moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Kmdr Stanisław Nahorski – bohater flotylli rzecznych i morskich

ORP „Błyskawica” na trwałe zapisał się w dziejach ojczystych i jest narodową dumą. Podczas wojennej służby wielokrotnie groziło mu zatopienie – szczególnie w czasie całodziennego bombardowania 6 maja 1940 roku pod Narwikiem. Według zgodnej opinii załogi ocalenie swojego życia i okrętu zawdzięcza ona dowódcy – kmdr. Stanisławowi Michałowi Nahorskiemu.

Kmdr Stanisław Nahorski, Londyn, 1945. Domena publiczna

Stanisław Nahorski urodził się 24 września 1897 roku w Petersburgu, był synem Józefa i Zofii z domu Bergman. Jego młodszy brat Michał Edward Nahorski (1909–1959) był znanym motocyklistą, zwycięzcą kilku rajdów, porucznikiem broni pancernej Wojska Polskiego i bohaterem kampanii 1939 roku, jeńcem niemieckich oflagów, a po wojnie trzykrotnym automobilowym mistrzem Polski (zginął w wypadku podczas rajdu).

 

REKLAMA

Na dalekiej Północy w carskiej flocie i walkach z bolszewikami

Stanisław kształcił się w rodzinnym Petersburgu w szkole handlowej, w której wiosną 1914 roku zdał maturę. Następnie 1 czerwca tegoż roku wstąpił tam do Morskiego Korpusu Kadetów. Po jego ukończeniu został w czerwcu 1916 roku promowany na stopień miczmana (podporucznika) i otrzymał przydział do Floty Oceanu Lodowatego w Archangielsku. Pełnił służbę oficera wachtowego na torpedowcu i trałowcach, później był zastępcą dowódcy kolejno trzech trałowców i kanonierki „Ludmiła”. Po wybuchu rewolucji październikowej w 1917 roku, nie chcąc pozostawać w zbolszewizowanej flocie, 15 stycznia 1918 roku zwolnił się ze służby wojskowej i rozpoczął pracę cywilną jako II oficer na lodołamaczu „Siedow”.

Gdy na dalekiej północy Rosji wojska alianckie rozpoczęły interwencję antybolszewicką i na froncie murmańskim doszło do walk z Armią Czerwoną, Nahorski 1 grudnia 1918 roku wrócił do służby czynnej, początkowo na morzu w kompanii kutrów tzw. niszczycieli, a później walczył z bolszewikami na lądzie w kompanii desantowej marynarzy.

W kwietniu 1919 roku zgłosił się do Misji Polskiej w Archangielsku i za jej pośrednictwem wyruszył w podróż morską do Francji, do Armii Polskiej generała Józefa Hallera.

W wojnie polsko-sowieckiej 1920 roku

Niedługo jednak zabawił we Francji, bowiem w tym czasie trwała już relokacja Błękitnej Armii do Polski. Po dotarciu do kraju otrzymał 15 czerwca 1919 roku przydział do 14 baterii 3 Pułku Artylerii Ciężkiej w Sulejówku na stanowisko oficera baterii. W marcu 1920 roku wyjechał z dywizjonem 3 PAC na front, jednak po przybyciu do Łucka został odwołany i przydzielony do dyspozycji Departamentu dla Spraw Morskich i w stopniu porucznika marynarki otrzymał przydział do Flotylli Pińskiej.

W wojnie polsko-bolszewickiej dowodził półbaterią artylerii nadbrzeżnej u ujścia Prypeci do Dniepru zdobycznym statkiem „Tatiana” (przemianowanym później na „Admirał Sierpinek”), a następnie – w okresie największych sowieckich powodzeń latem 1920 roku – m.in. III Dywizjonem Statków Opancerzonych Flotylli Wiślanej. Odznaczył się szczególnie w walkach pod Płockiem i Włocławkiem w obronie przepraw przez Wisłę. Za wybitne męstwo i skuteczne dowodzenie został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojskowego Virtuti Militari.

Dowodzący Flotyllą Wiślaną komandor porucznik Bohdan Jarociński we wniosku odznaczeniowym pisał w kwietniu 1921 roku: „Por. mar. Nahorski Stanisław był w maju 1920 r. dowódcą półbaterii. Półbateria por. Nahorskiego stała we wsi Teremcach nad Dnieprem. W nocy z dnia 9 na 10 maja przeprawił się oddział bolszewicki przez rzekę i przedostawszy się przez posterunki alarmowe, zaatakował baterię – jeden marynarz pełniący wartę został zabity, drugi ranny – ranny jednak marynarz zaalarmował dcę. Porucznik Nahorski zabrał wtedy 5 ludzi, którzy byli chwilowo całą obsługą obydwóch armat i z tą garstką poszedł do kontrataku – ponieważ była noc, bolszewicy nie mogli się zorientować o sile, i po krótkiej strzelaninie cofnęli się z baterii – wtedy por. Nahorski dopadł armaty i naładowawszy ją kartaczami, otworzył silny ogień goniąc bolszewików uciekających w popłochu na swoje terytoria. Jedynie dzięki nadzwyczajnej odwadze i brawurze porucznika Nahorskiego można zawdzięczać odzyskanie z powrotem półbaterii z rąk dziesięćkroć silniejszego nieprzyjaciela.

Przy odwrocie wojsk naszych z Czarnobyla stał porucznik Nahorski z swą półbaterią w Czarnobylu i miał zadanie powstrzymać nieprzyjaciela tak długo jak długo starczy amunicji, po czym zdjąć zamki, panoramy i odejść za swoimi. Porucznik Nahorski nie tylko że nieprzyjaciela chwilowo powstrzymał, ale podołał po wystrzeleniu wszystkich pocisków stoczyć armaty na brzeg, naładować je na statek i odjechać. Ładowanie armat na statek odbywało się już pod ogniem wchodzącego do miasta nieprzyjaciela. Podczas sierpniowej ofensywy bolszewickiej w 1920 r. porucznik Nahorski był dowódcą statku pancernego »Minister « i zarazem dowódcą III Dyonu Flotylli Wiślanej. Podczas bitwy pod Połockiem kierował ogólną akcją Flotylli, to jest [statkami] »Minister«, »Wawel« i motorówką nr 15”1.

Naczelny Wódz marsz. Józef Piłsudski w asyście ministra spraw wojskowych gen. Kazimierza Sosnkowskiego dekoruje na pokładzie statku Flotylli Wiślanej zasłużonych w wojnie 1920 r. oficerów i marynarzy Orderem Virtuti Militari. Gdzieś wśród odznaczonych stoi por. mar. Stanisław Nahorski, Toruń, 5 czerwca 1921. Centralne Archiwum Wojskowe Wojskowego Biura Historycznego

Aktu dekoracji orderem kilka miesięcy później, 5 czerwca 1921 roku, dokonał osobiście Naczelny Wódz marszałek Józef Piłsudski w asyście ministra spraw wojskowych generała Kazimierza Sosnkowskiego, podczas inspekcji Flotylli Wiślanej w Toruniu. Zachowała się z tej uroczystości pamiątkowa fotografia, jednak w szeregu odznaczanych marynarzy porucznika Nahorskiego nie udało mi się rozpoznać.

Służba w okresie pokoju

W październiku 1920 roku został mianowany dowódcą monitora „Pińsk”, a rok później Dywizjonu Monitorów. Od kwietnia 1922 roku służył we flocie morskiej. Najpierw jako I oficer na kanonierce „Generał Haller”, następnie dowódca trałowców „Rybitwa” i „Czajka” oraz torpedowca „Mazur” i kanonierki „Generał Haller”; z półroczną przerwą na pracę w Szkole Specjalistów Morskich w Świeciu w charakterze wykładowcy artylerii. W 1924 roku ponownie znalazł się we Flotylli Pińskiej. W maju 1926 roku otrzymał awans do stopnia kapitana marynarki ze starszeństwem z 1 sierpnia 1924 roku. Do roku 1928 służył m.in. jako zastępca dowódcy ORP „Bałtyk”, po czym znów został przeniesiony do Flotylli Pińskiej na stanowisko dowódcy III Dywizjonu Monitorów. Nie na długo, ponieważ w marcu 1929 roku wrócił na Wybrzeże i do kwietnia 1930 roku był oficerem nawigacyjnym transportowca ORP „Wilia”.

15 marca 1932 roku został zastępcą dowódcy, a po roku (7 kwietnia 1933) dowódcą żaglowca szkolnego Marynarki Wojennej ORP „Iskra”. W czasie ponad 3,5-rocznego dowodzenia „Iskrą” przebył z podchorążymi marynarki bez awarii i wypadków około 23 tys. mil morskich, odbywając rejs bałtycki, dwa śródziemnomorskie i atlantycki. W tym m.in. do Casablanki i na Azory. Jeden z ówczesnych podchorążych, Zbigniew Węglarz, uczestnik rejsu szkolnego „Iskry” po Morzu Śródziemnym, wspominał: „Nasz dowódca, kpt. mar. Stanisław Nahorski, był zawsze dla nas wzorem – człowiek opanowany, spokojny i posiadający jakiś szósty zmysł, który objawiał się w jego decyzjach, w sytuacjach niepewnych czy wręcz niebezpiecznych na morzu”2. Jak się później miało okazać, drogi obu oficerów skrzyżowały się już w warunkach wojennych, gdzie powyższa opinia na temat Nahorskiego całkowicie się potwierdziła.

W czerwcu 1935 roku Nahorski awansował do stopnia komandora podporucznika ze starszeństwem z 1 stycznia 1935 roku.

Po zdaniu dowództwa „Iskry” w latach 1936–1937 dowodził przez ponad rok dywizjonem minowców, a 31 grudnia 1937 roku został dowódcą kontrtorpedowca „Burza”. W kwietniu 1939 roku płynął w eskorcie sprowadzonego z Holandii najnowszego okrętu podwodnego ORP „Sęp”.

30 sierpnia 1939 roku, wykonując uzgodniony wcześniej z Brytyjczykami plan „Peking”, czyli przejście dywizjonu kontrtorpedowców do Wielkiej Brytanii, aby u boku Royal Navy uczestniczyć w zmaganiach z Kriegsmarine, poprowadził „Burzę” ku nowym wyzwaniom.

Opuszczenie w przededniu wojny wód ojczystych przez główną siłę Polskiej Marynarki Wojennej, w tym najnowocześniejsze wówczas na Bałtyku niszczyciele typu „Grom”, załogi dywizjonu kontrtorpedowców przyjęły początkowo z oburzeniem. Dopiero później doceniono zbawienne znaczenie tej operacji, która umożliwiła polskiej flocie udział w działaniach wojennych na niemal wszystkich morskich teatrach II wojny światowej.

Pozostając na Bałtyku, unieruchomione w dysponującym słabą obroną przeciwlotniczą porcie, zapewne w ciągu tygodnia uległyby zniszczeniu pod gradem bomb. Przypadek pozostawionego najstarszego spośród okrętów dywizjonu ORP „Wicher”, zatopionego już 3 września 1939 roku, aż nadto o tym świadczy. Naturalnie można spekulować, czy dysponując całym dywizjonem, dowodzący flotą kontradmirał Józef Unrug zdecydowałby się na tak fatalny rozkaz, jaki wydał „Wichrowi”, czyli unieruchomienie go w porcie na Helu przez wygaszenie kotłów. Być może pozwoliłby na wyjście dywizjonu w morze i stoczenie bitwy, która w najlepszym wypadku mogłaby skończyć się przedarciem któregoś okrętu na internowanie do neutralnej Szwecji. O złamaniu niemieckiej blokady i przejściu do Wielkiej Brytanii nie mogło być mowy wobec druzgocącej przewagi Kriegsmarine. Przeciw polskiej flocie Niemcy wystawili dwa stare, ale silnie uzbrojone szkolne pancerniki, cztery lekkie krążowniki, 10 niszczycieli, 9–12 okrętów podwodnych, nie licząc wielu mniejszych jednostek, a przede wszystkim silnego lotnictwa. Pozostaje żałować, że z planu „Peking” został wyłączony ORP „Wicher”. Pierwotnie kontradmirałowie Jerzy Świrski i Józef Unrug optowali za wyjściem całego dywizjonu kontrtorpedowców, ale wyższe czynniki wojskowe zadecydowały o pozostawieniu „Wichra” na Bałyku. Jego zadaniem miała być osłona operacji minowania Zatoki Gdańskiej (plan „Rurka”), która i tak nie doszła do skutku po zbyt pochopnym wyrzuceniu 1 września 1939 roku za burtę nieuzbrojonych min przez stawiacz min ORP „Gryf” po stoczonej walce z niemieckim lotnictwem.

Służba w czasie wojny

Po południu 1 września 1939 roku uszczuplony dywizjon polskich kontrtorpedowców (według brytyjskiej nomenklatury: niszczycieli, która to nazwa z czasem znalazła zastosowanie też w PMW) przybył do Rosyth w Szkocji. Wcześniej jeszcze na Morzu Północnym doszło do symbolicznego spotkania z Royal Navy, z niszczycielem HMS „Wallace”, który wyszedł polskim okrętom naprzeciw. 3 września Wielka Brytania wypowiedziała wojnę Niemcom i już nazajutrz dowódca dywizjonu komandor porucznik Roman Stankiewicz zameldował się u pierwszego lorda admiralicji Winstona Churchilla. Zadecydowano wówczas, że dyon przejdzie na południe do Plymouth z przeznaczeniem do służby eskortowej, w tym transportów z zaopatrzeniem wojennym do Polski, które miało iść okrężną drogą: przez Morze Śródziemne i Morze Czarne – do rumuńskiego portu Gałacz, skąd dalej koleją na Stanisławów i Lwów. Jak wiadomo, błyskawiczne tempo niemieckiej ofensywy w Polsce, a później atak sowiecki zniweczyły te plany. Tymczasem na polskie okręty zostali przydzieleni oficerowie łącznikowi z radiotelegrafistami i sygnalistami dla pomocy w łączności sygnałowej i w sprawach administracyjno-portowych.

Niszczyciel ORP „Burza” w drugiej połowie lat 30., którym kmdr ppor. Stanisław Nahorski dowodził od 31 grudnia 1937 do 15 lutego 1940. Domena publiczna

6 września 1939 roku ORP „Burza” wraz z pozostałymi dwoma kontrtorpedowcami wyszedł do Plymouth. Dzień później, w trakcie przejścia przez cieśninę Little Minch (między Hebrydami a Szkocją), obserwator z „Burzy” dostrzegł peryskop, po czym polskie okręty wykonały pierwszy w dziejach II wojny światowej atak na U-Boota. Na powierzchni wody pojawiły się duże plamy ropy i Admiralicja Brytyjska uznała, że U-Boot został ciężko uszkodzony. Sukces ten zapisano na konto „Błyskawicy”. 9 września okręty weszły do Devonport obok Plymouth. W czasie postoju „Burzy” w Plymouth wizytował ją pierwszy lord admiralicji Winston Churchill, który w asyście dowódcy okrętu dokonał przeglądu załogi. Był to pierwszy kontakt późniejszego premiera, i w ogóle któregokolwiek brytyjskiego męża stanu, z polskimi marynarzami na pokładzie polskiego okrętu. Wkrótce dywizjon rozpoczął służbę patrolową oraz eskortową transportowców wzdłuż południowych wybrzeży Anglii. Następnie został przebazowany do Harwich i Rosyth. Tam 15 listopada 1939 roku był wizytowany przez przybyłego z Paryża Naczelnego Wodza generała Władysława Sikorskiego, którego po pokładzie „Burzy” oprowadzał dowódca okrętu. 21 listopada 1939 roku trzy niszczyciele „Burza”, „Grom” i HMS „Gipsy” uczestniczyły w patrolu na Morzu Północnym, w trakcie którego okręt brytyjski zatonął od wybuchu miny – „Burza” uratowała większość załogi.

16 grudnia 1939 roku, po odejściu dotychczasowego dowódcy Dywizjonu Kontrtorpedowców komandora porucznika Romana Stankiewicza do służby w Kierownictwie Marynarki Wojennej w Londynie, komandor podporucznik Nahorski, jako najstarszy stopniem oficer dywizjonu, objął tymczasowo jego dowództwo. Równocześnie nadal pozostawał dowódcą „Burzy”. Wśród różnych anegdot zachowała się informacja o nietypowym członku załogi ORP „Burza” z okresu dowodzenia komandora podporucznika Nahorskiego – kotce „Kici”, która nie wiadomo skąd znalazła się na okręcie. Dowódca okrętu uznał to jako szczęśliwy omen i podobno postanowił wpisać ją na listę załogi oraz płac. Otrzymała stopień młodszego marynarza (nieistniejący de facto) i ulokowano ją w kabinie podoficerskiej, na dziobie okrętu.

W lutym 1940 roku „Kamyczek” – jak w Marynarce Wojennej przezywano Nahorskiego „z powodu swojej bajecznej wprost flegmatyczności”3 – objął dowództwo „Błyskawicy”, po czym „Burzę” przekazał komandorowi podporucznikowi Wojciechowi Franckiemu, a dywizjon komandorowi porucznikowi Stanisławowi Hryniewieckiemu.

Na stalowych bliźniakach

Na pokładzie „Błyskawicy” wraz z pozostałymi okrętami dywizjonu uczestniczył w kwietniu i maju 1940 roku w kampanii norweskiej. Szczególnie odznaczyły się wówczas „Grom” i „Błyskawica”, zwalczając nieprzyjacielskie stanowiska na lądzie i odpierając ataki lotnicze. Niestety, już 4 maja „Grom”, który w fiordzie Rombakken zmienił „Błyskawicę”, został celnie zbombardowany i zatonął. Była to pierwsza strata PMW od momentu wspólnej służby u boku Royal Navy. Bardzo bolesna i nadzwyczaj głęboko przeżyta przez załogę „Błyskawicy”. Na bliźniaczym okręcie służyło bowiem wielu znajomych i przyjaciół, z którymi dzielili wspólne przeżycia od lat. Zginęło 59 z nich. Szczęśliwie większość załogi, przeszło 70%, udało się uratować. „Błyskawica” już nazajutrz otrzymała rozkaz udania się na miejsce „Gromu”. Tam rankiem 6 maja rozpętało się piekło. W ciągu trwającego wiele godzin pojedynku z niemieckimi bombowcami, dzięki mistrzowskiemu manewrowaniu okrętem przez komandora Nahorskiego, „Błyskawica” uniknęła trafień około 100 zrzuconych na nią bomb, z których kilka spadło w odległości 20 m od okrętu. Nadto zestrzeliła niemiecki bombowiec.

Widok z pokładu niszczyciela ORP „Błyskawica” na ORP „Grom” i ORP „Burza” idące do Wielkiej Brytanii w związku z rozkazem „Peking”, 30 sierpnia 1939. Domena publiczna

Porucznik Wieńczysław Kon tak wspominał ten dzień: „Informowany o odchylaniu się bomb [zrzuconych przez samolot – przyp. J.K.] dowódca zwiększał obroty do stu osiemdziesięciu i kładł ster na burtę, przeciwną do tej, ku której odchylały się bomby. […] celność zrzutów była jak na wysokość fenomenalna. Ale właśnie w tym leżał nasz ratunek. […] Prowadząc »Błyskawicę« prostym kursem i małą szybkością, Nahorski pomagał Niemcom w celowaniu, tym łatwiej unikając bomb, im precyzyjniej kierowały się ku nam. I dlatego tylko wyszliśmy z całodziennego bombardowania cało. W przypadkowości, w naszym manewrowaniu na oślep kryłyby się ich szanse trafienia nas”4. Była to bierna obrona okrętu.

Natomiast ciekawe spostrzeżenia co do ówczesnej czynnej obrony przeciwlotniczej, świadczące o jej intensywności, poczynił artylerzysta starszy marynarz Wincenty Cygan: „Przerwy między atakami były tak krótkie, że działa nie miały czasu na ochłodzenie. Tłumiki u wylotów luf i zamki spurpurowiały od pracy. Można było na nich zupę gotować. Zimna woda, którą je polewano, pryskała jeno w powietrze. Artylerzyści wzięli się na sposób. Powierzchnie rozżarzonych części okryto mokrymi szmatami i teraz na to lano wodę. Miało to lepszy skutek”5.

Później jeszcze, 10 maja podczas bombardowania w Skjelfiordzie „Błyskawica” przeżyła niespodziewany nalot 37 bombowców, strącając przy tym drugi samolot. Był to Heinkel 111, który wpadłszy do wody, zatonął z załogą. Fragment jego skrzydła po ustaniu walki norwescy rybacy przywieźli na okręt. Komandor Nahorski rozkazał powiesić go w mesie oficerskiej jako trofeum (na okręcie muzeum można oglądać go do dziś). Nazajutrz w konwoju razem z „Burzą” wyruszył w drogę powrotną do Wielkiej Brytanii. Do Scapa Flow zawinęli 15 maja.

Odpoczynek i niezbędne naprawy trwały krótko, bowiem wobec pogarszającej się sytuacji na froncie we Francji, „Błyskawica” wzięła udział w operacji „Dynamo”, czyli ewakuacji Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego (BEF) przypartego przez Niemców do morza w rejonie Dunkierki. „Około północy [27 maja – przyp. J.K.] – wspominał kapitan Bohdan Wroński – weszliśmy do portu pełnego min, mielizn i szczątków zatopionych okrętów. Każdy ruch naprzód to ryzyko wylecenia w powietrze, każdy nieostrożny ruch sterem to pewne utknięcie na mieliźnie”6.

Mimo tak niesprzyjających warunków Nahorski szczęśliwie wykonał swoje zadanie. Porucznik Wieńczysław Kon dodawał: „Gdy »Błyskawica« wykonała pół obrotu, nabrzeże oddalone było o parę kroków od dziobu, a rufa niemal opierała się o wrak. Spokojne komendy Nahorskiego wydawane takim tonem, jakby miał lada chwila oświadczyć: »nudzi mnie to wszystko«, brzmiały jakoś niesamowicie przy akompaniamencie wycia pocisków, detonacji wybuchów i szumu morza płomieni” 7. Jakby tego było mało wziął później jeszcze na hol ciężko uszkodzony niszczyciel HMS „Greyhound” z około tysiącem ewakuowanych żołnierzy na pokładzie. Powolne siłą rzeczy posuwanie się takiego zespołu, pozbawionego niemal możliwości manewru, wydawało się wręcz samobójstwem. Szczęśliwie „Błyskawica” dociągnęła ich 30 maja do Dover, chociaż Niemcy zrzucali przed portem na spadochronach miny magnetyczne. W czasie operacji „Dynamo” ORP „Błyskawica” uratował też rozbitków z francuskiego „Sirocco” i eskortował uszkodzony francuski kontrtorpedowiec „Cyclone”. Ponadto zestrzelił kolejny, trzeci już samolot. Warto zauważyć, że podczas całej wojny okręt ten zestrzelił cztery samoloty i dwa uszkodził, oznacza to, że strącone trzy w okresie krótkiego dowodzenia komandora Nahorskiego stanowią aż 75% wszystkich zniszczonych przez „Błyskawicę” samolotów wroga.

Bliźniacze niszczyciele OORP „Grom” i „Błyskawica” jesienią 1939 w Wielkiej Brytanii. Kmdr por. Stanisław Nahorski dowodził „Błyskawicą” od 16 lutego do 28 maja 1940, m.in. podczas kampanii norweskiej i ewakuacji Dunkierki, gdzie wybitnie się odznaczył. Domena publiczna

Tymczasem w ostatnich dniach maja 1940 roku na skutek długiej, wyczerpującej służby w warunkach bojowych przybywało chorych na okręcie. Przepełniona izba chorych nie była w stanie wszystkich pomieścić i niezdolni do służby marynarze leżeli w innych pomieszczeniach. Starszy marynarz Wincenty Cygan wspominał: „Dowódca też się rozchorował. Stał na pomoście blady jak spłowiały żagiel, nie schodząc w ogóle pod pokład. Chorych do szpitala nie można było wyokrętować z powodu braku jakiejkolwiek załogi zapasowej”8. Mimo takiego stanu rzeczy szczęśliwie wrócili do Harwich. Tam lekarz stwierdził, że kilkunastu ludzi powinno być natychmiast wyokrętowanych do szpitala, natomiast jedna trzecia załogi z powodu wycieńczenia nie nadaje się do pływania. „Dowódca, chory, opuścił okręt”9. Jak się miało okazać – na zawsze. A „szczęśliwy okręt”, jak przezwano „Błyskawicę”, skierowano na dłuższy remont. Za akcje pod Narwikiem i Dunkierką Nahorski został odznaczony dwukrotnie Krzyżem Walecznych oraz jednym z najwyższych odznaczeń brytyjskich – Distinguished Service Order (DSO, Order Wybitnej Służby). Warto dodać, że w hierarchii brytyjskich odznaczeń wojskowych wyżej od DSO stoi tylko Victoria Cross, przy czym w myśl ustawy orderowej przyznawano go wyłącznie obywatelom Brytyjskiej Wspólnoty Narodów.

I co dalej...

Stanisław Nahorski, zasłużony wyższy oficer Polskiej Marynarki Wojennej, do służby bojowej na morzu nigdy już nie wrócił. Zadecydowało nadwyrężone zdrowie, które w służbie na morzu musi być żelazne. Bardzo nad tym ubolewał, miał wszak dopiero 43 lata. Z początkiem czerwca otrzymał urlop, a we wrześniu 1940 roku został przeniesiony do rezerwowej grupy oficerów. Od maja 1941 roku pozostawał w dyspozycji szefa Kierownictwa Marynarki Wojennej, a 24 czerwca tego roku został kierownikiem sekcji Samodzielnego Referatu Informacyjnego KMW. 31 lipca 1941 roku Nahorski awansował do stopnia komandora porucznika ze starszeństwem z 3 maja 1940 roku.

Był także członkiem Sądu Honorowego dla oficerów sztabowych Marynarki Wojennej. Między innymi pod jego przewodnictwem zostało przeprowadzone dochodzenie w sprawie samobójczej śmierci (19 lipca 1941 roku) dowódcy okrętu podwodnego ORP „Wilk” komandora podporucznika Bogusława Krawczyka. Nahorski wszedł też w skład komisji, która rozpatrywała zarzut szefa Kierownictwa Marynarki Wojennej wiceadmirała Jerzego Świrskiego wobec komandora porucznika Eugeniusza Pławskiego, że podczas kontaktu ORP „Piorun” z niemieckim pancernikiem „Bismarck” nie wykonał ataku torpedowego.

Od września 1942 roku Nahorski pełnił funkcję szefa Komendy Uzupełnień Floty i jednocześnie w październiku 1943 roku został powołany do reaktywowanej przez Naczelnego Wodza generała broni Kazimierza Sosnkowskiego Kapituły Orderu Wojennego Virtuti Militari, w pracach której uczestniczył do 1947 roku.

Posiedzenie Kapituły Orderu Wojennego Virtuti Militari, po lewej stronie stołu trzeci od prawej kmdr por. Stanisław Nahorski, naprzeciw drugi od lewej Naczelny Wódz gen. Kazimierz Sosnkowski, trzeci gen. Stanisław Maczek, Londyn, 23 października 1943. Narodowe Archiwum Cyfrowe

W sierpniu 1944 roku mianowany komendantem Komendy Morskiej „Południe” w Devonport (Plymouth). Był to terenowy ośrodek sztabowo-administracyjny, dysponujący niewielkim sztabem specjalistów mającym koordynować działalność wszystkich okrętów i oddziałów lądowych marynarki wojennej, rozlokowanych na obszarze komendy. W Polskiej Marynarce Wojennej w Wielkiej Brytanii powołano dwie takie komendy: „Południe” i „Północ” w Greenock. Komendy te, utworzone na wzór brytyjski, były nowością w organizacji PMW. Przed wojną w Polsce istniały komendy portów wojennych. Nowe komendy po powrocie do kraju miały przejąć ich funkcje, ponadto oprócz spraw zaopatrzenia materiałowego floty miały odgrywać rolę terytorialnych organów dowódczo-sztabowych, przyszłych dowództw baz morskich i dowództw wyznaczonych odcinków Wybrzeża.

Stanisławowi Nahorskiemu, 3 maja 1945 roku awansowanemu do stopnia komandora, na terenie Komendy Morskiej „Południe” podlegały: Centrum Wyszkolenia Specjalistów Floty, Centrum Kancelaryjno-Ewidencyjne Marynarki Wojennej, Obóz Ćwiczebny Marynarki Wojennej, Szkoła Podchorążych Marynarki Wojennej. Był to jednak schyłek jego kariery wojskowej, wynikający z tragicznego dla Polski zakończenia II wojny światowej. Nie można mieć raczej wątpliwości, że gdyby wynik ten był zgoła odmienny, służba tak wybitnego oficera trwałaby nadal. A kto wie, czy jej zwieńczeniem nie byłaby admiralska szpada i kapelusz. Wszelako nieubłagane wyroki historii zadecydowały inaczej. Po rozwiązaniu Polskiej Marynarki Wojennej w Wielkiej Brytanii w lipcu 1947 roku Nahorski wstąpił do Morskiego Oddziału Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia, po czym pozostał na stałe na emigracji.

Okres powojennego życia komandora Nahorskiego jest trudno uchwytny i wymaga dalszych badań. Zapewne nie udzielał się jakoś szczególnie w emigracyjnej diasporze, w przeciwnym razie informacje o nim byłyby łatwiej dostępne. Wiadomo, że do wybuchu wojny nie był żonaty. Ożenił się dopiero w Wielkiej Brytanii z Angielką, małżeństwo było bezdzietne.

Zmarł 13 listopada 1969 roku w Londynie i został pochowany na Streatham Park Cemetery.

Przypisy:

1 CAW-WBH, Kolekcja Orderu Virtuti Militari, Stanisław Nahorski, VM I.482.34-2552, k. 6.
2 Z. Węglarz, Niezłomny. Autobiografia komandora Zbigniewa Węglarza, Warszawa 2011, s. 45.
3 W. Kon, Atlantyckie patrole, Warszawa 1958, s. 119.
4 Tamże, s. 158–159.
5 W. Cygan, Granatowa załoga, Gdańsk 2011, s. 124.
6 B. Wroński, Wspomnienia płyną jak okręty, Londyn 1981, s. 56.
7 W. Kon, Atlantyckie…, s. 184.
8 W. Cygan, Granatowa…, s. 161.
9 Tamże.

Jerzy Kirszak

autor zdjęć: NAC, Domena publiczna, Centralne Archiwum Wojskowe Wojskowego Biura Historycznego

dodaj komentarz

komentarze


W Sejmie o zmianach w ASzWoj-u
Misja zdrowie trwa
Arktyka pod lupą NATO
Tusk: Ukraina nie może pozostać sama
Kmdr Stanisław Nahorski – bohater flotylli rzecznych i morskich
Chwała bohaterom AK
Ekstremalne zimowe nurkowanie
Polak szefem jednego z dowództw NATO
Chciałem być na pierwszej linii
Skromny początek wielkiej wojny
Together on the Front Line and Beyond
Bądź gotowy dzięki nowej aplikacji
W Pałacu o SAFE i… bezpieczeństwie
Premier wojenny
Finał B żołnierza w short tracku
Gorąco wśród lodu
Zielone światło dla konwoju
Więcej pieniędzy dla żołnierzy na mieszkanie
„Bezpieczny Bałtyk” z podpisem prezydenta
Przez uchylone okno
Engineer Kościuszko Saves America
Fenomen podziemnej armii
Kolejne nominacje w wojsku
W Sejmie o abolicji dla Polaków walczących w Ukrainie
Czarna Pantera i Twardy w Braniewie
Ułamki sekundy dzieliły żołnierza od medalu
Medal był na wyciągnięcie łyżwy
Rośnie pancerna pięść Sił Zbrojnych RP
To nie mogło się udać, ale…
„Wicher” rośnie w oczach
Łyżwiarz przebił się z czwartej pozycji na pierwszą
Żołnierz z zarzutami gwałtu. Jest reakcja resortu
Outside the Box
Czekamy na pierwsze podium wojskowych
Ustawa o SAFE uchwalona. Opozycja przeciw
Ostatnia minuta Kutschery
Buzdygan Internautów – głosowanie
W biatlonie i łyżwiarstwie szybkim nie poszli w ślady Tomasiaka
Rubio: należymy do siebie
SAFE: szansa i wyzwanie dla zbrojeniówki
Oko na Bałtyk
Minister obrony: wojsko może na nas liczyć
Gdy woda czy kredki są wyjątkowym prezentem
Kosiniak-Kamysz o strategii na 2026 rok
Wracają szkoły podchorążych rezerwy!
POLSARIS, czyli oczy wojska
Szansa dla systemu bezpieczeństwa
W NATO o inwestycjach w obronność
Ojciec chrzestny bojowego wozu piechoty Borsuk
ORP „Błyskawica” – ponad 2070 dni morskiego boju
Kierunek Rumunia
Invictus, czyli niezwyciężony
HIMARS-y w Rumunii
PGZ szykuje Baobaba na eksport
Bojowy duch i serce na dłoni
Partnerstwo dla artylerii
Szef SKW odpowiada na rosyjskie oskarżenia
SAFE – zasady wykorzystania unijnych środków
Taniec na „Orle”
Multimedaliści górą
Vespa, czyli jak wykorzystać drony na polu walki
Czarne Pantery odsłaniają swoje tajemnice
Rosyjskie inwestycje wojskowe na kierunku północnym
Bez medalu na torze łyżwiarskim w Mediolanie
Medal Honoru dla Ollisa
Szef MON-u o wzmacnianiu NATO
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO