moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Cud w Glanowie, czyli powstańcze Termopile

Cud nad Wisłą 1920 roku przysłonił inne zwycięstwo polskiego oręża nad armią rosyjską, które łączono ze świętem maryjnym 15 sierpnia i nazywano polskimi Termopilami roku 1863. Początkowo nic nie wskazywało, że obrona dworu w Glanowie będzie mieć szczęśliwe zakończenie. Ale niewielkiej grupie powstańców pod dowództwem hr. Aleksandra Krukowieckiego skutecznie udało się odeprzeć oblężenie przeważających sił rosyjskich i wyrwać z opresji. Było to w dzień Wniebowzięcia Matki Boskiej. Uznano to więc za cud wstawiennictwa Królowej Polski.

Choć powstanie styczniowe było najdłuższym zrywem zbrojnym Polaków przeciwko zaborcy rosyjskiemu, niewiele w nim wielkich zwycięstw polskiego oręża. Wojna partyzancka z przeważającymi siłami wroga powodowała, że nawet po wygranej potyczce powstańcy musieli szybko się wycofać lub wręcz rozpuścić oddział, przeciw któremu maszerowały kolejne kolumny nieprzyjacielskiego wojska. Nie dziwi więc, że każde zdecydowane zwycięstwo z carskimi rotami, po którym powstańcy zdołali utrzymać pole bitwy, urastało więc do miana symbolu i „bitwy przełomowej”. Tak było też z obroną dworu w Glanowie 15 sierpnia 1863 roku, którą ówczesna prasa okrzyknęła powstańczymi Termopilami. W dzień Wniebowzięcia Matki Boskiej niewielka grupa powstańców pod dowództwem hr. Aleksandra Krukowieckiego skutecznie odparła oblężenie przeważających sił rosyjskich i zdołała wyrwać się z opresji. Za kordonem, w Krakowie, skąd przymaszerował oddział Krukowieckiego, uznano to za cud wstawiennictwa Matki Boskiej oraz rehabilitację rodu hrabiego, który był synem ostatniego wodza powstania listopadowego, gen. Jana Krukowieckiego oskarżanego o przyczynienie się do jego upadku, a nawet zdradę. Zwycięstwo pod Glanowem pozwoliło również uratować honor krakowskich ochotników, którzy byli oskarżani, że zbyt szybko i licznie rejterują za kordon przed rosyjskimi bagnetami. Potyczka ta – bez większego znaczenia militarnego – obrosła legendą, aczkolwiek faktem jest, że samo starcie miało dramatyczny przebieg i niespodziewanie szczęśliwy koniec dla jego uczestników.

Reduta Krukowieckiego

W przeddzień wydarzeń w Glanowie, bracia Edward i Gustaw Habichowie, oficerowie mający za sobą służbę w rosyjskiej artylerii, zebrali pod Krakowem oddział w sile 400 ludzi, dobrze uzbrojony i umundurowany kosztem hr. Aleksandra Krukowieckiego. Oddział miał ruszyć pod Żarnowiec, by tam połączyć się z siłami Zygmunta Chmieleńskiego. Sam hrabia towarzyszył żołnierzom konno, w cywilnym ubraniu z dubeltówką przewieszoną przez plecy. Oddział, maszerując całą noc i ścierając się z austriackimi patrolami straży granicznej, przeszedł nad ranem kordon pod Szycami. Po godzinnym odpoczynku ruszono przez Pieskową Skałę ku Wielmoży. Jednak tuż za Pieskową Skałą na oddział uderzyli Rosjanie. Była to tylko jedna rota piechoty i kilkudziesięciu kozaków, których powstańcy łatwo odparli, ale maszerowały przeciw nim już znacznie liczniejsze siły pod wodzą księcia Aleksego Iwanowicza Szachowskiego.

Habichowie, widząc, że nie mają szans ucieczki ze zmęczonymi ludźmi przed okrążającymi ich kolumnami rosyjskimi podążającymi z Olkusza i Miechowa, postanowili przyjąć bitwę w Ibramowicach. W tym celu polecili hr. Krukowieckiemu wziąć pluton saperów i obsadzić nim wąwóz przy wejściu do miejscowości, którym miała przechodzić kolumna księcia Szachowskiego. Zanim jednak Krukowiecki zdołał dotrzeć do wyznaczonego miejsca zasadzki, z obu stron padły już strzały. Nie udało się zaskoczyć Rosjan. Aczkolwiek jeden z ludzi Krukowieckiego, niejaki Martini, swym strzałem zranił księcia Szachowskiego w łydkę i ten do końca bitwy zmuszony był dowodzić z pobliskiej oberży. Sam Martini został ciężko ranny, a cały dwudziestoosobowy oddział Krukowieckiego odcięty od głównych sił przez rosyjskich dragonów i kozaków. Polacy zdołali jeszcze się wycofać i dobiec do ogrodu dworu w Glanowie. Otoczony solidnym i wysokim płotem mógł zabezpieczyć powstańców przed szarżą jazdy, ale okazało się, że między drzewami owocowymi czekała na nich rota piechoty. Wobec tego Krukowiecki skierował swych ludzi prosto do dworu.

Tymczasem, gdy przesądzał się los oddziału Habichów pod Ibramowicami – po bitwie do Chmieleńskiego zdołało dotrzeć tylko siedemdziesięciu jego ludzi – rozpoczynała się epopeja garstki saperów Krukowieckiego. Kiedy ludzie Krukowieckiego dobiegli do dworu, drogę zagrodził im jego dzierżawca Leon Rutkowski, broniąc wstępu argumentami, że w budynku są kobiety i dzieci. Mimo jego protestów, a nawet przekleństw, powstańcy szybko zajęli dwór, a rosyjscy piechurzy otworzyli do nich morderczy ogień. Nieprzyjaciele podpalili też oddalone o kilka metrów zabudowania gospodarskie, czym niechcący utrudnili sobie zadanie, gdyż od strony płonących budynków nie mogli już atakować.

Niebawem sołdatom udało się zapalić także dach dworu. Wtedy też przerwali na chwilę ostrzał i wezwali kobiety do opuszczenia wraz z dziećmi budynku, zapewniając im nietykalność. Krukowiecki przystał na to ultimatum, a Rutkowski polecił swemu synowi Teofilowi przeprowadzić kobiety. Niestety, Rosjanie nie dotrzymali danego słowa, bo kiedy pojawiły się one na ganku, padło kilka strzałów. Ciężko ranna została służąca z niemowlęciem na ręku. Natychmiast wstrzymano ogień i reszta kobiet przeszła już bezpiecznie. Zaprowadzono je do karczmy, w której rezydował ranny książę Szachowski. Głównodowodzący natychmiast zaczął indagować panią Rutkowską o liczbę powstańców we dworze, na co odpowiedziała przytomnie, że są ich „pełne pokoje”. I to najprawdopodobniej ocaliło obrońców, gdyż książę nie zdecydował się na atak na bagnety, postanawiając że jedna kompania będzie ostrzeliwać dwór do czasu, aż nie strawi go ogień.

Tymczasem w spowitym ogniem i dymem dworze trwała walka. Nawet Rutkowski, widząc ranną służącą, wściekły chwycił za broń i przypomniał sobie, że jest weteranem powstania listopadowego. Od jego strzałów miało polec kilku sołdatów. Niestety, śmierć także zaczęła zbierać żniwo wśród obrońców – rosyjska kula zabiła Edwarda Kaczorowskiego, inżyniera hutnictwa i społecznika. Skwar od płonącego dachu był piekielny, cały dom trzeszczał, a z góry sypały się iskry. Dziewięciu obrońców nie wytrzymało tego nerwowo i zaczęli wyskakiwać przez okna. Oprócz dwóch czy trzech cudem ocalonych, wszyscy zginęli. Przy Krukowieckim zostało dziesięciu: dzierżawca Leon Rutkowski, por. Adam Jaworski, por. Ludomir Friedrich, ppor. Leon Staszewski, sierż. Józef Górski i szeregowcy: Kajetan Borowiecki, Józef Dudasiński, Karol Fierganek, Ferdynand Johne i ciężko ranny Martini.

„Polak umiera, ale się nie poddaje”

Rosjanie ukryci za płonącymi budynkami lub w zbożu rosnącym na okalających posiadłość polach przerywali ogień tylko na chwilę, by ponowić wezwanie do poddania się. Tymczasem oblężeni odpowiadali rzadkimi, lecz celnymi strzałami – hrabia Krukowiecki i ppor. Staszewski byli wyśmienitymi strzelcami, a Rutkowski także im dorównywał. Nie mogąc doczekać się, aż obrońcy spłoną, Rosjanie podsunęli się pod ścianę, która nie posiadała żadnych okien ani otworów i starali się podsycić ogień płonącego dachu. Na niewiele się to zdało, gdyż solidna konstrukcja nadal nie chciała się zawalić, by pogrzebać Polaków. Jednak wewnątrz żar robił się nie do zniesienia i ludzie zaczęli prosić Krukowieckiego, by dał rozkaz pójścia na bagnety w samobójczym ataku, co wydawało się lepsze od spłonięcia żywcem. Na co ten im odpowiedział, patrząc na zegarek: „Jeszcze czas, godzina czwarta [po południu], cztery godziny jeszcze dom opierać się będzie ogniowi, zatem o godzinie ósmej, o ile do tego czasu nieprzyjaciel nie odstąpi, pójdziemy na bagnety, na śmierć pewną”. Po czym włożył zegarek do kieszeni i wrócił do polowania na oblegających żołnierzy.

Kiedy zaczęło brakować amunicji, Krukowiecki rozkazał, by strzelał z nim tylko Staszewski, a reszta miała ładować im broń. W pewnym momencie Rosjanie spróbowali podejść bliżej dworu od północy, gdzie rosły gęste krzaki porzeczek. Udało im się podczołgać na kilkadziesiąt kroków od ściany budynku, ale na tym skończył się ich sukces. Czujni Krukowiecki i Staszewski dali ognia w ogródek, który opustoszał w minutę – zostali tylko zabici i ranni. W tym momencie rosyjski oficer zaproponował obrońcom honorową kapitulację, na co Krukowiecki miał odpowiedzieć mu, parafrazując gen. Pierre’a Cambronne’a spod Waterloo: „Wiedz o tym, że Polak umiera, ale się nie poddaje”. I po tej odpowiedzi doszło między hrabią a tym oficerem do pojedynku. Jak wspomina jeden z obrońców, Karol Firganek, hrabia „chciał koniecznie ubić wzywającego do poddania. Strzelał do niego parę razy, jak i Moskal do Krukowieckiego bez skutku. Nareszcie zaczęliśmy prosić Krukowieckiego, aby się nie wychylał, bo inny Moskal zza krzaka może go ubić”. W końcu Rosjanin poprosił o pozwolenie zabrania z porzeczkowego ogródka zabitych i rannych. Krukowiecki rozkazał wstrzymać ogień.

Nastąpiła chwila wytchnienia. Rutkowski wpadł w euforię, że Rosjanie dają za wygraną i odstępują. Zaczął częstować obrońców lemoniadą i wódką. Postanowił też otworzyć drzwi i wyjść na zewnątrz, by sprawdzić swoje przypuszczenia. Reszta obrońców była bardziej sceptyczna i odradzała dzierżawcy ten krok. Na próżno, Rutkowski doszedł do studni, pomiędzy spalone zabudowania gospodarcze i zaczął nawoływać służbę. Nagle padły strzały i stary wiarus osunął się na ziemię trafiony w brzuch – zmarł jeszcze tej samej nocy. Prawdopodobnie strzelili do niego jacyś rosyjscy maruderzy. Obrońcy natychmiast odpowiedzieli ogniem. Były to ostatnie strzały tej potyczki. Traf chciał, że o godzinie ósmej wieczorem, czyli kiedy Krukowiecki zaplanował samobójczy atak na bagnety, Rosjanie wreszcie „zwinęli oblężenie”. Dziewiątce obrońców udało się w nocy wymknąć z dworu i wrócić przez kordon do Krakowa.

Już kilka dni po starciu oblężenie Glanowa zaczęło obrastać legendą. Galicyjska prasa pomnożyła rosyjską kompanię oblegającą dwór do paru tysięcy żołnierzy, w tym kawalerię i sotnie kozackie, co znacznie przekraczało łączne siły księcia Szachowskiego, które zaatakowały oddział Habichów pod Ibramowicami. Straty rosyjskie obliczono na kilkudziesięciu zabitych. Stanisław Zieliński w swych „Bitwach i potyczkach 1863–1864”zapisał, że z polskiej „fortecy” „zionęły śmiercionośne kule, ścieląc coraz potężniejsze kupki trupów, których nie sposób było zabrać, bo każda próba powiększała taką kupkę o trupa zuchwalca, który ją chciał zmniejszyć”, następnie wyliczył straty nieprzyjaciela na 64 zabitych. Dziennikarze w artykułach poświęconych bitwie wkładali w usta obrońców całe patriotyczne przemowy, a znany lwowski poeta, Aureli Urbański w wierszu «„Miatież” rok 1863»takie słowa przypisał Krukowieckiemu:

„Wiara! Trzymać się ostro!

Choćby zginąć przykładnie.

Marji Panny dziś Święto –

Włos nam z głowy nie spadnie!”

Nie może dziwić ten entuzjazm i podkreślanie bohaterstwa obrońców, które zresztą jest bezdyskusyjne, wobec faktu, iż najdrobniejszy nawet sukces polskiego oręża był wtedy potrzebny, by podtrzymywać płomień walki i nadzieję na zwycięstwo. Zupełnie inaczej podchodzili do tego sami obrońcy Glanowa, zżymając się najczęściej na przesadne, ich zdaniem, hołdy i bałamutne informacje na temat bitwy. Cytowany już wyżej Karol Firganek tak to podsumował w pamiętniku: „Tak zostałem bohaterem! Mnie z tego nic nie przyszło – a ojczyźnie jeszcze mniej – oddział też z tego nie korzystał, bo go i tak rozbito – inni to odcierpieli”. Gorzkie słowa człowieka, który doświadczył beznadziei powstańczego zrywu, ale z drugiej strony zapomniał dodać, że z ciężkiej opresji ocalił życie i nie poznał syberyjskich mrozów, a z legendą nie mógł wygrać.

Bibliografia

S. Kieniewicz, Powstanie styczniowe, Warszawa 2009

S. Zieliński, Bitwy i potyczki 1863–1864, Rapperswil 1913

Powstanie styczniowe 1863–1864. Aspekty militarne, pod red. prof. dr. hab. Janusza Wojtasika, Warszawa 1994

Pamiętnik Karola Firganka za: J. Kowalski, Obrona dworu w Glanowie, Instytut Historii Sztuki UAM [PDF]

Piotr Korczyński , historyk, redaktor kwartalnika „Polska Zbrojna Historia”

dodaj komentarz

komentarze

~Bohun
1536484800
Fajny tekst!
38-DB-8D-40

Sejm uchwalił ustawę o SAFE
Początek wielkiej historii
Finansowanie szkolenia wojskowych medyków
Gen. broni Piotr Błazeusz na nowym stanowisku
W hołdzie ofiarom NKWD
Kolarskie gwiazdy na legendarnym okręcie
Zabójczy team nad Anglią
Polski sukces w Duńskim Marszu
Absolwenci do wojska. Nabór trwa
Marynarze po raz trzeci z rzędu najlepsi w wieloboju żołnierskim
Fińska armia luzuje rygory
Pytania o „chińczyki” w jednostkach
Psiakrew, harmata!
Wzmocnienie polskiej tarczy powietrznej
Nieszczęśliwy wypadek na strzelnicy
Pamięci ofiar zbrodni katyńskiej
Pierwsze szkolenie Legionu Medycznego
Our Only One
Bliski Wschód: wojna bez wyjścia, stawka rośnie
Szkoła w mundurze
Debata o bezpieczeństwie
„Końca cywilizacji” w Iranie na razie nie będzie
Wypadek w PKW UNIFIL
Senat przyjął ustawę o SAFE głosami koalicji
Marynarz w koreańskim tyglu
View from Outer Space
Więcej pieniędzy dla żołnierzy na mieszkanie
Kosmiczne bezpieczeństwo
Pierwszy dom dla Husarzy gotowy
Głos żołnierzy ma znaczenie
Grzmoty zamiast Goździków
Pomnik gen. Rozwadowskiego stanie przed Sztabem Generalnym
Większe możliwości Nitro-Chemu
W Sejmie o wyższym szkolnictwie wojskowym
Zbrodnia i kłamstwo
Mała Orka?
Jelcz coraz silniejszy
Lotnicy NATO kontra drużyna Gortata
Adaptacja i realizm
Donald Trump: Jesteśmy bardzo blisko
Wojskowe roboty prosto z Polski
Były żołnierz WOT-u z zarzutami szpiegostwa
Koniec niemieckiej misji powietrznego wsparcia
Morska ścieżka kariery
Rosomaki na lądzie i morzu
F-16 na straży
Widok z kosmosu
Pierwsze loty
WAM wraca do Łodzi
NATO i USA o Iranie
Trening w tunelu aerodynamicznym
Apache w polskich rękach
Podwójny emeryt, jedno świadczenie
Polska i Norwegia zacieśniają współpracę
Nie udostępniamy nieba do ataków na Rosję
Zbrodnia bez kary
Terytorialsi zdobyli amerykańskie ostrogi
Przyszłość polskich Czarnych Panter
Wyróżnienia za sportowe sukcesy
Pasja i fart
Jubileuszowa i rekordowa Setka Komandosa
Syndrom Karbali
Śmiercionośna Jarzębina
Architekci pola walki
Studia dla żandarmów
Ustawa o SAFE uchwalona. Opozycja przeciw

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO