Gen. bryg. Jarosław Stróżyk, szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego, odrzucił rosyjskie sugestie dotyczące rzekomego udziału polskich służb w zamachu na rosyjskiego generała Władimira Aleksiejewa. „To klasyczna dezinformacja, tworzona na użytek wewnętrzny” – powiedział oficer w wywiadzie dla PAP.
Do zamachu na generała Aleksiejewa doszło 6 lutego w Moskwie. Według dostępnych informacji napastnik oddał strzały w budynku mieszkalnym, w którym mieszkał wysoki rangą oficer rosyjskiego wywiadu wojskowego. Aleksiejew, jeden z kluczowych dowódców GRU, został ciężko ranny i trafił do szpitala, gdzie przeszedł operację ratującą życie. Sam fakt zamachu oraz tożsamość ofiary zostały potwierdzone przez stronę rosyjską, jednak na tym lista twardych, możliwych do zweryfikowania informacji w zasadzie się kończy.
Brakuje niezależnych danych pozwalających jednoznacznie ustalić motywy działania sprawcy, jego zaplecze organizacyjne czy ewentualne powiązania z zagranicznymi służbami. Mimo to rosyjskie władze bardzo szybko zaczęły formułować tezę o „zewnętrznym śladzie”, wskazując w pierwszej kolejności na Ukrainę, a następnie rozszerzając ją o kolejne państwa wspierające Kijów.
W rozmowie z Polską Agencją Prasową szef SKW zaznaczył, że oskarżenia kierowane pod adresem Polski, państw NATO czy szerzej Zachodu nie są poparte żadnymi dowodami i mają przede wszystkim znaczenie propagandowe. Ich celem jest budowanie obrazu Rosji jako państwa permanentnie zagrożonego przez zewnętrznych wrogów oraz odwracanie uwagi od problemów wewnętrznych. Jak podkreślił generał, jest to narracja adresowana głównie do rosyjskiego odbiorcy, a nie do społeczności międzynarodowej.
„Szersza operacja wymierzona w Rosję”
W rosyjskich mediach państwowych i komunikatach rozpowszechnianych przez tamtejsze służby pojawiły się sugestie, że zamach miał być elementem szerszej operacji dywersyjnej prowadzonej przeciwko Federacji Rosyjskiej. W tym kontekście zaczęto mówić również o rzekomym udziale Polski, która miała – według tej narracji – wspierać działania wymierzone w rosyjskich dowódców wojskowych. Te twierdzenia pojawiały się jednak bez przedstawienia jakichkolwiek dowodów i były powielane w sposób charakterystyczny dla kampanii informacyjnych prowadzonych przez Kreml.
Wśród ekspertów zajmujących się analizą rosyjskich działań informacyjnych pojawiają się różne hipotezy dotyczące tła zamachu. Jedna z nich zakłada, że choć Ukraina prowadzi działania wymierzone w rosyjską machinę wojenną, w tym konkretnym przypadku brak jest danych pozwalających potwierdzić taki scenariusz. W tej perspektywie zamach mógł być rezultatem wewnętrznych napięć w rosyjskich elitach wojskowych i służbach specjalnych. Rywalizacja o wpływy, odpowiedzialność za niepowodzenia na froncie oraz walka frakcyjna od lat stanowią element funkcjonowania rosyjskiego systemu władzy, a podobne incydenty w przeszłości bywały już tłumaczone właśnie takimi konfliktami.
Potrzeba znalezienia winnego
Jak podkreślił w rozmowie z PAP gen. Stróżyk, ramy działania polskich służb zostały jasno określone. – Są one realizowane w granicach prawa i zgodnie z wytycznymi politycznymi, otrzymywanymi od przełożonych – premiera, ministra obrony narodowej i ministra-koordynatora służb specjalnych, które są zatwierdzane przez kolegium ds. służb specjalnych przy udziale prezydenta – podkreślił szef SKW. Zwrócił przy tym uwagę, że oskarżenia pod adresem Polski pojawiały się już w przeszłości i niemal zawsze towarzyszyły wydarzeniom kryzysowym lub trudnym do wyjaśnienia, które w rosyjskiej przestrzeni publicznej wymagały szybkiego znalezienia zewnętrznego winnego.
W ocenie generała istotne jest nie tylko reagowanie na dezinformację, lecz także uświadamianie opinii publicznej, w jaki sposób tego rodzaju narracje są konstruowane i do jakich celów służą. Jednocześnie zaznaczył, że codzienne komentowanie każdego propagandowego komunikatu nie jest zadaniem służb specjalnych, których rola polega przede wszystkim na ochronie bezpieczeństwa państwa, a nie na uczestnictwie w bieżącej wojnie narracyjnej.
autor zdjęć: AWL

komentarze