eksplozje mogły oznaczać jedno: City Hall stał się celem skoordynowanego ataku.

Do kompleksu zmierzał patrol sił szybkiego reagowania. Kolumna Honkerów i BRDM-ów ruszyła z położonej pod miastem bazy Lima po informacji, że w Karbali „trochę strzelają”. Żołnierze zabrali więcej amunicji niż zwykle. – Ledwie dojechaliśmy, dostaliśmy ogień z karabinów i granatników RPG – wspomina Hubert Świątkiewicz, wówczas dowódca drużyny. – Szybko przeskoczyliśmy na teren ratusza i wtedy się zorientowaliśmy, że brakuje nam tłumacza. Rozpłaszczył się przerażony na pace Honkera. Trzeba było po niego wracać… – relacjonuje podoficer. Dopiero po ściągnięciu cywila w bezpieczniejsze miejsce Świątkiewicz i jego koledzy mogli zająć stanowiska na dachach City Hall.

Symboliczny punkt w mieście

Na początku kwietnia 2004 roku niemal cały południowy Irak ogarnęła fala zbrojnych wystąpień zwolenników szyickiego duchownego Muktady as-Sadra. Jego milicja w krótkim czasie przejęła kontrolę nad wieloma dzielnicami miast. Sytuację dodatkowo komplikowało święto Aszura. Do Karbali przybywały dziesiątki tysięcy szyickich pielgrzymów, a tak wielkie zgromadzenia sprzyjały mobilizacji zwolenników as-Sadra.

Polski kontyngent odpowiadał za bezpieczeństwo dużej części południowo-środkowego Iraku w ramach Wielonarodowej Dywizji Centrum–Południe. W bazie Lima pod Karbalą stacjonowali polscy, amerykańscy i tajscy żołnierze, w samym mieście – Bułgarzy. W znajdującym się w centrum metropolii City Hall mieściły się zaś władze prowincji, komisariat oraz niewielkie więzienie. Kto panował nad ratuszem, ten symbolicznie panował nad miastem. Dlatego w nocy z 3 na 4 kwietnia powstańcy szybko właśnie tam skierowali ogień.

Gwałtowność ataku zaskoczyła Polaków. – Nic nie wskazywało na to, że wydarzy się coś tak dużego”, przekonuje Rafał Radomski, wówczas starszy kapral i strzelec rozpoznania. Jak jednak przyznaje, już wcześniej zdarzały się trudne sytuacje. Podczas jednego z patroli jego oddział został zablokowany na ulicy. – Z przodu samochód, z tyłu samochód i strzały zza muru. Na szczęście udało nam się wyrwać. – O napięciu w mieście świadczyło też zachowanie bojowników. – Chodzili z bronią zupełnie jawnie – wspomina Jacek Klimanek, wtedy starszy sierżant.

Najbardziej niepokojący sygnał przyszedł ze strony miejscowych formacji bezpieczeństwa. Plut. Paweł Erdmann zapamiętał jedną z nocy poprzedzających wybuch powstania. – W pobliżu naszej bazy stacjonował batalion irackiej policji. W pewnym momencie cały po prostu zniknął. Wiedzieliśmy, że zabrana przez tamtych broń trafi do przeciwnika. 

„Byliśmy jak monolit”

4 kwietnia bitwa rozgorzała na dobre. – Ostra wymiana ognia zaczęła się około pierwszej w nocy. Dopiero gdy muezin zaczął wzywać do modlitwy i zrobiło się jasno, atak wyraźnie osłabł – wspomina Hubert Świątkiewicz. Napastnicy strzelali wprost z ulicy oraz z dachów i okien pobliskich budynków. Do broni ręcznej i „erpegów” wkrótce dołączyły moździerze. – To ich i snajperów baliśmy się najbardziej – przyznaje Rafał Radomski.

Walki miały swój rytm. – Pół godziny ciszy, pięć minut strzelaniny. Godzina spokoju i znowu kilka, kilkanaście minut ognia – wspomina Paweł Erdmann. W przerwach żołnierze poprawiali stanowiska i łapali oddech – jedli, spali, niektórzy nawet grali w karty. – Ja robiłem zdjęcia. – Radomski uśmiecha się szeroko. – Koledzy się ze mnie podśmiewali, ale potem wszyscy chcieli, żebym im pozgrywał pliki – opowiada nieformalny kronikarz karbalskiej bitwy.

– Bałeś się?” – Po tym pytaniu Paweł Erdmann chwilę się zastanawia. „Z jednej strony ta cała kanonada przypominała mi wtedy sylwestrowe fajerwerki – mówi. – Ale z drugiej, tamci nie odstępowali, a nas walczyło zaledwie kilkudziesięciu i mieliśmy ograniczoną ilość amunicji. Wokół
było wrogie, wielkie miasto, czułem, że jesteśmy jak samotna wyspa na oceanie. Zwłaszcza nocą, kiedy wiedzieliśmy, że śmigłowce nie latają i może być problem z logistyką. Był taki moment, w którym uznałem, że jak przełamią nasze pozycje, to ostatnią pestkę zachowam dla siebie – wyznaje Erdmann. – Nie nadaję się na zakładnika – dodaje.

– Pamiętam jednego z moich żołnierzy. – Do rozmowy włącza się Świątkiewicz. – Chłopak oparł się o ścianę i powiedział, że nie będzie strzelał. Trzeba było go postawić na nogi. – Każdy musiał sobie w głowie poukładać tę sytuację. – Tylko idiota się nie boi – stwierdza Jacek Klimanek. – Za pierwszym razem wszedłem na dach bez problemu, bo nie wiedziałem, co mnie czeka. Ale kiedy miałem wejść drugi raz…”. – Nasz rozmówca zawiesza głos. – Słyszałem strzały, wiedziałem już, jak to wygląda – relacjonuje. Mimo wątpliwości Klimanek wrócił na stanowisko. Żaden z jego kolegów nie opuścił też swojego. Strach nie znikał, ale przestawał paraliżować. Liczyło się tylko to, żeby utrzymać pozycje i nie dopuścić przeciwnika do budynku. – Byliśmy jak monolit – konkluduje Erdmann.

Dobra organizacja obrony

Ten monolit wcale nie był czymś oczywistym – obrońcy City Hall stanowili mieszankę żołnierzy z różnych jednostek, o innych specjalnościach. Pierwszy atak przyjęli na siebie spadochroniarze z 6 Brygady Desantowo-Szturmowej (dziś 6 Brygada Powietrznodesantowa). Na dachu ratusza spotkali się też pancerniacy, „zmechole” i przeciwlotnicy. Hubert Świątkiewicz przyjechał do Iraku z 10 Brygady Kawalerii Pancernej. Jacek Klimanek służył w 17 Wielkopolskiej Brygadzie Zmechanizowanej. Paweł Erdmann i Rafał Radomski trafili na misję z 21 Dywizjonu Rakietowego Obrony Powietrznej. – U nas były wyrzutnie, rakiety, a w Iraku człowiek dostał karabin i miał patrolować miasto. Sprawy oczywiste dla żołnierzy wojsk lądowych dla nas na początku były trochę jak czarna magia – wspomina Radomski.

Ta „zbieranina” przez kilkadziesiąt godzin utrzymała ratusz w centrum Karbali również dzięki innym uczestnikom bitwy – Bułgarom. – To byli świetni żołnierze. Profesjonalni, robili swoje bez zbędnych emocji. Czuliśmy, że można na nich liczyć – wspomina Świątkiewicz. Bułgarzy mieli też sprzęt, którego Polakom brakowało. Do ratusza wprowadzili dwa transportery MT-LB uzbrojone w działka kalibru 23 mm. Szybko uciszały najgroźniejsze punkty oporu. Podział ról był prosty – Polacy obsadzali dach i prowadzili ogień z broni ręcznej, Bułgarzy zapewniali wsparcie cięższym uzbrojeniem. – Patrząc z dachu na plac, obstawiałem lewy narożnik budynku. Byłem tam z dwoma ludźmi. Pilnowaliśmy, żeby nikt nie podszedł od tej strony – wspomina Jacek Klimanek. Na najwyższej części ratusza stanowisko zajmował Paweł Erdmann. – Miałem widok na wąską uliczkę i charakterystyczny czerwony dach, skąd często prowadzono ogień – opowiada. Zmienialiśmy się co kilka godzin – dodaje Hubert Świątkiewicz. Podział zadań i dobra organizacja obrony okazały się kluczowe dla wyniku walk.

Historia niedopowiedziana

Najcięższe boje o City Hall rozegrały się między 3 a 6 kwietnia 2004 roku, operacja odzyskania miasta – w której wzięła udział część obrońców ratusza – zajęła kolejne trzy tygodnie. W walkach o City Hall poległo co najmniej 60 rebeliantów, Polacy nie ponieśli strat, Bułgarzy mieli jednego rannego. Jacek Klimanek po latach przyznaje, że on i jego podwładni nie byli przygotowani do walki w mieście, zwłaszcza tej związanej z oczyszczaniem Karbali. – Później starałem się to zmieniać – zapewnia. – Na szkoleniach powtarzałem chłopakom, że meble czy krzaki nie są osłoną, że w pomieszczeniach strzela się na bardzo krótkich dystansach i nie trzeba być trafionym, by zginąć lub zostać rannym. Bo kule rykoszetują, bo na ścianach mogą być kafelki, których odpryski też stanowią zagrożenie. W Karbali uczyliśmy się tego wszystkiego na sobie.

– Karbala była dla mnie lekcją pokory – przyznaje Erdmann. Ta refleksja przyszła, gdy z ratusza wrócił do bazy. – Zrzuciliśmy oporządzenie, usiedliśmy, zapaliliśmy papierosy. Zapadła cisza. Nie było euforii, nie było żadnych opowieści. Każdy siedział w swoich myślach. Mnie przyszło do głowy, że sylwestrowe fajerwerki to jednak było słabe porównanie. Bo przecież każda z tych „petard” mogła nas zabić – mówi Erdmann.

Dziś w jego opowieści – podobnie jak w relacjach pozostałych weteranów – wciąż da się wyczuć tamte emocje. Nic dziwnego – to było dla nich pierwsze tak intensywne zetknięcie z realną walką. Część obrońców City Hall służyła później w Afganistanie. Niemniej Karbala pozostaje istotnym punktem odniesienia. – Uformowała nas jako żołnierzy – precyzuje Hubert Świątkiewicz. Dla uczestników bitwy o City Hall to także historia niedopowiedziana. Z rozmów z nimi wynika, że chcieliby mieć „coś swojego” – jakąś oficjalną odznakę, która wyróżniałaby ich na tle innych uczestników misji w Iraku. Bo przecież Karbala to była wyjątkowa historia…

Marcin Ogdowski

autor zdjęć: arch. 17 BZ, arch. Pawła Erdmanna

dodaj komentarz

komentarze


MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Co warto wiedzieć o opiniowaniu?
Gorący lipiec PKW Łotwa
Ukraina kontra odrzutowe drony
Wsparcie z powietrza
„Blue Eye ‘26”, czyli: po pierwsze drony!
Więcej zawodowców, ćwiczenia bez zmian
Drużyna Invictusa na starcie
Debiut Szkoły Orląt w „Orle”
Żołnierz podejrzewany o szpiegostwo
Zacięta rywalizacja o prymat w crossie
Medale żołnierzy w strzelectwie, judo i taekwondo
Wirtualna wojna na AWL-u
Projekt KCD MED TAC dla cywilnych medyków
Żołnierz przed strażakiem i policjantem w Biegu o Nóż Komandosa
Rusza mały przegląd strategiczny
Przedsiębiorcy chcą zbudować autopilota dla wojska
MON i Narodowy Instytut Onkologii podejmują współpracę
Mural na 65-lecie komandosów
Skąd nadleciał ukraiński dron?
Taktyczny robot miotany od PIAP-u
Morscy lotnicy w akcji
Będzie więcej polskiej amunicji 155 mm
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
Bataliony Chłopskie – bojowe szeregi polskiej wsi
Wsparcie z morza
Abordaż z polskim wsparciem
Bombowiec na dnie Bałtyku
Najważniejszy temat dla Polski: bezpieczeństwo
Wojna o dane
Syreny wyją. Co robić?
Ewakuacja medyczna pod ostrzałem
Rowerowe upamiętnienie poległych
Cywilne drony na służbie
Dwie dekady na polskim niebie
Ares kontra drony
Trwa zwycięska seria st. szer. Katarzyny Wasick
Sojusz ćwiczy operacje jądrowe
Constans historii
„Czterej pancerni i pies” w Żaganiu
Stulecie lotu Warszawa – Tokio
Flanka pod strażą
Mocne wsparcie dla Homara-K
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Nowy blok operacyjny w szpitalu w Tarnowie
Lotnicze „drzwi” transportowe
„Albatros” ćwiczy z NATO. Byliśmy na pokładzie
Litwini ćwiczą masową ewakuację obywateli
Nowe Kleszcze dla rozpoznania
Ratunek dla rannego nadleciał z powietrza
Eksperci o Rosji, NATO i broni jądrowej
Cztery medale żołnierzy w strzelectwie, pływaniu i podnoszeniu ciężarów
Wojna na satelitarnym łączu
Dwukrotnie większa Daglezja u saperów z Dęblina
Współdziałanie dla bezpieczeństwa
Ratunek pod ogniem
Drugie rozdanie SAFE
Saperzy wywieźli niewybuchy z centrum Wrocławia
Terytorialsi sprawdzili się w akcji na „Baltic Pipe ‘26”
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Nowe Czarne Pantery w Braniewie
Nocny ogień na Łotwie
Zbrojna prowokacja na granicy Łotwy
MON zmienia system gotowości obronnej
Musimy powstrzymać agresora
Posłowie o Karcie Rodziny Mundurowej
„Horyzont” przedłużony
Kormoran in the West
Co z wysługą po powrocie do wojska?
Artylerzyści z Wielbarku
Uratowali życie koledze z NATO
Jastrzębie w NATO: część 2 debaty o polskich F-16
„Zdrzałka” na pustyni
Bezzałogowiec z Karwi – zestrzelony w czasie testów
Uniewinniony za strzał na granicy
Byliśmy i jesteśmy żołnierzami
Nowy wymiar laserowych ćwiczeń

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO